Jak dobrze zaprotestować przez nieopłacanie składek w PZW

  Ostatnie dni to czas, który powoduje u mnie wiele frustracji, gdyż widzę, że wielu wędkarzy nie podchodzi do pewnych spraw w umiejętny sposób, chodzi tu o PZW i o akcję nieopłacania składek.

 

  W teorii, akcje takie powinny przynosić korzyści, gdyż rezygnacja z opłat w związku spowodować powinna spore problemy, z którymi wiele kół już się boryka. Jednak aby zadać cios, należy zrobić to tak, aby uderzyć w to co złe, nie to co dobre w PZW. Bo nie wszystko jest tam nieodpowiednie, wiele rzeczy, a nawet pokusiłbym się o stwierdzenie, że większość, jest pozytywnych.

 

  Musimy sobie zdać sprawę z tego, że potrzebujemy organizacji wędkarskiej, to jest podstawą abyśmy mieli dobre warunki do uprawiania naszego hobby. Musimy bronić swoich interesów, nie zadba o nas państwo ani urzędnik sam z siebie, sami musimy pilnować swoich praw. Póki co jestesmy największą grupą hobbystyczną w Polsce, więc znaczymy bardzo dużo. Niestety tylko teoretycznie. Dlaczego? Ponieważ obecnie przedstawicielem naszym jest Polski Związek Wędkarski, ten jednak nie tylko nie działa w naszym interesie, ale jest jakby częścią lobby rybackiego. PZW jest zarządzane jak w PRL, posiada skostniały, stary i peerelowski statut, śmieszny regulamin amatorskiego połowu ryb (RAPR). Najważniejsze jednak jest zrozumieć, dlaczego organizacja ta jest jeszcze w PRLu. Bo rządzą nią ludzie, którzy mentalnie są właśnie zakorzenieni w tamtych czasach. Większość włodarzy związkowych to ludzie z poprzedniej epoki, nie mających odpowiednich umiejętności do kierowania związkiem wędkarskim, często związanych z komunistycznym systemem. Wraz z prezesem Grabowskim, generałem milicji i SB,  który ponad 24 lata kierował związkiem, trafiło tu wiele ludzi którzy mieli blade pojęcie o wędkarstwie. Przyszli tu na stanowiska, po synekury, absolutnie nie mając za cel występować w imieniu wędkarzy. Są dla stołków, możliwości robienia przekrętów jak za czasów Polski Ludowej, nie mają pojęcia o nowoczesnym wędkarstwie, o gospodarce wodami. Tacy ludzie powinni co najwyżej pełnić funkcje w kołach, a nie w zarządach okręgów czy zarządzie głównym. To oni hamują zmiany, współpracują z lobby rybackim. Wielu wędkarzy nie rozumie, że ZG PZW prowadzi działalność rybacką, sprzeczną z interesem wędkarzy. Na jeziorach Mazur i Suwalszczyzny prowadzi się odłowy sieciowe, z których zyski w połowie mniej więcej kierowane są do ZG PZW (druga połowa zostaje w GR Suwałki). To dzięki tym pieniądzom działacze nie muszą polegać na składkach wędkarzy lecz robią ‘swoje’. NIe muszą nas słuchać, nie boją się nas, bo na ich wypłaty zawsze starczy, dopóki rybacy będa łowić.

 

  Dlatego uderzać trzeba w tę skostniałą post PRL-owską administrację, ludzi, co nie mają na celu działać dla naszego dobra, którzy nie rozumieją lub nie chcą zrozumieć naszych potrzeb.

  Kolejną ważną rzeczą, która absolutnie musimy rozumieć, jest to, że obecne bezrybie to efekt złego prawa jakie mamy w Polsce odnośnie gospodarki wodami. Polskie prawo opiera się na ustawie Prawo Wodne, wprowadzonej w 1985 roku. Polska była pogrążona w kryzysie gospodarczym wtedy, i postawiono  na produkcję ryb w wodach jezior i rzek, robiąc jakby  z nich stawy hodowlane. Stał i stoi za tym Instytut Rybactwa Śródlądowego, któremu przyświeca cel - wyżywienia narodu. Postanowiono odławiać i zarybiać, aby zintensyfikować produkcję ryb. Przyniosło to fatalne skutki, gdyż obecnie mamy najgorsze wody w Europie, i nieważne czy woda należy do PZW czy do rybaków, wszędzie jest bezrybie, a czasy sprzed wprowadzenia ustawy to czasy wielkiego eldorado. Polscy naukowcy rybaccy o dziwo nie zmienili swego zapatrywania pomimo ciągłego spadku wydajności, narzekania wędkarzy i rybaków jakie słychać jak Polska długa i szeroka. Zamknięci w swoim małym światku, w Olsztynie, otoczeni jeziorami, na wszystko spoglądają poprzez wydajność z hektara. Nie liczy się ochrona gatunków, spadek jakości wód. Nie biorą żadnej odpowiedzialności na siebie, winią za wszelkie problemy kormorany, wędkarzy, zanieczyszczenia wód, strefy beztlenowe. Szkoda tylko, że nie mają odwagi sami przyznać się do wielkich błędów! Na przykład kilku naukowców polskich wskazuje wyraźnie, że problem kormoranów i ich liczebności  to wina gospodarki rybackiej, jaką się szczyci IRŚ i na jaką skazani jesteśmy my. O dziwo atakuje się tu też wędkarzy, oskarżając o zanieczyszczanie wody zanętami chociażby. Dla ciekawskich podam tylko, że ostatnio zorientowaliśmy się, że nie mają tu nasi olsztyńscy rybakoznawcy żadnych badań. Po prostu na podstawie śmiesznych ankiet i nieprecyzyjnych badań jakie robili u siebie Anglicy wiele lat temu, zrobiono z nas wielkich szkodników. A w UK wody są o wiele mniejsze i płytsze. 

 

  Ale do czego zmierzam… Otóż musimy zrozumieć, że w polskim prawie nie ma definicji wędkarza i gospodarki wędkarskiej. Jest tylko gospodarka rybacka, zakładająca odłowy i zarybianie, my zaś jesteśmy uznani za...rybaków z wędką! O ile w 1985 roku to było rozsądne, bo ryby brał każdy i jeździło się nie na ryby ale po ryby, to absolutnie nie teraz! Większość z nas nie jedzie po ryby ale wędkować, dać upust swojej pasji. Rybie mięso jest rzeczą drugorzędną, coraz większa ilość wędkarzy wypuszcza swój połów, chce zaś przede wszystkim kontaktu z dużą rybą, częstego. Więc brak wędkarskiego podejścia mocno nam szkodzi. Ciężko jest wygrać przetarg na jakąś wodę, nie zawierając w ofercie ‘hojnych’ zarybień. Jak przypatrzymy się dodatkowo kto opiniuje operaty, to też wiele rzeczy staje się jasne. Jedną z trzech jednostek, jakie opiniują operaty jest IRŚ, promujące rybactwo i mające anty wędkarską postawę. Jeżeli dodamy do tego warunki robienia przetargów, to mamy małe szanse na wygranie z potencjalnym rybakiem.  I tutaj proszę Was o zrozumienie kolejnej rzeczy. Jeżeli mazurskie jezioro o powierzchni tysiąca hektarów dzierżawi związek od państwa, to musi płacić opłatę roczną, która wynosić może powiedzmy 20-30 tysięcy złotych (cenas do 0.5 kwintala żyta za hektar - w myśl ustawy). Ale to nie jest cena ostateczna, gdyż musimy corocznie dokonać zarybień. Trudno mi się posłuzyć liczbami, ale chyb sami rozumiecie, że muszą to być spore zarybienia na takim akwenie i bardzo kosztowne. Więc jeżeli dodamy do tych 25 tysięcy drugie tyle, mamy spora kwotę, 50 tysięcy złotych rocznie. Trudno aby PZW stać było wszędzie na takie koszta, zwłaszcza tam gdzie jezior jest sporo. Do tego obecnie wody są zdegradowane, więc trudno o turystykę wędkarską na nich. Jeżeli więc upadnie PZW, to co się stanie z taką wodą? Czy myślicie, że przejmą ją wędkarze? Absolutnie nie. Wygra rybak, mający poparcie IRŚ, do tego też i państwa. Rybacy dostają dotacje unijne, więc wezmą wiele wód chociażby z tego powodu! Jak z nimi konkurować ma wędkarz? A przecież w grę wchodzą inne koszty, jak ochrona wody chociażby… Upilnować takiego akwenu nie jest łatwo!

 

  Dlatego protestując, musimy wiedzieć gdzie uderzać. Jezeli nie zmieni się polskie prawo, to bez związku jestesmy na straconej pozycji. Lobby rybackie nas po prostu pozamiata, a oni teraz potrzebują wód, chcą restytucji rybactwa i rybaków. Dlatego nie powinniśmy tracić związku, ale o niego walczyć. Ewentualnie musimy mieć program, postulaty i poparcie, aby móc jako wędkarze walczyć o zmiany w przepisach, o uznanie, nas wędkarzy jak i też gospodarki wędkarskiej. Bo nie chcemy produkować handlowych ryb do zjedzenia ale mieć atrakcyjne wędkarsko wody, pełne dużych ryb. Gdzie stawia się na tarło naturalne przede wszystkim, na ochronę stad tarłowych. To jest podstawa takiej gospodarki, to dlatego dawniej było tyle ryb w polskich wodach. Od kiedy zaczęto je mocno zarybiać pojawiły się problemy, choć tutaj jest wiele czynników decydujących o jakości łowisk.

 

  Dlatego jeżeli nie uderzymy tam gdzie trzeba, strzelimy sobie sami w stopę. W PZW jest masa osób działających społecznie, zwłaszcza w niedofinansowanym SSR. Chaotyczny protest uderzy więc w nich. A co z łowiskami no kill, które się pojawiają w PZW? Tu też stracimy, gdyż trudno taki statut uzyskać w przetargu.

 

  Ale czy powinniśmy nie protestować? Oczywiście, ze nie! Chodzi jednak o to, aby nasz bunt wyrażony niepłaceniem składek, odbił się głośnym echem w okręgu lub w zarządzie głównym. Dlatego proponuję przede wszystkim, aby każdy kto nie opłacił składek, wysłał maila lub list do okręgu, i napisał dlaczego tego nie robi. Podam Wam przykład, jakie może być uzasadnienie. W okręgu mazowieckim na przykład - najsłabszym okręgu w Polsce, najbardziej bezrybnym i zdegradowanym, gdzie wciąż stoją sieci rybackie - dobrze jest napisać:

 

‘Nie opłacam składek ze względu na bardzo słabą jakość łowisk, spowodowaną złym zarządzaniem wodami, wprowadzaniem rybaków na wody okręgu. Uważam, że obecne władze, z prezesem Bedyńskim na czele, działają na niekorzyść wędkarzy, dlatego w formie protestu rezygnuję z opłacania składek’.

 

  Oczywiście można dodać swoje inne zastrzeżenia, im więcej tym lepiej. Zobaczmy jak nasz protest zostanie odczytany, zarówno w kole jak i okręgu. Będzie dla władz niczym strzał pięścią w nos. Panu Bedyńskiemu, który wprowadził rybaków na Zalew Zegrzyński, trudno będzie obronić się na swym stanowisku, wielu delegatów już nie zagłosuje na niego, mając czarno na białym decyzję odejścia. Tu nie ma jak odwrócić kota ogonem. Będzie też czytelny sygnał do tego, aby pogonić rybaków i smażalnie z PZW na zawsze.

 

 Możemy też podać ogólny powód rezygnacji - taki jak:

 

‘Nie opłacam składek w tym roku gdyż jakość wód związkowych jest tragiczna, co spowodowane jest nieudolnym działaniem władz związku/okręgu. Brak dobrych łowisk, odłowy sieciowe, złe zarządzanie, biurokracja, niewystarczające środki przeznaczane na zarybienia i  na SSR - to powody dla których rezygnuję z członkostwa w Polskim Związku Wędkarskim’.

 

Można też napisać coś pod adresem ZG PZW:

 

  ‘Nie opłacam składek w tym roku, gdyż jestem zawiedziony postawą władz związku, który nie broni interesu wędkarzy ale dba głównie o własny, o wynagrodzenia i diety dla działaczy. Nie zgadzam się aby władze związku prowadziły działalność rybacką, aby finansowały swe przerośnięte struktury pieniędzmi pochodzącymi z sieciowania wędkarskich wód. Uważam, że PZW powinno się utrzymywać ze składek wędkarzy i robić wszystko aby wędkarzom było jak najlepiej. Obecnie tego się nie robi’.

 

  To były tylko przykłady. Chodzi o to abyśmy podali powód swego odejścia. Poniewaz jeżeli teraz odmówimy płacenia bez podania uzasadnienia lub co gorsza podając jako przyczynę rosnące składki tylko, to wtedy nie trafiamy w tych, co trzeba. Bo czy chodzi nam o to abyśmy płacili mniej? Na pewno nie, tu chodzi o bardzo słabą jakość wód, nie zaś o rybie mięso i jego cenę.

 

  Wiele osób formułuje zarzuty, że nic się nie robi, że brak jest działania. Ale jeżeli odeślemy rejestr połowów i nasze uzasadnienie, to wtedy jest całkiem inaczej, działamy, i to jak! Można nawet zrobić krok dalej, pójść do koła i tam oddać rejestr i poprosić o wypisanie nas, usunięcie naszych danych (powołując się chociażby na RODO). Jeżeli podamy przyczynę odejścia, będzie to miało wspaniały efekt. Bo działacze nie będą mogli uznać pewnych rzeczy za jakąś pomyłkę czy tendencję okresową. Jest to bezpośrednia i jakże wyrazista forma protestu. Powielona przez tysiące wędkarzy, musi dać pozytywne owoce.

 

  Jeżeli nie opłacacie składek już kilka lat, to też możecie wysłać maila do okręgu i ZG PZW, z wyjaśnieniem dlaczego tego nie robicie. Już dawno powinniście to uczynić! Zajmie Wam to małą chwilę, a efekt będzie zaiste piorunujący! Wszelkie adresy można znaleźć na stronie PZW, przy czym maila można wysłać zarówno do okręgu jaki do ZG PZW, w tym samego prezesa Teodora Rudnika.

 

  Ale pamiętajmy, że to nie koniec. Musimy dalej walczyć, chociażby wspierając dobre idee i inicjatywy. Musimy się zjednoczyć i sformułować postulaty, jasno pokazując, czego jako wędkarze żądamy. Jeżeli PZW upadłoby, to na jego miejscu musi powstać coś nowego, a tutaj nie mamy jeszcze żadnego zaplecza lub jest ono bardzo małe, przy świetnie zorganizowanym lobby rybackim, które obecnie ma ustawione przepisy pod siebie. Społeczeństwo nas nie rozumie, większość nie widzi różnicy między wędkarze a rybakiem, podobnie jak państwo i urzędy. Nie bójmy się wyrażać swojej opinii, jednak miejmy przygotowanie merytoryczne tutaj, zrozumieć koniecznie należy, jak wielkim cieniem kładzie się współpraca IRŚ z ZG PZW. Nie ulegajmy populistycznym hasłom, że za mało się zarybia i chcemy więcej, bo aby ryby były w naszych wodach, trzeba nimi odpowiednio gospodarzyć, trzeba je chronić, nie zaś tylko wrzucać ich tony każdego roku. Chociażby musimy mieć odpowiednio silną straż rybacką (SSR) aby wymóc przestrzegania przepisów. Nie pogłębiajmy też podziałów między wędkarzami ale zjednoczmy się, bo mamy wspólne cele!

 

  Dlatego drogi wędkarzu, jeżeli chcesz nie opłacić składek w tym roku - zrób to w odpowiedni sposób, zaprotestuj jak należy. Dla swojego dobra!