Kanał Basingstoke - królestwo płoci i lina...
Kilka razy w roku wybieram się na miejscówkę na swoim kanale – którą darzę szczególnym sentymentem. Tam rozpoczynałem swoje łowienie w UK, mając pierwsze wyniki, zadziwiająco dobre w porównaniu do Polski…
 
W tym roku nie mogłem rozpocząć sezonu (sezon zamknięty obejmuje niestety mój kanał – i od 15 marca do 15 czerwca obowiązuje całkowity zakaz wędkowania) gdyż odbywały się tam targi lotnicze – i droga i parking były zamknięte. Teraz, korzystając z chwili wolnego czasu uderzyłem tam mając nadzieję, że nie jest zbyt późno i lin się jeszcze nie ‘rozpłynął’ po kanale po tarle.
Moje miejsce fatalnie zarasta zielskiem i pojechałem uzbrojony w sprzęt do jego usuwania, grabie, wodery. Całe szczęście nie musiałem tego robić gdyż nie było tak źle – myślę, że za dwa tygodnie będzie już ‘ostro’ – teraz jeszcze dało się łowić.
Upał i boczny wiatr – to była prognoza pogody – cóż…
 
Rozstawiłem się - feeder po prawicy, matchówka po lewicy. Początek nie był oszałamiający, na białe złowiłem płocie, wzdręgi i okonie, raczej mniejsze. Method feeder milczał. Po kilku godzinach (rozpocząłem wędkowanie około 6.45) pierwsze szarpanie i w podbieraku ląduje piękny lin. Są one tutaj w świetnej kondycji i mają śliczny intensywnie zielony kolor. Okazało się, że pellet pikantna kiełbasa, mielonka, kukurydza nie podchodziły rybom – natomiast kulka 10 mm tutti frutti była strzałem w dziesiątkę. Po 20 minutach kolejny prosiaczek zagościł, po nim następny i jeszcze piękny leszcz około 50 cm (mają tutaj ciemno brązowy kolor). Na matchówce pojawiły się troszeczkę większe płocie, ale szału nie było.
Po 12 tej woda zaczęła płynąć, co oznaczało, że otwarto śluzy i płyną barki… Niestety masy zielska płynęły po powierzchni i ciężko się łowiło. Musiałem zanurzać szczytówkę pickera z 20 cm pod wodę, aby unikać ściągania syfu z powierzchni – ale udawało się to tylko częściowo. Po kilku godzinach upału i męczącego uciągu spróbowałem około 16 tej łowić matchówką z opadu. Wcześniej połowiłem dużych płoci na expandera, który po prostu był rewelacyjny (białe i kukurydza słabiutko). Zużyłem prawie całą porcję – i postanowiłem spróbować łowić na większe pellety (6,4 mm) karpiowe na gumce. Jakież było moje zdziwienie – gdy okazało się jak dobra jest to przyneta, selektywnie eliminująca mniejszą płoć… Złowiłem ich kilkadziesiąt w przedziale 25-30 cm, a wisienką na torcie były piękne wzdręgi, w tym jedna 30 cm. Udało się też złowić leszcza 45 cm z opadu. Łowienie z przyneta na dnie nie było skuteczne – szukanie ryb, skromne nęcenie i powolny opad – okazały się strzałem w dziesiątkę. 
Wieczorem przeżyłem najlepsze momenty w tym roku, jeżeli chodzi o sesje wędkarskie. Woda uspokoiła się, był piękny wieczór, bez wiatru już, pięknie pachniały trawy… Akcja spławika na wodzie to było coś nie do opisania – po prostu czyste piękno! Ech, feeder zszedł na dalszy plan…
 
Łowiłem do 21. Wynik – 10 linów (w przedziale 40-49 cm, oprócz jednego 35 cm na dwa białe robaki na wagglera), 3 leszcze (45-50 cm), kilka wzdręg ponad 25 cm w tym jedna 30 cm, masa płoci, pięknej i grubej – większość powyżej 20-22 cm, okonie – te raczej mniejsze. Kilka ryb się spięło, jednego lina, który wpłynął w zielsko pompowałem kilka minut, uparcie i systematycznie – po kilkuset ‘pompnieciach’ skapitulował skubaniec…
 
Co by tu pisać… Najlepsza sesja wędkarska w tym roku. Mój kanał potrafi zaskoczyć – skromna woda, ale z jakim potencjałem!
Film z wyprawy - https://www.youtube.com/edit?o=U&video_id=JT2NM_tiDfs