Autor Wątek: Mój sposób na lina  (Przeczytany 28854 razy)

Offline Azymut

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1 213
  • Reputacja: 184
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Mój sposób na lina
« Odpowiedź #105 dnia: 23.03.2020, 13:10 »
Postaram się odpowiedzieć chronologicznie, po kolei.

Tak, na wsi gdzie jeżdżę na wakacje miejscowi łowią praktycznie tylko na pszenicę. Sporadycznie zima do gry wchodzi pinka i to by było na tyle wariacji i szaleństw przynętowych. Jest ich kilku, i z tego co wiem to zawsze zaopatrują się w skupie zboża w 50 kg pszenicy na głowę, co z reguły wystarcza im na sezon od wiosny do późnej jesieni. Są tacy co na rencie obecnie przebywają, i widzę ich codziennie nad wodą, z wiaderkiem około 1,5 litra pszenicy. Codziennie! Trwa już to lata, zanim jeszcze tam zawitałem, w latach 90 mój tesciu jeździł tam i już wtedy tak wyglądało wędkarstwo. I czas się zatrzymał, dziś Ci sami ludzie łowią na te samą pszenicę, przez ok 300 dni w roku. Oni w tych stronach nie wiedza co to pellet, kulki czy zaneta Sonubaits... Przeszło 30 lat tysiące ziaren pszenicy ładuje w wodzie. Ta cała wieś wygląda jakby czas stanął jakieś 30 lat temu. I dlatego kocham tam jeździć.

Teraz spójrz na mapę i obejrzyj, ile km rzek płynie w Polsce przez miasta a ile przez wsie... Sądze że na ogół na terenach wiejskich wędkowanie właśnie tak wygląda. Tradycja i ekonomia determinują sposób łowienia. W rejony gdzie jeżdżę na wakacje każdy chodzi nad wodę z teleskopem, wiaderkiem pod dupe i wiaderkiem z pszenica. Retro style w pełnym tego słowa znaczeniu. Dlatego takie mam informacje od znajomych, że miejskie odcinki rzek, to miejsca gdzie można spróbować z pelletem czy kulasami, ale wiejskie strony to już zdecydowanie się im nie sprawdza....


Co do łowiska z kukurydzą to niewiem ile osób tam przede mną łowiło na Sonubaits. Może 100 a może nikt. Nigdzie nie napisałem że ryba tego nie poznała. Podczas tamtej sesji miałem swój stały repertuar przynęt. Było spicy sausage, Drennan ananasowy, i tutti frutti, Ringers orange, i inne. Po prostu ryba na to nie brała, a kukurydza otworzyła wodę. Nie pisze ze kukurydza jest lepsza czy skuteczniejsza, ale opisuje fakt jaki tego dnia miał miejsce na tej wodzie. I niewiem co Cię specjalnie dziwi, bo u nas w Polsce dużo kukurydzy leci do wody, bardzo dużo... Jest tu użytkownik Karpiowa Jazda. W jednym z postów opisali swoje wędkowanie. Nim zestaw poleci do wody to sypia tam wiadro ugotowanej kukurydzuly. Kilka kilo na dzień dobry! Kilo kukurydzy to będzie ile ziaren? 200, 300? Może więcej, czyli jednorazowo nieraz leci ponad tysiąc ziaren kukurydzy! I nie jest to żadne egzotyczne podejście, sam znam wędkarzy co na giełdzie kupują kukurydzę po 1,5 zł za kilo, i to jest ich główny składnik wędkarski w ciągu roku...

U was w UK jest inna taktyka, który wędkarz nęci kilkoma kilo kuku przed łowieniem? Nie mogę negować metody, maczek, pelletów... Przecież sam tak łowię! I nie wychodzę poza Sonu, Dynamite, Mainline... Zanety robię sam, pellety Skrettinga, Coppensa czy allera używam jako uzupełnienie zanety w miksie 50:50. Co tu dużo gadać, łowić się nauczyłem na Twoich filmach.

Ciągle pisze tylko i zmierzam do tego, że warunki w jakich nasze ryby bytują i do czego się przyzwyczajają, sprawie że czasem dzieje się tak, że najlepsze czary nie pomogą. Ta nie szczęsna kukurydza czy pszenica potrafi nie raz otworzyć wodę i być panaceum w trudny dzień, czy na konkretnej wodzie...
PB:
Karp 85 cm, i 80 cm (PZW), Amur 83 cm, Jesiotr 110 cm, Lin 45 cm, Karaś złocisty 40 cm, Leszcz 55 cm, Jaź 50 cm, Ploć 32 cm

Offline Azymut

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1 213
  • Reputacja: 184
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Mój sposób na lina
« Odpowiedź #106 dnia: 23.03.2020, 13:38 »
Może żeby nie robić śmietniku tutaj, wydzielmy osobny wątek pt "Skuteczność pelletu i maczek rybnych w Polskich rzekach" i spróbujmy wciągnąć w dyskusje naszych kolegów z forum, łowców rzecznych. Na co oni mają wyniki, jakie są ich doświadczenia w łowieniu z użyciem pelletu? Więcej opinii, to bardziej miarodajna dyskusja...

Co Ty na to? Zawsze to ciekawsze niż jakieś wątki sprzętowe...
PB:
Karp 85 cm, i 80 cm (PZW), Amur 83 cm, Jesiotr 110 cm, Lin 45 cm, Karaś złocisty 40 cm, Leszcz 55 cm, Jaź 50 cm, Ploć 32 cm

Offline Wonski81

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2 318
  • Reputacja: 716
  • Płeć: Mężczyzna
  • Lokalizacja: Tarnowskie Góry
  • Ulubione metody: method feeder
Odp: Mój sposób na lina
« Odpowiedź #107 dnia: 23.03.2020, 17:53 »
Pisząc wcześniej w tym wątku nie odnosiłem się w żaden sposób do rzek, bo jeśli chodzi o łowienie w rzece, to totalnie się na tym nie znam. W bliższej okolicy mam Brynicę, która obecnie jest potoczkiem z wodą po kostki oraz troszkę dalej- Małą Panew, na której znam tylko dwie- trzy miejscówki, ale gówno tam pływa teraz, bo miejscowi ciągle sieci zastawiali. Jako dzieciak zdarzało się tam łowić na spławiczek- przystawka lub przepływanka (chyba tak się to nazywa? :facepalm:). Teraz nie wiem czy jest sens czegokolwiek tam szukać.

Na kilku łowiskach PZW, gdzie dane mi było łowić metodą (stawy, jeziorka i zaporówki) efekty były dobre, bardzo dobre lub znakomite. Kilka lat temu, gdy Luk zaczął nauczać, wdrożyłem tą mistyczną technikę i otwierała wodę. Oczywiście znakomite efekty można było uzyskać przy w miarę dobrym żerowaniu ryb i poznaniu wody. Rodzaj i kolor towaru ma znaczenie, podobnie jak kolory przynęt i preferowane smaki. Na jednej wyprawie ciężko taką wiedzę przyswoić, trzeba kombinować, wyciągać wnioski, i znów kombinować. Słabsze efekty lub brak ciekawszych/ większych ryb wynikała wg mnie z kiepskiego rybostanu, a nie dlatego, że ryba woli kukurydzę.
PZW olałem totalnie, prócz łowisk licencyjnych. Na wodach ogólnych nie mam radochy, leszczyki po 20-40cm, krąpie, karpiki z zarybień i płotki. Czasem ryba co 5 minut, czasem 5 ryb za cały dzień, co i tak jest sukcesem. Sorki, to nie dla mnie. Wiem, że na ogólnych wodach PZW też są ładne i spore ryby, ale ja nie mam czasu i możliwości by się do nich dobrać, dobrze przygotować, poznać wodę, nęcić i budować miejsce.
Jedynie Dzierżno mnie wciąż ciągnie, ale to trudny zbiornik, gdzie trzeba mieć odpowiedni sprzęt i technikę. Na pewno zaatakuję, ale to jeszcze nie ten czas.
Zresztą metoda nie jest taka cudowna, jak się wydaje. Znam łowiska, gdzie metodą można coś połowić, ale równie dobre, albo też i znacznie lepsze wyniki dają inne techniki, czasem tak prymitywne, że głowa mała ;)
Komercyjne łowiska, gdzie metoda obecnie może być często i gęsto stosowana uczą pokory i kombinowania. W takich warunkach może sprawdzić się cokolwiek, co metodą nie jest, albo też taki dobór towarów i przynęt, jakiego ryby nie zdążyły jeszcze poznać.

Wątek o linie, więc wracam do niego :-[
Myślę, ze najwięcej linów złowionych metodą skusiło się na mocno słodkie smaki towaru w podajniku i przynęty czerwone, różowe i pomarańczowe.
Również zdarzyło mi się połowić po kilka sztuk na spławik przy użyciu kolorowych białych robaczków (niestety nie pamiętam jakie kolory preferowały ryby) i zielonej zanęty Supercrush Green Sonu, którą z ziemią, spożywką i dodatkami ja stosuję do spławika :)
Czesiek

Offline Ziomuś

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 24
  • Reputacja: 1
Odp: Mój sposób na lina
« Odpowiedź #108 dnia: 23.03.2020, 19:19 »
Pany aby was uspokoić lub może bardziej wq... :P
To skromnie powiem że u mnie na dzikiej wodzie PZW lin bierze w 90% tylko na rosówki!!
Żadne cuda   w proszku, kulkach czy płynie nie działają. czego ja nie próbowałem ile kasy wpieprzyłem w wodę???
Jak ma chęć to bierze bez nęcenia i to piękne sztuki a jak nie chce to mu możesz naskoczyć
Pzdr

Offline Luk

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 15 501
  • Reputacja: 1300
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wędkarstwo rządzi!
  • Lokalizacja: Newark
Odp: Mój sposób na lina
« Odpowiedź #109 dnia: 23.03.2020, 20:06 »
Pany aby was uspokoić lub może bardziej wq... :P
To skromnie powiem że u mnie na dzikiej wodzie PZW lin bierze w 90% tylko na rosówki!!

Na spokojnie.

Tu trzeba by jakichś większych badań, aby móc stwierdzić, czy te 90% to prawda czy też nie. Ile linów złowiłeś w zeszłym roku lub kilka sezonów temu? Jakich zestawów używasz? Grunt? Spławik? W jakich miesiącach łowiłeś? Jak i czym nęcisz? 8)

Myślę, że dyskusja zmierza w trochę złym kierunku, bo tu każdy może mieć rację :)

Podam pewien przykład. Otóż taki Steve Ringer, nie byle kto, bo były mistrz świata w feederze, drużynowy jak i indywidualny, swojego czasu pisał o tym, że dla niego przy połowie leszcza (większego, powyżej 45 cm) najlepszą przynętą są dwie dendrobeny na włosie (mowa o łowieniu feederem). Wielu wędkarzy by uznało to za ściemę, bo leszcze łowią na coś innego. Tylko, że on używa zanęty z dodatkami, jakimi głównie jest siekana dendrobena, i to na odpowiednie kawałki, nie za drobno. W ilości pół kilo lub więcej na sesję! Dlaczego o tym piszę? Bo jego podejście sprawia, że na leszcza stosuje akurat taką taktykę i przynętą numer jeden są te dendrobeny. Co jednak powie ktoś, kto używa zanęty leszczowej, bez dodatków lub z nimi (ale bez dendrobeny)? Jemu może się lepiej sprawdzić kukurydza, białe robaki, jakiś pellet. I to jest normalne. Bo typ nęcenia warunkuje jaka przynęta jest skuteczna :) A tu jeszcze mamy różne techniki.

Dlatego ogólnie wątek się rozmywa, bo jednemu chodzi o najskuteczniejsze przynęty z użyciem Metody, podczas gdy te rzadko się sprawdzą przy spławiku i na odwrót. Wypadało by więc klasyfikować je w jakiś sposób, dopasowując do techniki służącej do łowienia linów :)
Lucjan