Masa linów i leszczy, czyli kanał w najwyższej formie

Co roku wybieram się na moje łowisko - kanał Basingstoke, na przełomie czerwca i lipca. Lin grupuje się do tarła, leszcz już jest po nim, i można dobrze połowić. Jest płoć, wzdręga, okoń, czasem i karp się pojawi, słowem - ciekawe i zróżnicowane łowisko.

 

Decyzję o wyprawie podjałem w nocy, przez co nie miałem wszystkich przynęt. Pobudka o 4 rano, godzinę później wyjazd i o 6 rano jestem na miejscu. Trzeba wcześniej wstawać, bo jest na moim odcinku zaledwie kilka dobrych miejsc, dlatego 'kto rano wstaje, ten dobre miejsca dostaje'...

 

Po rozpakowaniu się i rozłożeniu, zacząłem łowić. Jedna  wędka waggler i białe robaki, ekspandery i kukurydza- tutaj miałem łowić wszystko co się da, czy to grubą płoć i wzdręgę z opadu, czy też okonia lub lina. Drugi kij to oczywiście Metoda. Jak zwykle wybór padł na pickera Garbolino Maxim, który mimo ton złowionych ryb i wysokiego stopnia zużycia, dalej jest najlepszym z moich 'kijaszków'. Nie miałem niestety pelletów 2 mm, więc po raz pierwszy od jakiegoś czasu, łowiłem sama zanętą. Jako, że użyłem zmielonych składników (płatki owsiane, śniadaniowe płatki w blokach Weetabix, zanęta płociowa z Polski), zmieszanych z zanęta z Sonubaitsa i konopiami zmielonymi z Trapera, kolor był szaro brązowy. Dodałem więc barwnika w proszku o kolorze czerwonym, aby zanęta miała w sobie 'to coś'.

 

 

Przynęty do spławika - ekspandery z Goo (smużące), pellety do nęcenia, i białe robaki w kolorze czerwonym. Biały kolor działa tutaj o wiele gorzej!

 

Po znalezieniu miejsca w wprowadzeniu czterech koszyków z 'towarem', złożyłem zestaw do Metody - podajnik Preston extra large o wadze 30 gram. Kanał Basingstoke jest często zamulony, i na takich odcinkach jak mój - zarośnięty. Dlatego trzeba tak łowić, aby zestaw nie zapadał się w mule. Zauważyłem, że koszyk daje mniej brań, gdyż zestaw opadając po łuku (jeżeli łowi się z klipem) często zahacza o pędy wywłócznika. Przy Metodzie tego nie ma, i dlatego jest to tak skuteczne w tego typu miejscach.

 

To, że zestaw działa i to dobrze, potwierdziło pierwsze branie, już po niecałej minucie od zarzucenia! Tego sie nie spodziewałem, po chwili już lin 48 cm wylądował w podbieraku. Kolejny zarzut i po kilku minutach znów branie i ryba - tym razem lin o długości 54 cm! Pięknie wybarwiony, w idealnym stanie... Zastanawiałem się, czy uda mi się w ogóle rozłożyć zestaw spławikowy jak tak dalej pójdzie!

 

Pierwszy z linów, ale początek!

 

Wagglerem próbowałem łowić z żyłką główną 0.22 mm. Był to eksperyment, mający na celu pokazanie, czy uda się łowić ryby 'na grubo'. Pamiętam jak w poprzednich latach liny wbijały mi się w zielsko, i z delikatna żyłką nie miałem żadnych możliwości walki. Teraz liczyłem na mocne zatrzyywanie prosiaczków. Niestety, brała głównie drobnica, zwłaszcza mała wzdręga była problemem - zauważyłem, że są jej całe stada - takich rybek od 6 do 10 cm, potrafiących połknąc nawet cztery białe robaki na haku nr 16. Czyżby coś się stało z drapieżnikiem tutaj?

Na pickerze miałem regularne brania, o dziwo łowiłem same duże liny na początku, po czym zaczęły się leszcze. Najwyraźniej stado łopat zatrzymało sie tam, mnie udało się natomiast łowić je jedna po drugiej. Uwielbiam leszcze z tej wody, są w dobrej kondycji i mają piękna złotobrązową barwę.

W południe miałem już na koncie 4 liny i 6 leszczy, nistety waggler i mój zestaw ze spławikiem insert crystal 1.5 grama nie spisywal sie tak dobrze. Brała drobnica, na dodatek w nęconym miejscu zaparkował szczupak, i brania ustały. Skubaniec co pewien czas spławiał się w nęconym miejscu, najwyraźniej drwiąc ze mnie! Później zerwałem po króciutkim holu dwa liny, co mnie troche zmartwiło.

Postanowiłem wypróbować wszystkie dumbellsy firmy Drennan, testując każdy z nich i sprawdzając, który najbardziej odpowiada rybom. Okazało się, że łowią w miarę równo, tylko tutti frutti był ciut lepszy.

 

Dumbellsy z Drennana działały świetnie, zwłaszcza tutti frutti, pellet pikantna kiełbasa też dobrze się spisywał.

 

Interesującą rzeczą był spotkany 'wędkarz' - około 60-70 letni Ghurkha, Nepalczyk. W pobliskim mieście stacjonuje regiment Ghurkhów, którzy od dawna są składową sił zbrojnych Zjednoczonego Królestwa, słyną z karności i bojowego zapału. Dziadek miał wędkę około 2.40 metra, o krzywej ugięcia chyba z 5 lb, na która można było łowić rekiny. Zamiast kołowrotka miał deseczkę, i nawinieta żyłkę. Co chciał łowić, nie wiem... Ale z podziwem patrzył na leszcza, którego złowiłem. Wkrótce po nim pojawił sie bailiff, który był podobnie jak ja zszokowany ciekawym jegomościem.

O ile rok temu świetnie spisywały sie pellety na wagglerze - głównie ekspandery, tym razem odzew był znikomy. Ale nie było też płoci i wzdręg do 20 cm wzwyż, które tu zawsze były. Dziwne...

Metoda cały czas dawała ryby, po pewnym czasie zrobiło się tłoczno, łowiło oprócz mnie aż 6 wędkarzy, ale każdy z nich na spławik. Nie dawało to efektów - i tak naprawdę tylko ja miałem większe ryby - na Metodę. Tak to jest - jeżeli łowi się na spławik w wywłóczniku, nie ma co liczyc na efekty bez oczyszczenia sobie miejscówki.

 

Kolejny leszcz złowiony na Metodę...

 

Po 17tej przepłynęła większa barka, według mnie zbyt blisko brzegu. Pocięła śrubami sporo zielska, które zaczęło płynąć powoli, strasznie utrudniając łowienie. Brania ustały - trudno było nęcić dokładnie, zarzucać. Dopiero po 19 tej znowu ryby zaczęły współpracować.

Łowiłem do późnego wieczora, po 20.30 ryby wreszcie sie pokazały, zaczęły sie spławy, rolowania. Wtedy własnie zrobiłem eksperyment. Pojawił sie lin tam gdzie nęciłem pod spławik, więc zrobiłem ładny zestaw przynętowy - kukurydzę i białe robki na haku. Wrzuciłem kilka ziaren kukurydzy, troszkę zanęty - i czekałem na brania... Ryba żerowała, banieczki wyraźnie były przy samym spławiku. Niestety, branie było dopiero po kilku minutach! Na dodatek - nie zaciąłem ryby... Umieściłem następnie zestaw do Metody w tym miejscu. Kilka minut i piękny lin ponad 50 cm trzepał się już w podbieraku!

To pokazuje właśnie jak podejrzliwy jest 'pan profesor' - jak wielką przewagę w prezentowaniu przynęt ma Metoda nad spławikiem. Idealnie podany dumbells nie budził wątpliwości ryb - i brania były szybkie i pewne. Przy spławiku ryba potrafi 'kopać w dnie' długi okres czasu - zaś brań nie ma. Dlatego też tylko ja łowiłem liny i leszcze, reszta zaś małe płotki i wzdręgi.

 

Piękny lin z kanału, złowiony tuż przed zachodem słońca.

 

O 21.30 skończyłem sesję i rozpocząłem pakowanie się, roje małych meszek nie dawały spokoju, bestie 'cięły' jakby chciały pożreć mnie żywcem...

Wynik sesji to 12 linów od 40  do 54 cm, 10 leszczy w granicach 50 cm i masa drobnicy na wagglera. Zaledwie jedna płoć powyżej 20 cm zawitała na zestawie spławikowym, co mnie mocno zdziwiło. Tam też miałem tylko jednego lina, reszta zaś większych ryb (czyli aż 21) - złowiona została na Metodę. Jak na naturalne łowisko wynik był bardzo dobry, pobiłem swój mały rekord tutaj, bo nigdy nie udało mi sie tak dobrze połowić. Doświadczenie i Metoda pozwoliły osiagnąć taki wynik, w ten sposób naprawdę można być skutecznym!