GRUDNIOWE LESZCZE I PŁOCIE Z TAMIZY

Koniec kalendarzowej jesieni w tym roku zaskoczył chyba wszystkich na Wyspach. Tak wysokich temperatur nie notowano od czasu, kiedy zaczęto prowadzić dokładne zapisy pomiarów! Po kilku dniach z mrozem w nocy w połowie listopada, miało miejsce ocieplenie i bardzo często temperatury w ciągu dnia oscylowały wokół 12-15 stopni, zaś w nocy rzadko kiedy spadały poniżej 6-8 (mowa o okolicach Londynu).

 

Dla mnie to po prostu wymarzona sytuacja, ponieważ takie ocieplenie spowodowało wzrost temperatury wody, co znowu sprawiło, że ryby zaczęły żerować jak jesienią - w takim pażdzierniku!

 

Ponieważ po obfitych deszczach poziom Tamizy się podniósł, woda zaczęła nieść wszelkie śmieci, które zebrały się tam przez sześć miesięcy niskich stanów. Na krótkiej sesji na Kingston koszyki 120 gram nie dawały rady, zaś co chwila wyciągałem bombę, wielkości piłki do ręcznej, złożonej głównie z liści i wodorostów. Nie dało sie łowić, gdyż śmieci przesuwały co chwila zestawy. Dlatego po sprawdzeniu pogody, wybrałem sie na nockę na Chertsey, gdzie uciąg jest ciut mniejszy. Ponadto chciałem porównać jak 'działa' tamto miejsce w warunkach gdy jest ruch wody, jak działają pellety i torebki PVA.

 

Nad wodą byłem po 15 tej, ale po rozstawieniu się w silnym wietrze, zaczął padać deszcz. Do 18.30 przesiedziałem go pod parasolem, ryby nie chiały w ogóle wtedy brać. Co gorsze, woda zaczęła się podnosić...

Używałem koszyków 120 gram na kiju 3.90 metra John Wilson barbel rod, zaś 85 gram na brzanówkach z Korum. Na szerokości rzeki w tym miejscu, połowa to był słabszy nurt (od strony śluzy), druga zaś to był juz bardzo szybki, pochodzący z jazu. Dlatego dwa kije z koszykami 85 gram ustawiłem w miejscu gdzie uciąg był mniejszy, natomiast zestaw 120 gram lądował na styk silnego uciagu.

Używałem przynęt tradycyjnych już na Tamizie, czyli pelletów 12 mm (pikantna kiełbasa i kryl), kiełbasy czosnkowej z Sokołowa, doprawionej chilli i papryką, dendrobeny na włosie. Zazwyczaj do każdej przynęty dodawałem mały pakunek, na jaki składało sie z 20-30 pelletów o różnej granulacji, głównie karpiowych, z małą ilością halibutowych.

 

Przed 19, gdy już zaczęło się uspokajać, miałem pierwsze branie. Typowe - i w podbieraku wylądował też  typowy leszcz, około 55-58 cm. Po godzinie kolejna ryba, tym razem na innym kiju, na kiełbasę czosnkową - też leszcz. Po kolejnej godzinie znowu branie i ryba - leszcz, ale na dendrobenę na włosie. Te było na innej wędce (a łowiłem na trzy). Tak więc spisywało się praktycznie wszystko, ryby jednak nie brały często, brania były rzadkie.

 

Piękna łopata z Tamizy...

 

Kolejne było zacięte, ryba jednak wylądowała w jakimś zaczepie po lewej stronie, niestety urwałem cały zestaw. Na kiju 3.90 metra natomiast około 23 zameldowała sie ładna płoć - około 25-28 cm. Pomimo małego pyszczka zacięła się na zestawie z hakiem nr 8 z pelletem 12 mm na włosie! Po godzinie jeszcze większa płoć (31 cm tym razem) powtórzyła to samo! Założyłem więc pellet 8 mm i mniejszy hak - ale nie zaciąłem kilku brań.

Niestety, jak zwykle pomiedzy 24 a 1 w nocy było więcej brań, ale straciłem kolejnego leszcza w zaczepie, natomiast kilka brań zmarnowałem, jedno piękne było akurat wtedy kiedy zarzucałem inny zestaw... Jak to zwykle bywa, nieprawdaż?

 

Około 2 w nocy zameldował sie leszcz 30 cm (dendrobena na włosie). Po 3 w nocy brania ustały, i pomimo, że woda zaczęła opadać i robić sie spokojnie, ryby jakby przestały żerować.

Gdy zbierałem się przed godziną szósta rano, miałem branie i złowiłem największego leszcza - 61 cm, ponownie na dendrobenę.

 

Wyniki jak na grudzień i to miejce, były najlepszymi w tym roku o dziwo, jednak myślałem, że będzie lepiej. Jakby nie było brań miałem całkiem sporo, z 6 zapiętych leszczy dwa straciłem w dziwnym zaczepie po lewej stronie, było to coś jakby kłoda, traciłem niestety tam koszyczki...

Nie byem w stanie udowodnić, że pellety w torebkach PVA działają najlepiej, złowiłem tak dwa leszcze i dwie płocie, reszta skusiła się głównie na dendrobenę. Zaskakiwało mnie to, że brania potrafią być oddalone w czasie o 60 minut, tak jakby po wyholowanej rybie reszta uciekała daleko, i wracała po pewnym czasie. Około północy brań było najwięcej, miałem wrażenie, że stado leszczy przesuwa sie pod prąd w kierunku jazu, później znowu były one rzadsze.

 

Tamiza na Chertsey nocą.

 

Niestety łowienie utrudniał wiatr i deszcz na początku, przez cały czas zaś masa śmieci, które uwieszały się na zestawie, często powodując jego przemieszczanie się. Niestety, trudno było coś na to poradzić! Zdecydowanie cięższe koszyki sprawiaja więcej kłopotu podczas zarzucania kijami brzanowymi, przy ich wadze 120 gram z zanętą, nie ma sie tej wygody i celności, co przy koszykach 60 gram. Jednak rekompensuje to ich miękkość podczas holu większej ryby...

 

Tak więc kolejna 'ostania' nocka już za mną. Kto by pomyślał, że będę uganiał się za leszczami o tej porze roku?

 

 

Oto zapis video mojej wyprawy...

https://www.youtube.com/watch?v=vF-vp7RES-k