Pasta do technik gruntowych - sposób na lepszą przynętę

Użycie pasty robionej z zanęty lub pelletów, czy to zmielonych czy namoczonych, jest świetnym sposobem na wzbogacenia atrakcyjności naszej przynęty przy połowach z gruntu. Dotyczy to zwłaszcza łowienia na rzekach lub też zasiadek nocnych lub karpiowych.

 

Łowiąc za pomocą wszelkich zestawów gruntowych, gdzie przynęta znajduje się w pewnej odległości od koszyka zanętowego, czy też na dywanie zanętowym, możemy bardzo dobrze podnieść jej atrakcyjność. Bardzo często używając pelletów, kulek proteinowych mamy do czynienia z utratą ich atrakcyjności po pewnym czasie. Albo rozpuszczają się one w wodzie lub też  uwalniają zbyt szybko swój aromat. Wszelkie dipowanie lub dodanie atraktorów  oczywiście pomaga, lecz już podczas zarzutu i opadu na dno przynęta traci wiele ze swojego ‘dodatku’. Zwłaszcza na rzekach szybko może się ona wypłukać i w ten sposób być trudniejsza do znalezienia przez ryby.

 

Pasta, zrobiona z zanęty lub pelletów, którą otaczamy przynętę – ma za zadanie tutaj rozpaść się już na dnie. W ten sposób rozypuje się ona wokół, podnosząc atrakcyjność samej przynęty, która dopiero po opadnięciu zaczyna uwalniać swój aromat. Można w ten sposób wzbogacać każdą dosłownie przynętę i praktycznie w każdej sytuacji, może za wyjątkiem Metody, gdzie takie podejście jest niepotrzebne. 

 

W tym sezonie przekonałem się do pasty wielokrotnie, i podczas kilku sesji zdecydowanie udowodniła ona swoją skuteczność. Jednym razem na rzece Trent, łowiąc z Mariuszem, który był na stanowisku ‘niżej’ ode mnie, wobec czego lepszym, bo do niego powinny ryby podchodzić szybciej i w pierwszej kolejności. W pewnym momencie miałem na koncie 4 brzany i dwa leszcze - gdzie Mariusz tylko jedną (a łowił z synem Kacprem i razem mieli trzy wędki). Z początku niechętny paście Mariusz zdecydował się na jej użycie – i w przeciągu niecalych dwóch godzin złowił kilka brzan! Innym razem natomiast na Tamizie łowilismy w czterech, ja byłem pośrodku. Mały uciąg, 8 wędek. Mimo słabo żerujących ryb padły 4 leszcze. Wszystkie na moje zestawy, z pastą właśnie!

 

Oczywiście, jeżeli się zastanowimy – to takie podejście ma naprawdę sens. Pasta, nawet jeżeli nie rozpada się natychmiast – stanowi łakomy kąsek dla ryb. Tak łowią karpie na tyczkę wyczynowcy w UK, jest to jedna z technik bardzo skutecznych w cieplejszych miesiącach zwłaszcza.

 

Po rozpadnięciu się jest to dalej atrakcyjna zapachowo i smakowo rzecz, która dodatkowo wabi ryby. Bardzo dobrym pomysłem jest użycie jakiegoś dipa lub atraktora z przynętą, takiego jak np. Goo – który swoją pracę rozpocznie dopiero na dnie, robiąc kolorową ‘chmurę’ po rozpadnięciu się pasty. Oprócz zapachu mamy do czynienia wtedy z wabiącą swym kolorem smugą.

 

 

Najlepsza do zrobienia pasty jest drobno zmielona zanęta na bazie mączek rybnych i zmielonych pelletów. Ja używam tutaj Match Method Mix z Sonubaits, który świetnie się do tego nadaje. Oczywiście można też użyć rozmoczonych pelletów – zarówno jasnych, jak też halibutowych. W sumie – to jest to kolejne pole do popisu dla wędkarskiej ‘kulinarnej’ wyobraźni. Ja doprawiam zawsze pastę dipem lub oleistym atraktorem, który poprawia konsystencję pasty jak również daje dodatkowy efekt ‘zapachowy’.

 

Zanęty Match Method Mix sa świetne do robienia past, oprócz swoich normalnych walorów, mają w środku 15 gramowy podajnik do Metody!

 

 

 

Sposób przygotowania

 

 

Porcję zanęty lub miksu, zalewamy małą ilością wody powoli mieszając. Ważna jest odpowiednia konsystencja, nie powinna być zbyt wilgotna – gdyż pasta będzie się rozpadać zbyt szybko i nie da się dobrze lepić. Po namoczeniu zagniatamy ją na  ‘ciasto’ – tworząc kule wielkości jabłka. Każdą z nich dopracowujemy później oddzielnie. To, co istotne – to ilość wody, jaką jest w stanie pochłonać suchy miks. Jest to praktycznie taka sama objętość! Dlatego po pewnym czasie pasta robi się sucha – i trzeba ja dowilżyć.

 

Jeżeli mamy atraktory nie oleiste – wtedy można dodać je do wody  przeznaczonej do wyrabiania pasty – natomiast tłuste dipy czy aktywatory dobrze jest dodać oddzielnie do każdej z kul, podczas ‘dowilżania’. Doskonały jest tutaj olej z konopi, który można świetnie wykorzystać. Inną dobrą opcją może być oliwa z oliwek, ‘smakowa’. Czosnkowa lub chilli jest dobrym wyborem, zwłaszcza  pod brzanę lub karpia. Zwłaszcza na rzekach taka esencja niesiona z prądem może być sygnałem dla ryb do podążania za nią i szukania jej żródła.

 

Pastę po wyrobieniu wkładamy do woreczka, najlepiej zmoczonego od wewnątrz wodą. Po około 20-30 minutach należy każdą z kul dowilżyć i ugnieść, tak aby nie była zbyt sucha i dawała się dobrze lepić.

 

Gotowa porcja pasty.

 

 

 

  

 

  

  

Sposób wykorzystania pasty w typowy sposób, z pelletem, do którego dodany jest atraktor. Na większym zdjęciu strzałka pokazuje grot haka, który powinien wystawać, aby na wypadek szybkiego brania, zanim pasta się rozpadnie, lepiej móc zaciąć rybę.

 

 

Podczas samej już sesji – dobrze jest trzymać kule zamknięte w woreczku, używac zaś tylko jednej, wtedy zachowają długo swoje właściwości. Oczywiście można też takie kule wrzucić do wody – jest to przecież nic  innego jak zanęta! Na jednej z moich sesji na rzece Trent – wrzuciłem już rano, przy mocnym słońcu, pozostałe kule pasty w łowisko, nie licząc na wiele. Pakując się miałem branie – i okazało się, że to duży leszcz (66 cm) skusił się na rosówkę. Jestem pewien, że to dzięki paście właśnie – bo zestaw w wodzie był około 30 minut, a brań nie miałem żadnych od momentu kiedy wzeszło słońce, czyli 2 godzin.

 

 

Poranny, bonusowy leszcz z Trentu, złowiony dzięki 'zanęceniu' pastą.

 

 

Ja do pasty dodaję często włókien fibrowych, które ma w swojej ofercie Sonubaits. Służą one do robienia past tyczkowych (te maja się trzymać haka i one są przynętą na karpia). Są one dostępne w różnych 'smakach' - jedna nie jest to tutaj aż tak istotne, gdyż dodatek tej mieszanki powinien wynosić około 10% całości. Im więcej ich dodamy, tym bardziej włóknista i mocniejsza będzie pasta.  Dodatek mielonych płatków owsianych w zastępstwie, też jest tutaj dobrym rozwiązaniem. 

Sonubaits ma też w ofercie gotowe pasty – które dobrze się tutaj nadadzą, jednak szczerze przyznam, że sama zanęta w niczym im nie ustępuje, a jest oczywiście tańsza, i co istotne - Match Method Mix ma w paczce podajnik do Metody.

 

Bogata oferta past z włóknami fibrowymi firmy Sonubaits. Im więcej włókien, tym mocniejsza jest pasta.

 

 

Na koniec dodam, że pastę można zamrozić, można też zrobić ją z pozostałości po sesji,np. pelletów, miksu, które można w domu domoczyć i poddać odpowiedniej ‘obróbce’. W ten sposób można sprawić, że nie zmarnujemy praktycznie niczego!