Koledzy proszę o pomoc w wyborze torby .

Tu wklejam linki :

https://sklepdrapieznik.pl/sklep/torby-oraz-pokrowce-cresta/20248-torba-cresta-solith-feeder-bag-roz-xl.html

https://sklepdrapieznik.pl/sklep/torby-oraz-pokrowce-cresta/20250-torba-cresta-solith-carryall-45l.html?search_query=torba&results=71

https://sklepdrapieznik.pl/sklep/torby-i-plecaki-korum-i-preston/27615-torba-preston-world-champion-accessory-bag-medium.html?search_query=torba&results=71

facebooktwittergoogle_plusfacebooktwittergoogle_plus

Z forum wzięte – o operatach słów parę!

Oto jeden z wpisów na forum, odnoszący się do operatów rybackich i całej tej ich otoczki…

Z dnia 3.04.2017, wątek ‚O PZW rozmów ciąg dalszy’, wpis nr 219

„Nic nie możemy zrobić, takie mamy operaty!”

Te słowa słyszymy za każdym razem, kiedy jako wędkarze i faktyczni dzierżawcy wód państwowych (rzek, zbiorników zaporowych, jezior) domagamy się od naszych przedstawicieli intensyfikacji zarybień, zmiany składu gatunkowego wpuszczanych ryb, dodatkowej ochrony lub zaprzestania odłowów sieciowych na wodach dzierżawionych przez PZW.

Początkowo zamierzałem podzielić się z Wami wiedzą o tym czym właściwie jest ten tajemniczy operat. Znalazłem jednak bardzo przejrzysty, syntetyczny opis tego dokumentu na jednej ze stron: http://operatujemy.pl/operat-rybacki/

Uważam, że nie ma sensu wyważać otwartych drzwi. Skupiłem się zatem na tym, by na bazie posiadanej wiedzy pokazać w jaki sposób wykorzystuje się jej, by tym całym operatem robić nam wodę z mózgów. Wskazać, gdzie tkwią nurtujące nas problemy. Oto kilka spraw, które po przeprowadzonym wywiadzie wydają się być oczywiste (jeżeli się mylę – proszę mnie wyprostować podając źródła danych) i które uważam za istotne dla każdego z nas:
Operat sporządza użytkownik rybacki/uprawniony do rybactwa. W PZW zazwyczaj robi to albo ichtiolog okręgu, albo zespół fachowców z jego udziałem. Sugerowanie, że jest to dokument narzucony odgórnie jest mijaniem się z prawdą!

Zasady dotyczące konstruowania operatu dają szerokie spektrum możliwości. Wmawianie wędkarzom, że RZGW ma tu jakieś sztywne zasady nie do przejścia jest fałszywe. To, czy dany operat zostanie zaopiniowany pozytywnie ( nie robi tego RZGW, o czym w dalszej części) zależy w znacznej mierze od woli jego twórców. Woli, wiedzy i intencji! W szczególności:

a) można skonstruować operat tak, aby zarybienia zredukować do minimum – opierając się na tarle naturalnym, tworzeniu obrębów ochronnych (mateczników), wsparciu naturalnego rozrodu, kierunkowaniu presji wędkarskiej itp. Jest to trudne, ale wykonalne – o ile zrobi to osoba o wysokich kwalifikacjach.

b) rejestracja połowów przez wędkarzy nie jest konieczna – rejestry, o których powszechnie wiadomo, że są źródłem całkowicie niewiarygodnych danych można zastąpić okresowymi badaniami statystycznymi i stworzyć odpowiedni model statystyczny do szacowania presji, składu jakościowego i ilościowego, czy ubytku ryb z łowiska. Modelem statystycznym można zastąpić również częściowo odłowy kontrolne służące tym celom.

c) gospodarka na zbiornikach zaporowych wymaga odłowów sieciowych dla ograniczenia liczebności karpiowatych – kolejny kit, który serwują nam związkowi „biznesmeni” zapychający dziury w budżecie okręgów dochodami ze sprzedaży ryb to właśnie rzekoma konieczność odławiania sieciami nadmiaru niechcianych gatunków. Ten sam lub podobny efekt można osiągnąć ukierunkowując presję wędkarską na dany gatunek, odpowiednio intensywnie zarybiając gatunkami drapieżnymi czy stosując znacznie bardziej zaawansowane zabiegi. Już dawno powinno się rozpocząć odpowiednie programy wykorzystujące badania nad populacjami samiczymi łososiowatych. Można bowiem zarybiać zbiorniki materiałem zarybieniowym składającym się w 100% z samców, które zostały pozbawione płodności. Wezmą udział w tarle, które nie da efektów – prosty sposób na ograniczenie liczebności? Tylko na to trzeba by wydać pieniądze, a PZW chodzi tu raczej o to, by je tanim kosztem (bo cudzym – naszym) pozyskać.

Operat można zmienić – brak takiej możliwości to kolejny „farmazon”, którym się nas karmi. Powodów jest kilka (pewnie więcej niż podaje poniżej, ale umysły naszych działaczy są nieprzeniknione, a fantazja iście ułańska, więc wybaczcie, że nie wszystkie wymienię):

a) to kosztuje – ktoś musi nie tylko poświęcić czas na sporządzenie odpowiedniej dokumentacji, ale należy poddać ją opiniowaniu, które również nie jest darmowe,

b) właściwa pod względem merytorycznym i fachowym korekta istniejących operatów obnażyłaby brednie wcześniej nawypisywane przez związkowych „naukowców” w dotychczas obowiązujących operatach. Opierają się one przecież głównie na danych zawartych w wędkarskich rejestrach, a to już kwestia z pogranicza science-fiction. Podobnie jest z odłowami kontrolnymi. Choć wykonuje się je wg odpowiedniej metodyki ich wyniki są absolutnie niewiarygodne. Szczególnie, gdy odłowu dokonuje się na zbiornikach o urozmaiconym dnie. Sam byłem świadkiem odłowu, podczas którego z sieci wyjęto 2 leszcze i może z pięć boleni. Godzinę po odłowie pływałem po akwenie z echosondą, która w najgłębszych 10-cio metrowych dołach nie chciała się przebić do dna przez ryby i wskazywała 3m głębokości. Tego dnia złowiłem kilkadziesiąt grubych okoni i dwa szczupaki, a koledzy na brzegu połowili białorybu do znudzenia. Nawet najlepszy model statystyczny nie pozwoli na więcej, niż ocenę biomasy tych gatunków, które w sieci wpadły. A co z pozostałymi? Dopisze się jakoś kochani, dopisze…

Jak widzicie, można wędkarzom opowiadać, że operaty są jakie są, wszystkiemu winny ktoś inny, odłowy sieciowe muszą być, rejestry są potrzebne itp. bzdury. Tak długo, jak będziemy w to wierzyć i na to przyzwalać.
Na koniec rzecz najistotniejsza. Wszelkie nieprawidłowości jakich dopuszczają się „biznesmeni” z PZW wynikają przede wszystkim z tego, że się ich nie kontroluje. To zadanie należy do RZGW, ale problem leży w tym, że ustawa nadaje tej PRL-owskiej instytucji uprawnienia do kontroli zamiast obowiązku kontroli. Gdyby taki został nadany, a pracownik RZGW odpowiadałby rzeczywiście za nadzór nad zarybieniami i odłowami już dawno byłoby po problemie. Do tej pory żadnemu politykowi czy pracownikowi Ministerstwa Finansów nie wpadło do głowy, że PZW faktycznie płaci Państwu za użytkowanie obwodów rybami, które wpuszcza, czyli w naturze. Są to de facto jednak takie same pieniądze jak każde inne. I skoro nas łapie się za dupę za każdy grosz puszczony obok kasy fiskalnej, ciąga po poborcach skarbowych za niedopłatę kilku groszy to może w końcu ktoś zająłby się dziurą w systemie dzięki której można nadal prowadzić „zarybienia na papierze”?!

Są kraje, w których państwo oddaje w użytkowanie wędkarskie swoje obwody które zarybiane są z urzędu przez państwowa instytucję. I to wyłącznie materiałem dużym, rybami co najmniej dwuletnimi. Ta instytucja po dokonaniu zarybienia wystawia użytkownikowi wędkarskiemu (nie rybackiemu!) fakturę. I na tym się kończy. I ryby są w wodzie! Wędkarzom pozostaje zagospodarowanie brzegów, utrzymanie czystości, ochrona i ewentualnie wsparcie tarła rozrodu naturalnego. Można? Niestety, jeszcze długo nie w tym kraju…
niżej podpisany:
konstruktywny opozycjonista

facebooktwittergoogle_plusfacebooktwittergoogle_plus

Sklepy, w których dostępny jest magazyn Spławik i Grunt

Poniżej znajduje się lista sklepów, w których będzie można dostać magazyn Spławik i Grunt. Lista cały czas rośnie, i będzie na bieżąco uaktualniana. Jest też możliwość zamówienia przez sklepy wędkarskie magazynu (kontakt :

splawikigrunt@gmail.com)

oklahoma

Sklepy będące dystrybutorami magazynu Spławik i Grunt:

Trotka – Warszawa

Rapa – Warszawa

Fish point – Kraków

Raj Wędkarski Łódź

Drapieżnik – Białystok

Gruba Ryba – Kielce

Big Fish – Częstochowa

Sklep Shark – Elbląg

Planeta Wędkarza – Gorzów Wielkopolski

Leader – Rzeszów

Krokodyl – Wrocław

Karpiowy.pl – Wrocław

Centrum Wędkarskie u Jarka – Opole

FishNet – Zielona Góra

Rybka – Wodzisław Śląski

Kaper – Wodzisław Śląski

Manzen – Poznań

Sandacz – Biała Podlaska

Sas – Biała Podlaska

Lidia – Biała Podlaska

Raj Wędkarski – Łódź

facebooktwittergoogle_plusfacebooktwittergoogle_plus

Kłusownictwo nad Wieprzą – zagłada troci

Dość wstrząsający post zamieścił jeden z forumowiczów, który obrazuje w jakiś sposób pewne zachowania ludzi parających się kłusownictwem. Jak widać, można zarybiać, dbać, stosować złap i wypuść, ale co z tego, kiedy do akcji wkraczają tacy goście? Przeraża też niska świadomość społeczna tych, co kupują tanią rybę od kłusowników, wspomagając wymiernie ten proceder.

Oto wpis użytkownika o nicku Frankestin :

Właśnie wróciłem z ferii zimowych. Byłem u rodziców nad Wieprzą https://pl.wikipedia.org/wiki/Wieprza.
Rzeka ta mimo, że jest mniej znana od Parsęty, obfitowała w troć wędrowną, która to regularnie ma w niej tarło. Ryba ta w czasie tarła daje się bez problemu podejść i zarżnąć, co jest bezwzględnie wykorzystywane przez kłusowników. Miałem okazję porozmawiać z jednym z nich i pochwalił się „osiągnięciami” swoimi oraz swoich kolegów po fachu.

Może na początek sprecyzuję obraz pospolitego kłusownika nadwieprzańskiego. Wykształcenie podstawowe lub zawodowe, bardzo często bez aspiracji na pracę w stałym wymiarze godzin. Wiek to zwykła dwadzieścia kilka lat, aczkolwiek występują w śród nich dinozaury w wieku 50-60 lat. Jednym z ulubionych zajęć tej grupy ludzi jest picie pod sklepem.

Kiedy przychodzi „sezon” łowiecki spod sklepu przenoszą się nad małe dopływy Wieprzy, gdzie wyciągają ościenie i rozpoczynają rzeź a przy okazji pewnego rodzaju igrzyska. Doskonale wiedzą kto ile sztuk upolował w danym sezonie. Rekordem mojego rozmówcy było 136 szt. w jednym sezonie. A nie był to osobnik szczególnie uzdolniony w tym fachu. Pytam więc człowieka: po co Ci 136 szt. ryby? Odpowiedz jest prosta sprzedając po 10 PLN/szt. na dodatkową kasę. Kasę, którą to skutecznie przepuszcza na alkohol pod sklepem snując łowieckie opowieści.

Inny osobnik tak układa sobie plan urlopów by mieć wolny cały grudzień i dorabiać wycinając rybę. Jako bardziej uzdolniony w tym fachu osiąga personal best około 250 szt.

W całej wsi jest kilkunastu takich co daje a raczej dawało wyniki w tysiącach. A to tylko jedna wieś na biegu tej pięknej rzeki… Bo rzeka ta jest piękna, wie o tym każdy kto miał okazję spłynąć po niej kajakiem.

Obecnie brać kłusownicza jest zaskoczona, że coraz trudniej o rybę. I do głowy im nie przyjdzie, że mają z tym coś wspólnego.

Na koniec rozmowy kłusol przyznał się do spalenia żeremia bobrowego. Po prostu szedł i je podpalił bo stwierdził żeremie na rzece jest mu niepotrzebne.

Pocieszające jest to, że w od zeszłego roku rzeka jest w prywatnych rękach i liczę na to, że dzierżawca będzie walczył w tym procederem i rybostan uda się odbudować. Nie wiem czy to jest powiązane, ale 2 kłusoli zostało w tym roku złapanych na gorącym uczynku. Kary na szczęście okazały się wysokie (8000 PLN) i być może da to innym do myślenia. Pewności nie ma bo generalnie umysły mają na poziomie pierwotniaków.

Pytanie które się wysuwa na pierwszy plan: Jak ja mogę z tym walczyć?

facebooktwittergoogle_plusfacebooktwittergoogle_plus

Feeder w natarciu!

W przyszłym roku wreszcie ruszają imprezy feederowe, jakimi są Mistrzostwa Polski. Feeder dynamicznie się rozwija w naszym kraju, i takie imprezy organizowane przez PZW są bardzo potrzebne.

Niestety, póki co ‚start’ jest dość ciężki. O dziwo imprezę zaplanowano na przełom marca i kwietnia. Czyżby był to primaaprilisowy żart? Wszystko na to wskazuje, że nie.  Prawdopodobnie chodzi o wyłonienie kadry na mistrzostwa świata. Trochę to żenujące, bo ani czas nie jest dobry, ani sposób wyłonienia najlepszych do reprezentacji Polski nie jest tutaj obiektywny. Jedne zawody nie do końca są wyznacznikiem tego, czy ktoś nadaje się do drużyny czy też nie, ale pomińmy ten fakt. Strach pomyśleć jak się to wszystko będzie odbywać, znowu będą działacze, sponsorzy, układy i układziki…

Na pewno potrzeba nam jak największej ilości imprez gruntowych. Szkoda, że wody PZW są takie przetrzebione i jakże trudne. Nie zachęca to wielkich rzesz do startów póki co.  Ale pierwsze koty za płoty. Zawody na komercjach są coraz bardziej popularne, co roku jest ich coraz więcej. Zawody Matrixa, cykl eliminacji i finał, mają już praktycznie pełną obsadę, zaledwie kilka dni po ich ogłoszeniu, a przecież mamy jeszcze rok 2016! To pokazuje jak dużym zainteresowaniem cieszą się takie imprezy.

Jak na razie okazuje się, że nie wszystkie okręgi przeprowadziły mistrzostwa u siebie. Oznacza to, że trzeba o to po prostu zawalczyć. Dlatego polecam każdemu, u kogo takiej imprezy nie ma, naciskanie na zarząd okręgu, aby taką imprezę zorganizował. Warto zachęcać naszych znajomych, aby poparli ten projekt. Wtedy taka impreza na stałe się wpisze w kalendarz corocznych rozgrywek, warto też optować o organizowanie takich zawodów w kołach do których należymy! Jak się okazuje bez nacisków mistrzostwa okręgu się nie odbędą.

Po części przyczyną tego jest słabe orientowanie się w tym co jest na czasie przez ludzi będących w zarządzie okręgu i kapitanatach. Są miasta jak Wrocław, gdzie feeder jest bardzo mocny i zorganizowany, są też takie jak Katowice, okręg z jedną z największych ilości wędkarzy, gdzie takiej imprezy nie przeprowadzono. Dlatego organizujmy się i walczmy!

Jedną z rzeczy która jest dla mnie problemem, to regulamin tych rozgrywek. Reguły jakie obowiązują na MŚ są dość ostre, zabraniają używać zestawów blokowanych, w tym Metody, przypon musi mieć minimum 50 cm. Dodatkowo nie wolno używać pelletów oraz kulek, bazuje się na przynętach i ich limitach takich jak w spławiku. Jest to chore, bo regulamin ten w pewnym stopniu ‚kastruje’ istotę samego feedera. Jeżeli mielibyśmy łowisko z większymi rybami, to takie zasady sprawiają, ze nie łowimy tak jak powinniśmy, przypomina to jedzenie zupy widelcem. Płoci i tak nie łowi się na Metodę, więc wędkarze sami by się dopasowywali do łowiska i ryb. Trudne przepisy tylko komplikują wszystko. I prościej – tym lepiej.

Dlatego powinniśmy się angażować jak najbardziej. PZW nie jest związkiem idącym z duchem czasu. Zarząd Główny, wiele osób w okręgach, zatrzymało się w latach 80 i 90tych, i jeżeli nie wskażemy im kierunku, będą kierować nas na manowce.

Jako ciekawostkę podam, że Anglicy, którzy są najlepszymi w feederze, co roku staja na pudle, nie łowią z użyciem tych reguł na Wyspach praktycznie w ogóle. Przepisy zawodów są proste, dopuszczają wszelkie zestawy gruntowe praktycznie, krótko mówiąc  – są dla ludzi. Nie przeszkadza to kadrze Anglii dopasować się do skostniałego regulaminu MŚ i zajmować czołowe lokaty. Tak więc nie trzeba bezmyślnie kopiować pewnych rzeczy, Polacy nie gęsi – swój język mają jak pisał Rej. Tutaj można powiedzieć, że mamy swój rozum, i spokojnie dopasować się można do warunków. Dlatego jeżeli będziemy promować feedera i wszelkie rozgrywki – nie upierajmy się przy regulaminie międzynarodowej organizacji. Lepiej go uprościć – więcej wędkarzy wtedy będzie brać udział w rozgrywkach. Jak pisałem – im prościej tym lepiej.

Na koniec zachęcam wszystkich do startów. Nic tak nie uczy, jak udział w zawodach, możliwość obserwowania innych, zdobywanie doświadczenia, zwłaszcza gdy ryba zazwyczaj zachowuje się inaczej, bo jest spora presja. Czasami podejrzenie bardziej doświadczonych kolegów po kiju powoduje wielki skok  i znaczne powiększenie naszych umiejętności.

Tak więc bierzmy się do roboty, bo feeder jest w natarciu!

 

 

 

facebooktwittergoogle_plusfacebooktwittergoogle_plus