Gruntowe przygotowania i przemyślenia przed zimą

Powoli nadciągają zimne miesiące, a to oznacza, że znowu trzeba zmienić taktykę. Ryby już nie będą aktywnie szukać pokarmu, teraz trzeba będzie szukać ryb!

O ile łowienie zimą obce mi nie jest, to jednak dobrze jest spojrzeć wstecz na poprzednie rok lub dwa, i wyciągnąć wnioski. Dodatkowo dobrze jest wprowadzić coś nowego do wachlarza taktyk, przynęt i zanęt – i to właśnie mam zamiar zrobić.

W UK jednym z najlepszych grunciarzy jest Steve Ringer. Wędkarz z zawodu i zamiłowania, świetnie łowi zarówno na komercjach, jak też na łowiskach naturalnych. Warto poczytać, posłuchać lub obejrzeć co ma do powiedzenia i pokazania.

Trafiłem ostatnio właśnie na jego artykuł o zimowych taktykach na komercji. O ile wiele osób utożsamia te łowiska z łatwymi do złowienia rybami, to już zimą jest o takiego karpia czy leszcza diabelnie trudno. Tutaj trzeba wykazać się nie lada znajomością tematu, umieć znaleźć apatyczne ryby, zachęcić je do żerowania…

Steve podaje kilka rzeczy, które ‚robią grę’ zimą – i których używanie pomaga mu w zajęciu dobrego miejsca.

Pierwsza to syropy. Nie jest to to samo co aromat w płynie, gdyż ten jest o wiele rzadszy. Syropy są stężone i mają właściwości klejące – co przy zimowym łowieniu zwłaszcza jest takie istotne. Poleca on firmę Mainline – ja używam z powodzeniem Acive-8 o dziwnym zapachu, Steve wymienia tutaj też Coconut (kokos) oraz Tiger Nut (orzech tygrysi). Faktycznie dodatek do pelletów lub miksu nie dość, że wzbogaca mieszankę, to jeszcze pomaga jej się sklejać.


Syropy z Mainline’a. Szkoda, że nie sprzedają za połowę ceny dwukrotnie mniejszych butelek. Trzeba sporo dźwigać :)

Mam dobre doświadczenia z tym produktem. Cena może odstrasza na początku, ale duża butelka rekompensuje to, gdyż jest to rzecz bardzo wydajna. Sam dodatek do wody i do pelletów 2 mm, które wejdą albo w skład miksu 50/50, bądź będą używane do pellet lub methgod feedera sprawia, że nie trzeba dodawać Horlicksa lub kleju zanętowego. Ciekawi mnie czy ten kokos jest rzeczywiście taki dobry – jest biały i daje na pewno bardzo słodka nutę. Tak więc zaopatrzę się w niego, na pewnio się nie zmarnuje. Kupiłem wersję halibut, z myślą o brzanach, ale zaskoczyła mnie mniejsza kleistość. Ten smak mnie jakoś nie przekonuje…

Kolejna rzecz to dodatki ‚pikantne’. Steve używa dwóch – Dynamite Baits The Source i The Crave, i daja one dodatkową nutę pelletom lub miksowi. Tego nigdy nie robiłem… Ciekawa sprawa, muszę zerknąć do wędkarskiego! :)

Na mętną wodę, a i taka zdarzyć się może, polecany jest Meta-mino – aromat a Mainline’a. Jego mięsna nuta pozwala niby mocno odznaczyć się w wodzie. Kolejny dobry patent. Ciekawe czy są jakieś zamienniki???

Aromaty z Mainline’a. Tych nigdy nie używałem. Trzeba spróbować…

Co do samych ilości – tutaj niby trzeba używac tych rzeczy z głową. Autor uważa, że można łatwo zaszkodzić, przesadzając z ilością, nie sposób się z tym niezgodzić!

Kolejna rzecz to Goo. Steve jest fanem tego atraktora, podobnie jak ja. Nie jest to cudowny środek dający zawsze rybę, ale na pewno potrafi pomóc. Tutaj dowiedziałęm się, że na wodzie do metra (zimą często łowi się na nasłonecznionych płyciznach) – daje on kroplę lub kilka na podajnik do  Metody – na górę miksu. Jednak na głębszej, stosuje on podwójne nabicie podajnika – tutaj Goo trafia po pierwszym nabiciu na wierzch, i jest zakrywane kolejną warstwą miksu. Ciekawa uwaga. Rzeczywiście – fluoroscencyjna chmura wiele może pomóc, ja tak nie robiłem tutaj! Hm… Jak pomyślę, to chyba w ogóle rzadko używałem Goo zimą!

Ciekawostką jest też zalecenie – że Goo powinno wchodzić do gry jak nie działają normalne rzeczy. Stosuję to od dawna – i przyznam szczerze, że to jedna z najlepszych ‚małych’ rad jakie słyszałem, i która pomogła mi bardzo mocno poprawić wyniki. Goo właśnie ma stanowić deskę ratunkową, nie podstawę naszego łowienia…


Jak ktoś kiedyś powiedział – Goo ludzie albo kochają, albo nienawidzą! Coś w tym jest. Ja należę do’miłośników’!

Steve poleca Goo o smaku ‚tutti frutti power smoke’ – teraz można oszaleć – tyle jest różnych atraktorów z tej serii. Specjalnie pod kątem brzan kupiłem wersję halibutową, ale jak dla mnie też pachnie owocowo… Cena powala (12 funtów) – ale na pewno wydajność jest tutaj spora. To jeden z najmocniej stężonych atraktorów. Moja Truskawka będzie miała trzy lata wkrótce, jeszcze mam 1/4 pojemnika!

Kolejna mocną rzeczą, dotyczącą ‚zimnego’ feederowania było barwienie pelletów. Steve pisze, że na jednych zawodach siedział obok wędkarza, który łowił – a on sam nic, zero. Po zawodach zagadał z nim, okazało się, że stosowali podobne rzeczy, w podobny sposób. Siedzieli obok siebie, więc faktor stanowiska nie grał tu roli. Jednak rzeczą która była inna – to pellety 2 mm, które tamten wędkarz miał zabarwiona na pomarańczowy kolor! Tak więc takie zabarwienie może dać całkiem spora liczbę brań! Autor używa kilku kolorów, przed zawodami barwiąc pellety na kilka kolorów.  Przy mętnawej wodzie dobrze sprawdza się kolor czerwony, pomarańczowy lub biały w czystszej.


Barwniki – taka banalna rzecz niby. Sam się zastanawiam, dlaczego tak rzadko z nich korzystam!

No i tego też nie robiłem! A przecież to nie jest nic trudnego, po prostu wrzuca się pellety do woreczka (gotowe już), dodaje szczyptę barwnika, i energicznie potrząsa, pellety szybko zmieniają kolor. To też muszę wprowadzić do swojego arsenału. Pojemnik z barwnikiem jest mały, i szybko można ‚doprawić’ część miksu lub pelletów.

Tak więc mam już kilka punktów, o które muszę wzbogacić swoje zimowe feederowanie. Jako, że będę łowił na tych samych łowiskach, będę miał dobrą skalę porównawczą. Czy będzie lepiej? :)

facebooktwittergoogle_plusfacebooktwittergoogle_plus

Jedna myśl na temat “Gruntowe przygotowania i przemyślenia przed zimą”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *