Mazury wybryk natury - o tym, jak PZW stawia sieci na wędkarzy...

Polski Związek Wędkarski jest organizacją, która powinna zajmować się promocją wędkarstwa we wszelki możliwy sposób. Tak pomyślałby laik, który po prostu skojarzyłby pewne rzeczy, jak chociażby to co wynika z samej nazwy. Paragraf 6 statutu PZW mówi:

‘Celem Związku jest organizowanie i promowanie wędkarstwa, rekreacji, sportu wędkarskiego, użytkowanie i ochrona wód, działanie na rzecz ochrony przyrody i kształtowanie etyki wędkarskiej.’

 

Zadam teraz pytanie… Jak bardzo pokrywa się to z działalnością samego PZW?

 

Dla osób, które nie są mocno ‘wprowadzone’ w temat – i nie zastanawiały się nigdy nad tym, dlaczego polskie wody są w tak fatalnym stanie (pod względem ilości ryb) – polecam zapoznanie się z zawartością portalu ‘Mazurski Wędkarz’ (http://mazurskiwedkarz.pl/), pokazującego jak PZW wypełnia swoje cele statutowe. Portal w zamyśle został stworzony zapewne, aby promować ten piękny rejon Polski – jednak w dużej mierze, większość materiałów tam się znajdujących pokazuje destrukcyjne działanie Zarządu Głównego PZW i poświęconych jest ‘walce’ lokalnych kół wędkarskich, gmin i przedsiębiorców o mazurskie wody, bezmyślnie pustoszonych przez rybaków.

 

Z Zarządem Głównym PZW i jego polityką sa w konflikcie wędkarze z okręgu suwalskiego, którzy pomimo wspaniałej, jak by się wydawało lokalizacji, w krainie tylu jezior, mają tak naprawdę do czynienia z przełowionymi, pustymi prawie wodami. Za które na dodatek muszą słono płacić…

 

Gospodarka rybacka, prowadzona przez Gospodarstwo Rybackie Suwałki należące do PZW, oczyściła jeziora z ryb do tego stopnia, że trudno tam o cokolwiek większego niż krąp lub płotka! Turystyka wędkarska – która powinna być podstawą funkcjonowania wielu gmin, gospodarstw agroturystycznych i wielu innych biznesów z tym związanych – nie ma szans na jakikolwiek większy rozwój – gdyż nieudolne prawo oddaje rybakom wody za bezcen, pozwalając korzystać im ze wspólnego, narodowego dobra w sposób praktycznie nieograniczony, nie przynoszących jakichkolwiek korzyści lokalnym społecznościom. Nie ma ryb – więc trudno o turystów, proste!

 

 

Mazury - cud natury? Na pewno nie dla wędkarzy...

 

 

 

Niepłacąca takich podatków jak reszta prowadzących własną działalność, skromna grupa rybaków, grabi jeziora z ryb – ze szkodą dla lokalnych gmin, które nie dostają praktycznie niczego w zamian! Fatalne prawo nie daje możliwości budowania jakichkolwiek strategii rozwojowych dla turystyki opartej o wędkarstwo, gdyż jeziora oddawane są w dzierżawę na wiele lat. Rybacy nie dbają o wody – pustosząc je w straszliwy sposób, łowiąc często niezgodnie z prawem polskim jak też unijnym. Nikt ich nie kontroluje (w przeciwieństwie do rybaków morskich), przez co ilość odławianych ryb jest dużo większa niż ta ‘na papierze’. Taksówkarz i lekarz muszą posiadać drukarki fiskalne, rozliczac się ze wszystkiego – a taki rybak śmieje się w głos…

 

Dlaczego PZW zajmuje się rybactwem? Jak to się dzieje, że działa jawnie przeciwko własnemu statutowi i co najważniejsze – wędkarzowi, którego interesy przedstawia i których bronić powinno?

Myśłę, że odpowiedzią tutaj jest problem kolesiostwa i systemu ‘gierkowskiego’, w jakim zarządza się tym związkiem. Zarząd Główny absolutnie nie reprezentuje polskiego wędkarza. Wręcz zrobił sobie z niego barana, którego pięknie strzyże - z pieniędzy… Poprzez świetnie zorganizowaną propagandę (Wiadomości Wędkarskie i portal PZW) usiłuje wmówić wszystkim, że… jest dobrze. System wybierania ludzi na stanowiska w PZW nie pozwala na wolne wybory w związku – tak naprawdę do Zarządu Głównego nie może się dostać nikt spoza ‘układu’, a sama funkcja prezesa może być piastowana w sposób ciągły. Przykładem może być Eugeniusz Grabowski, były general milicji z pionu wychowawczego, który sprawował tę funkcję przez ponad 22 lata! Oto, jakie trzeba mieć ‘wykształcenie’, aby być prezesem PZW.

 

Co gorsza, PZW działa, jako stowarzyszenie – przez co nie podlega takim przepisom jak inne organizacje lub państwowe firmy. Sposób pobierania składek, zarządzania nimi, rozliczeń – to wszystko sprawia, że prowadzona działalność nie przypomina w ogóle normalnego zarządzania – i jest rodem z poprzedniej epoki. Idealna okazja dla ludzi z ‘wierchuszki’ – niestety, zwykły wędkarz tylko na tym traci!

 

Oczywiście ZG może się bronić mówiąc, że gospodarzenie PGRu Suwałki finansuje wiele ważnych rzeczy, i każdy wędkarz na tym korzysta. Jakie rzeczy finansujecie, panie prezesie??? Tutaj trzeba uważać, aby nie śmiać się zbyt mocno! No bo przecież i tak każdy członek PZW odprowadza do ‘Warszawy’ olbrzymi haracz! Tak, więc – nie dość, że pieniądze wyciąga się od każdego płacącego składki – to jeszcze grabi się mazurskie wody, w imię czego trzeba zapytać? Lub może bardziej – dla kogo? Przecież i tak okręgi utrzymują się same! A jak niesprawiedliwe musi to być zwłaszcza dla wędkarzy z okręgu suwalskiego – można sobie wyobrazić (aby było ‘śmieszniej’ płaca oni wyższą składkę niż sąsiednie okręgi).

Czyżby więc Zarząd Główny nie stworzył sobie własnego ‘folwarku’ – pełnego zbędnych etatów, ciepłych posadek,  dla ‘swoich’ – i ‘działa’ sobie w najlepsze, mamiąc i zwodząc kilkaset tysięcy wędkarzy? Coś mi mówi, że właśnie tak jest!

 

 

Mazurskie koła walczą o swoje, ponieważ są traktowane po macoszemu, na swoich własnych wodach. Pierwszeństwo absolutne ma rybak – wędkarz jest na drugiej pozycji. Wody mające służyć społeczeństwu – tak naprawdę służą tylko garstce ludzi. Niestety, bunty PZW pacyfikuje – jak to miało miejsce niecały rok temu – gdy usunięto z funkcji prezesa okręgu Arkadiusza Siemieniuka, jednego z 'reformatorów', wybranych na tę funkcję większością głosów w walnym zebraniu. Przedstawione fikcyjne ‘przewinienia’ pozwoliły na odwołanie niewygodnej dla Zarządu Głównego osoby (chciał on skończyć z rybactwem na swoich wodach) – i wszystko toczy się dalej ‘po staremu’…

 

Problemem nie jest sama organizacja, jaką jest PZW i wędkarze w niej skupieni. To, co złe to Zarząd i jego zacofana polityka – promująca 'kolesiostwo' i rybactwo a nie wędkarstwo. Nie szukająca nowych rozwiązań – chociażby takich, jak w innych krajach europejskich, gdzie ryby są (wystarczy zobaczyć jakie wody mają chociażby nasi południowi sąsiedzi – Czesi)! Polityka, służąca tym, co siedzą na stołkach w Warszawie i okręgach i biorących pensje za to... że jest jak jest!

 

Nie myślicie chyba, że bezrybne wody to wina tylko kormoranów i kłusowników – tak naprawdę to zła polityka władz PZW! Zwalanie na mentalność też nie jest rozsądne – bo to właśnie PZW powinno dbać o propagowanie określonej postawy, czy etyki wędkarskiej – jak to zresztą dumnie zapisane ma w swoim statucie.

Nawet tam, gdzie nie ma rybaków, odłowów sieciowych, ‘kontrolnych’, czy dla pozyskania materiału zarybieniowego – ryb wcale nie ma zbyt wiele, i zazwyczaj z roku na rok ich ubywa. A to znaczy, że zarządza się źle i potrzebne są zmiany! Nowy prezes – Dionizy Ziemiecki niczego nie naprawił – i nie wygląda na to, aby zamierzał cokolwiek zmieniać. Jego postawa wybitnie świadczy o kontynuacji polityki, jaką prowadził Zarząd Główny.

Nie dajmy się oszukać – i walczmy o swoje, chociażby poprzez poparcie kół PZW z okręgu suwalskiego! W pełni się z nimi solidaryzuję.

 

Jest to pierwszy z moich artykułów poświęconych Mazurom i Mazurskiemu Wędkarzowi, zachęcam do kolejnych!  Jeżeli chcesz dodać swój komentarz - tu jest link do tego tematu właśnie na forum: http://splawikigrunt.pl/forum/index.php?topic=131.new#new