Lipienie i pstragi z rzeki Test - 12.02.2015

Pogoda nie rozpieszczała w lutym. Od kiedy sięgam pamięcią zresztą, był to miesiąc najbardziej zimny, deszczowy i nieprzyjazny wyprawom wędkarskim.

 

 

Miałem pomysł już od dłuższego czasu udania się na lepsza rzekę, która jest dobra do przepływanki, czyli trottingu. W moich rejonach na uwagę zasługuje rzeka Test – i tam się udałem w środę. Czekałem na pogodę bez deszczu, tak, aby kilka dni poprzedzających wyprawę było suchych – i woda nie zaskakiwała swoim poziomem, kolorem, bądź niesionymi śmieciami. Trafiłem idealnie – i w czwartek wyjazd!

Na miejscu byłem przed 9 rano. Korki londyńskie, remonty dróg, trochę mnie zastopowały. Wybrany objazd wydłużył mi drogę zamiast skrócić…

Po zadzwonieniu do osoby opiekującej się łowiskiem, i otrzymaniu informacji, że mogę się ustawić nad rzeką, a bailiff pojawi się później i pobierze opłatę – zabrałem cały ekwipunek i rozpocząłem poszukiwania miejsca. Łowiło tylko dwóch wędkarzy, więc szukałem odpowiedniej lokalizacji, z dala od nich. Kierowałem się intuicją, jedno z miejsc było szersze, co mogło pasować rybom, było też bardziej wydeptane – a więc łowne!

 

Moje łowisko - piękna, wolno niosąca rzeka pełna lipieni i pstrągów...

 

Ustawiłem wszystko, zaczynając nęcić mało i często białymi. Moją taktyką było łowienie przepływanką z centerpinem, jako dodatek chciałem ustawić feedera brzanowego z nastawieniem na klenia – miałem z sobą bowiem pastę serową.

Łowienie na przepływankę, gdzie wypuszcza się zestaw do kilkudziesięciu metrów (czyli trotting), nie jest trudne, jednak niewielu wędkarzy stosuję tę technikę. A jest ona bardzo skuteczna! Zasada to nęcić, co chwila takimi białymi, czy to konopiami, aby ryba zaczęła podążać ‘szlakiem przynęt’, szukając źródła pokarmu. Zazwyczaj w pewnym miejscu białe docierają do dna – i tam ustawia się ryba. Wtedy brania mamy np. na 15-20 metrze, co Anglicy nazywają strefą ‘killing zone’, czyli po prostu strefą rażenia. Nie można zapominać o nęceniu – każde wypuszczenie zestawu musi być poprzedzone posłaniem porcji przynęt. Można w ten sposób łowić małe rybki, ale też i wielkie klenie, brzany, okonie, leszcze…

Nie byłem pewien, co można stosować a co nie (na łowisku panuje pewien reżim przynętowy), więc rozpocząłem od trottingu – z feederem czekając na bailiffa. Wybrałem z moich matchówek kij Drennan Red Range – z racji jego miękkości. Żyłką główną był 0.13 mm Reflo Power z Prestona, przypon zaś to hak nr 20 (B911 Kamasan) na przyponie 0.12mm.

Na początku wstrzeliłem się z głębokością. To ważne, aby przynęta lekko sunęła po dnie lub lekko nad nim. Niestety – w pewnym miejscu zahaczałem o coś – był to dziwny zaczep. Jak się okazało później, była to zaczepiona linka z zestawu muchowego. Straciłem pierwszy przypon – później drugi. Ale i była pierwsza ryba – lipień! Powoli uczyłem się prowadzić zestaw omijając zaczep i sprawdzałem, gdzie są brania. Trzeba tak robić gdyż rzucane robaki wędrują z nurtem i ryba ustawia się w jakieś odległości, miałem nadzieję, że nie na zaczepie akurat…

 

Złowiłem kilka lipieni i znów zaczep, tym razem z urwaniem żyłki i wiązaniem wszystkiego od początku. Ech… Po zmontowaniu piękne branie i duży opór – pstrąg! Piekna walka, młynki i świece nad wodą! Wylądował pewnie w podbieraku – miał około 2-3 lb (czyli pomiędzy kilogramem a półtora). Nie można im robić zdjęć, mierzyć ani ważyć, gdyż ta woda jest dla wędkarzy muchowych, i w okresie zimowym, gdy można łowić spławikiem i z gruntu, pstraga należy uwalniać natychmiast. To główna ryba tej wody, mająca okres ochronny (choć łowili też muszkarze).

 

Typowy pstrąg z rzeki Test - walczący jak lew, silny i przebiegły podczas walki...

 

Znowu urwany przypon i pierwsza tragedia - centerpin zaczął nawalać. Śrubki mocujące kołowrotek odkręciły się, a ja nie miałem długiego śrubokręta, aby dobrze i mocno je dokręcić. Użyłem scyzoryka i adaptacji z płaskim końcem, ale nie było mowy o dokładnym dokręceniu. Wciągnięta żyłka znowu pękła i znowu czekało mnie montowanie zestawu. Po kolejnym zarzucie znów branie, i opór. Ryba większa, ale walczy inaczej. To lipień! Jaki piekny! Udało mi się go wyholować – bestia miała 45 cm i prawie 2 funty wagi! Ogarneła nie euforia – bo nie ma to jak zaliczyć życiówkę, i to nie byle jaką!

 

To się nazywa życiówka - kardynał 45 cm to juz wielka ryba! :)

 

 

Pojawił się później bailiff – zapłaciłem i porozmawiałem, co i jak można stosować. Powiedział mi, że w tym miejscu jest kawałek dobrego dna do łowienia feederem, więc ucieszyłem się, postanowiłem nie zmieniać miejsca.

Feeder wylądował w wodzie więc, z pelletem oblepionym pastą jako przynętą.

Przepływanka działała dobrze, ale rwałem wciąż przypony. Co najlepsze – dwa razy rozprostowałem hak, który po zagięciu ponownym bez problemu łowił duże pstrągi. Były kolejne lipienie i dwa pstrągi, aż do momentu, kiedy straciłem największą rybę, w zaczepie właśnie. Kołowrotek już nie dawał rady – a ja po zerwaniu 6 przyponów i kilku montażach zestawu od nowa – postanowiłem przerzucić się na feedery.

 

Łowiłem teraz dwoma zestawami. Pierwszy to Drennan do białych robaków ‘in-line’ z przyponem 60 cm i hakiem nr 10. Mocny fluorocarbon na przyponie tym razem – chciałem wypróbować jak działa. Drugi zestaw zmieniłem, miałem wczesniej podajnik grub feeder z Korum 60 gram do białych z długim przyponem, ale zamieniłem go na zwykły zestaw i uzywałem koszyka Guru, zamocowanego do agrafki na klipie. Reszta zestawu to łącznik do szybkiej wymiany przyponów i sam przypon. Hak nr 6 z długim włosem – moja opcja pod brzanę i klenia na rzeki.

 

Ten podajnik Drennana to mój podstawowy składnik rzecznych zestawów, jak również linowych...

 

O ile na zestawie z białym były brania – i meldowały się pstrągi i lipienie, to na zestawie koszykowym używałem chleba tostowego, jako zanęty, na włos zakładałem zaś krążki chleba. O dziwo brań było dużo – i większe pstrągi atakowały co chwila zestaw. Sam byłem w szoku jak dobrze działał chleb tostowy!

Doszło do tgo, że w ciagu trzech godzin wszystko zużyłem…

Do końca sesji nie miałem kontaktu z kleniem – łowiłem pstrągi głównie, na zestawie z białymi zaś pstrągi i lipienie. O 17.30, kiedy zerwał się mroźny północny wiatr, ‘zarządziłem’ odwrót.

 

Pellet truskawkowy z krązkiem z chleba - jedna z adaptacji na zimową rzekę...

 

Wynik sesji: około 15 pstrągów, wszystko w granicach 45-60 cm. Około 10 lipieni, w tym życiówka nie lada – okaz 45 cm. Piękna sesja, szkoda, że nie przewidziałem awarii kołowrotka, jaka może mnie spotkać. Postanowiłem wszyskie śruby mocno zakręcić i zalać superglue, aby nie mieć przykrych niespodzianek nad wodą podczas następnych sesji. Kij Drennana – Red Range Match 3.90 metra świetnie mi pasował, jego miękka akcja pomagała bardzo przy holu szalejących pstragów, żaden z nich nie urwał mi żyłki, czułem jeszcze spory zapas mocy.

Z przynęt – okazało się, że chleb tostowy to rewelacyjna przynęta pstrągowa, natomiast nie lubi on pelletów i pasty serowej. Krążki chleba na włosie działały idealnie, przy dobrym przygotowaniu miąższu, można mieć przynętę przez długi czas świetnie się prezentującą i nie zlatującą z włosa.

Bardzo ciekawa sesja!