Można czy nie można - dlaczego myśliwi są potęgą?

  Wiele razy słyszałem, jak to w Polsce  w związku z wędkarstwem nie da się pewnych rzeczy wprowadzić w życie, gdyż nie pozwala na to prawo, bo wędkarze nie są silni, bo rząd czy urzędy chcą inaczej, bo wędkarze się nie interesują, ‘bo to Polska’ i tak dalej. W gąszczu tych uzasadnień lub usprawiedliwień można się pogubić, z tego co widać, to wędkarze nawet się pogodzili ze swoim losem. Nie walczą już o swoje, są zrezygnowani, niektórzy  mając w nosie regulaminy i limity wolą sprawy brać w swoje ręce, wprowadzając własną sprawiedliwość, jeszcze bardziej szkodząc sobie samym.

  Ale czy aby na pewno w Polsce nie da się niczego zrobić? Zachęcam do zaznajomienia się z tym, co przeszło ostatnio przez polski sejm, co podpisał prezydent i na co wyraziły zgodę wszystkie partie. Otóż myśliwym rozszerzono uprawnienia! Nieważne pod jakimi pretekstem, po prostu teraz mogą znacznie więcej:

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,22861808,poslowie-pis-i-opozycji-zgodnie-zwiekszyli-prawa-mysliwych.html

http://orka.sejm.gov.pl/opinie8.nsf/nazwa/2114_u/$file/2114_u.pdf

 

  Wędkarstwo to odmiana myślistwa, i tak naprawdę wędkarz to myśliwy, polujący na ryby. Nie zawsze musi je zabierać, jednak na pewno widać spore podobieństwo. Nie dziwi też fakt, że wielu myśliwych jest zapalonymi wędkarzami. Dlaczego jednak Polski Związek Łowiecki jest tak mocny, dlaczego ma takie poparcie polityków? Na dodatek potrafią oni doprowadzić do bardzo mocnych zmian prawnych, i to w bardzo szybkim czasie?

  Odpowiedź jest prosta. Nie trzeba tu szukać daleko. Po prostu oni mają ludzi we władzach, którzy działają dla dobra myśliwych, robią wszystko aby ‘myślistwo’ się rozwijało. Wyraźnie wchodzą pole, gdzie interesy użytkowników lasu, czyli wielkiej grupy obywateli, będą ograniczane, również ekolodzy mogą mówić o przegranej batalii. Pomijam wszelkie kwestie ideologiczne, po prostu wywalczyli sobie bardzo dużo. Zwróćmy uwagę też, że wszystkie partie poparły projekt ustawy, a prezydent Duda, który zarzekał się, że nie podpisze się pod niczym, co by godziło w interesy zwierząt (pismo do organizacji ekologicznych), też parafował całość bez żadnych ceregieli. Widać chyba jak na dłoni, że politycy ugięli się przed lobbym myśliwskim, poszli im na rękę. Brawo myśliwi!

Walczmy o swoje!

  Dlatego niech nam nikt nie wmawia, że się nie da. Wędkarzy w Polsce jest prawie 2 miliony, jesteśmy największą grupą hobbystyczną, i jesteśmy ‘ w lesie’. Pomimo silnego jakby się wydawało PZW, mamy najsłabsze wody w Europie, nad brzegami często  śmietnik. Nie jesteśmy tak naprawdę zorganizowani, nie walczymy o swoje, nie mamy często świadomości jak działać. Na dodatek we władzach PZW są ludzie, którzy naszym kosztem uprawiają rybactwo. Regularnie łupią wody wędkarzom, a szczytem bezczelności jest zasiadanie takich ludzi z władz związku we władzach spółki rybackiej.

  Dlatego powinniśmy wreszcie pomyśleć o tym, co można naprawdę zrobić, jak wiele uzyskać . Przestańmy wierzyć w bzdury, że się nie da. Myśliwi potrafią wpływać na zmiany prawa, pomimo, że są o wiele mniej liczną grupą, dlaczego my nie możemy?

Źródło problemu

  Przyczyną, że jesteśmy tak niezorganizowani - jest niekompetencja władz PZW. Ci, co biorą grube pieniądze za kierowanie związkiem, najwyraźniej w świecie się do tego nie nadają. Na dodatek wielu robi pod przykrywką PZW sobie dochodowy folwark, jak chociażby prezes okręgu mazowieckiego Bedyński, baron PZW, zasiadający we władzach spółki rybackiej, operującej na Zalewie Zegrzyńskim.  W ciągu dwóch lat doprowadziła do zmniejszenia się pogłowia ryb, wszystko za przyzwoleniem wędkarzy!  Ten człowiek do niedawna był szarą eminencją w PZW, wiceprezesem i prezesem okręgu jednocześnie. Dopóki takie osoby będą w PZW kierować okręgami lub związkiem, wtedy zapomnijmy, że coś się zmieni. Będzie jeszcze gorzej. Jesteśmy w rękach lobby rybackiego, które rozdaje karty, oni grają nam muzykę, do której musimy tańczyć.

  Proponuję aby każdy z Was się przyjrzał kto rządzi Waszym okręgiem, kto zasiada w Zarządzie Głównym PZW. Zobaczcie, co te osoby mówią, jak się zachowują, co robią. Czy działają w interesie wękarzy? Nie ma sensu aby dawać się zwieść czczej gadaninie, że się nie da, lub, że prawo jest takie czy siakie. Żądajmy wyników, naciskajmy na to, aby oni działali w naszym interesie, rozliczajmy ich z tego!

  Każdy powinien zrozumieć, że PZW prowadzi biznes rybacki, dzięki któremu finansowany jest częściowo Zarząd Główny  PZW (na wodach Mazur). To dlatego nie przejmują się ci decydenci tym, że wpływy ze składek mogą być mniejsze. Oni mają swój folwark, który na dodatek finansują sobie grantami unijnymi, i różnymi dziwnymi rzeczami, o których nie informuje się wędkarzy. Mamy w PZW smażalnie ryb, patroszalnie i fileciarnie, wody rybackie zarybiane są w niekoniecznie przejrzysty sposób (chodzi o fundusze). Wiecie o tym? Jeżeli w Waszym okręgu nie ma rybaków, to wcale nie oznacza, że nie trzeba walczyć  o usunięcie sieci z PZW. Nie ma takiej możliwości, aby pozytywnych zmian dokonywali ludzie, którzy tak działają. Zwłaszcza kiedy wyniki są kiepskie, ludzie uciekają z PZW, wody są w fatalnym stanie, zaś wędkarze zrzeszeni i opłacający składki w zdecydowanej większości są niezadowoleni z tego co mają. Oni rządzą, jak chcą, my zaś musimy pokornie sie na to zgadzać i chylić nisko karki. Nic już od nas nie zależy? 

 

  Drodzy wędkarze! Zacznijcie wymagać od PZW, wtedy tylko jest szansa, aby było lepiej. Nawet jeżeli nie opłacacie składek, macie prawo wymagać, gdyż powodem odejścia z PZW jest stan wód i brak ryb. Polskie państwo dało PZW wiele rzeczy, pewnego rodzaju monopol odnośnie organizacji wędkarstwa w Polsce, większość wód jest w rękach związku, przekazano też majątek - tak aby ‘wędkarstwem’ się odpowiednio zająć. To z czym mamy do czynienia to bimbanie sobie z szeregowych członków, ohydne wręcz działanie niezgodne ze statutem, brak wizji i rażąca niekompetencja. Po części trudno się temu dziwić, gdyż PZW stało się swojego czasu, na początku lat 90tych, miejscem gdzie działacze partyjni PZPR lub funkcjonariusze milicji czy SB, znaleźli ‘ciepłą’ przystań. Przez dwadzieścia kilka lat funkcję prezesa PZW sprawował były generał Służby Bezpieczeństwa Eugeniusz Grabowski. Dał on przykład jak dzielić i rządzić, w wielu kołach prezesi szli jego śladem, tworząc państwa w państwie…  Działalność okręgu mazowieckiego jest dowodem zaś, że trwa to jeszcze dzisiaj. Dlatego żądajmy aby związek zaczął realizować cele wędkarzy, tej zdecydowanej większości, która stanowi jego człon. Żadajmy przejrzystości, efektów, prawa do wybierania naszych reprezentantów - teraz działacze wybierają spośród siebie, zaś my nie mamy praktycznie praw wyborczych. 

  Musimy mieć rybne wody, odpowiednie przepisy. Należy jasno określić swoje cele i zmusić tych, co związkiem kierują, aby dążyli do ich wypełnienia. Musimy skończyć z wizerunkiem rybaka z wędką w Polsce, jaki do nas przylgnął. Jesteśmy wędkarzami, i nasze interesy nie są tożsame z rybackimi. Dzierżawimy większość wód w Polsce, i mamy prawo wymagać aby prowadzono gospodarkę wędkarską a nie rybacką. Politycy muszą nas zrozumieć, wtedy będą nas wspierać. Bez tego, będziemy działać w interesie rybaków, oraz związkowych oligarchów, napychających sobie naszym kosztem własne kieszenie. Politycy ugną się przed naszymi żądaniami, w mniejszym lub większym stopniu, wspomniana wyżej ustawa jest tego przykładem, wszystkie partie z prezydentam poszły myśliwym na rękę. 

  Miejmy również świadomość, gdzie i na co kierować nasz ‘gniew’. Nie do tych, co działają za darmo w kołach, i często ‘wypruwają sobie flaki’ żeby było lepiej, nie do członków Społecznej Straży Rybackiej. Za brak zmian odpowiadają działacze i władze okręgów, ci co zasiadają na płatnych stanowiskach. To ich należy rozliczać i pilnować, aby działali tylko w naszym interesie. My zaś pilnujmy, aby we władzach zasiadali ludzie kompetentni i zaufani. Bez tego bowiem lepiej nigdy nie będzie. Wiele jest do zrobienia, i zapewniam, że można zdziałać bardzo dużo. Bo skoro myśliwi ‘mogą’, wędkarze na pewno też!