Dzień Rybaka i Wędkarza - czy to jawa, czy sen?

Jako wielki fan PZW – nie mogę nie napisać czegoś o tej jakże fantastycznej oganizacji, po przeczytaniu rodzynka z ich strony… o tytule „Dzień Rybaka i Wędkarza w Sejmie’.

Pierwszą rzeczą budzącą grozę jest sam tytuł. Wrzucenie rybaków i wędkarzy do jednego wora jest dla naszej braci niczym potwarz. Ja zamarłem i przeszły mnie ciarki! To tak jakby tutuł brzmiał – Dzień Podpalacza i Strażaka w Sejmie. Oczywiście my wędkarze jestesmy tutaj strażakami!

Nie mam pojęcia w ogóle jak długo jeszcze w Polsce trwać będzie ten fatalny stan, w którym interesy wędkarzy prezentowane są przez Polski Związek Wędkarski – zajmujący się rybactwem – i dobro prawie milionowej rzeszy wędkarskiej spoczywa w rękach tej ‘ośmiornicy’. Jasno chyba widać, że oni nie robią dla nas NIC! 

Tutaj jest pełen tekst artykułu
http://www.pzw.org.pl/zgpzw/wiadomosci/100280/60/swieto_rybaka_i_wedkarza_w_sejmie

Czy poruszone zostały prawdziwe problemy? Czy nie odnosicie wrażenia, że nie było ani jednego głosu, który by przedstawiał nasze, wędkarskie postulaty? Wyjątkiem było jedynie wspomnienie o przepławkach przez pana Prezesa. Wspomniał on oczywiście też o  szkodliwości kormoranów - bo przecież to one odpowiadają za bezrybne wody! A może bronił interesów rybackich PZW na Mazurach?
To, czego nam potrzeba to oddzielenie rybactwa od wędkarstwa.  Dla nas wędkarzy Dzień Rybaka – to coś na kształt Święta Zmarłych. Czas refleksji i zadumy.  Absolutnie nic nas nie łączy z ‘rybacką bracią’ i łączyć nie powinno. Tym bardziej PZW! Jak chcą – to niech sobie założą PZR. Jak pokombinują z nazwą i dodadzą jedno słowo na ‘P’ to wyjdzie im PZPR i będzie jak ‘znalazł’!

Potrzeba nam organizacji, która będzie reprezentowała tylko nas – wędkarzy, i działała tylko w jednym celu – aby promować i rozwijać wędkarstwo, tak aby nam łowiło się coraz lepiej. I nie chodzi mi tutaj o dyrdymały w stylu ‘promocji sportu rzutowego’. Nam potrzeba podstaw! Ryb, dobrych łowisk ich pełnych, solidnych przepisów pilnujących, aby ich nie ubywało – i samego związku, który idzie z duchem czasu, a nie krzewi idee rodem z poprzedniej epoki, w której skośnooki Lenin Wołodia i brodaci Marks z Engelsem byli bohaterami co przynieśli wolność i dobrobyt.
Nie za bardzo też nam po drodze z panem Plocke i jego Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi - oni zawsze popierać będą rybaków!

PZW nie reprezentuje naszych interesów i najwidoczniej nie ma zamiaru. Kolega Dionizy Ziemiecki najwyraźniej zamierza kontynuować taktykę ‘spalonej ziemi’ swojego poprzednika (raczej spalonej wody). Jeżeli jestem w błędzie poproszę o wyprowadzenie mnie z niego! 

Jak długo jeszcze będzie trwać ta farsa? Na ile im będziemy pozwalać? Mam nadzieję, że i u Was pojawiają się chęci zrobienia czegoś, jakiegoś protestu, chociażby ‘małego kroku’ do ‘lepszego’ jutra...
 
Jeżeli nie zrobimy nic – to pozostanie nam tkwienie w pogarszającej się rzeczywistości, narzekanie, marzenia o Szwecjach i Irlandiach i… smutne święto Rybaka i Wędkarza.