Nocna wyprawa na Tamize do Chertsey
po brzanowej wyprawie na Trent nie mogę się ogarnąć, więc szybka decyzja i wybieramy się w czterech na nockę na Tamizę> Miejscówka wybrana po konfrontacji z Google map i uważnej analizie wielu czynników... ;)
Dojechałem jako ostatni, spóźniony o 2 godziny minimum... ;) Rozkładanie wszystkiego, zanęty, przynety, pasty i tak dalej - i około 20 dopiero moje zestawy lądują w wodzie. 
Liczyliśmy na coś więcej niż na leszcza - bliskość jazu dawała szanse (nikłe bo nikłe ale zawsze szanse) na brzankę... Niestety uciąg był tak mały, że Piotr bezproblemowo korzystał z koszyków o wadze... 15 gram! ;)
 
Niestety brań było jak na lekarstwo. Pomimo solidnego nęcenia do północy nie odnotowaliśmy nic lepszego niż kilka mini puknięć. Jako pierwszy miałem lepsze branie około 1 w nocy i na macie wylądował leszcz 57 cm. Po szybkim załadowaniu koszyka i wymianie przynety zestaw znów wylądował w wodzie - i po 10 minutach kolejny leszcz, ciut mniejszy, znalazł się w podbieraku. Niestety po tym ryby się uspokoiły. Chłopaki mieli po kilka małych brań ale niestety na haku pojawiały się co najwyżej kiełbie. 
 
Ożywiło się nieco o świcie, brań było więcej - i Krzysiek wyholował ładna płoć, pod 30 cm na moja wędkę - ja drzemałem w najlepsze... ;) Może godzinę później mam delikatne branie i na brzegu pojawił się leszcz - największy tego dnia - 62 cm. I to by było na tyle... 
Wynik sesji dla mnie - trzy leszcze (62,57 i 56 cm) i pół płoci około 30 cm (drugie pół 
Niestety ryby nie chciały współpracować z nami i 'nocka' przyniosła lekkie rozczarowanie. Nowa miejscówka okazała się niezbyt łowna - i chyba trzeba na przyszłość nęcić kilka dni naprzód lub znaleźć coś lepszego.