Nowy prezes PZW - czas przemyśleń...

PZW wybrało nowego prezesa. Po 24 latach Eugeniusz Grabowski odchodzi. Nastał czas zmian? Czy nadchodzi wreszcie 'wiosna'? Naszły mnie przemyślenia...

Od ponad dziesięciu lat jestem w Anglii i tutaj wędkuję. Widzę to co mam, jak wygląda gospodarka wodna, 'dysponowanie' zasobami, dbanie o równowagę w ekosystemie przy równoczesnym zaspokajaniu potrzeb wędkarzy. Mała ilość łowisk zmusiła Brytyjczyków do szukania nowych sposobów rozwoju wędkarstwa. Powstały tysiące zbiorników komercyjnych z populacjami dużych juz ryb, gwarantujących niesamowite przeżycia i świetny sport. Dziesiątki firm produkujących najlepszej klasy sprzęt wyznaczają trendy w światowym wędkarstwie spławikowym i gruntowym, duża ilość zawodów wędkarskich, lig i turniejów sprawia, iż Anglicy są zdecydowanie najlepszymi wędkarzami, w zeszłym roku wyraźnie dali to poznać - wygrali zarówno mistrzostwa drużynowe jako seniorzy (kobiety i mężczyźni) oraz juniorzy, nie licząc sukcesów indywidulanych. W tym zostali mistrzami Europy w spławiku drużynowo, zaś w gruncie mistrzami świata.

Jaki wpływ na te sukcesy ma stosunek brytyjskich wędkarzy do ryb, ich podejście do wędkarstwa? Skąd takie różnice pomiędzy UK a Polską? Dlaczego 'oni' mają a my 'nie mamy'?

Odpowiedzi na te pytanie należy szukać właśnie w podejściu polskiego wędkarza do środowiska, ryb, a także w tym jak działa Polski Związek Wędkarski. Bo nowy prezes może oznaczać nową epokę... Ale czy aby na pewno?

 

Szczerze przyznam, że pojawiłem się pierwszy raz nad wodą w UK zaopatrzony całkowicie w 'polski' sprzęt wędkarski. Pamiętam jak patrzono na mnie. Jak zadawano dziwne pytania... Dopiero później zrozumiałem, o co chodzi lokalnym wędkarzom. Oni po prostu widzieli przybysza z innego kraju z dziwnym wyposażeniem, do tego okrągła siatka na ryby, śmieszny podbierak, brak maty. Bali się po prostu, że jestem jednym z tych, co zabierają ryby. A ja ryb nie zabierałem, co prawda, ale świadomość miałem typowo 'polską'...

Nie wiem, dlaczego ale w Polsce nie nauczono mnie szacunku do złowionych ryb. To, co widziałem nad wodami, to jak zachowywali sie inni wędkarze, moi znajomi, a również i ja sam sprawiało, że ryba była przedmiotem. Łowiło się i zawsze zabierało, nawet z rzek takich jak Odra (ryby zwyczajnie śmierdziały). Dla kotów - tych dzikich mieszkajacych w bloku, dla kotów sąsiada lub kumpla... Nie myślałem wtedy w ogóle o tym, że ryb może zabraknąć. W moim wyobrażeniu było ich mnóstwo, trzeba było tylko umieć je złowić.  Rozstałem się z wędkarstwem na ładnych pare lat lat w momencie kiedy złowiłem prawie 6 kilowego szczupaka i zabrałem go do domu. Nikt go nie chciał jeść, po zrobieniu pamiątkowego zdjęcia (oczywiście w kuchni) musiałem iść go po prostu wyrzucić... Męczony wyrzutami sumienia stwierdziłem, że to, co robię jest bez sensu, zabijam niepotrzebnie... Przestałem łowić.

Do wędkarstwa ciągnęło mnie zawsze, ale powróciłem do łowienia właśnie tutaj, w UK. I krok po kroku, począwszy od kupienia pierwszej gazety (Angling Times), poprzez filmy filmy na Youtube, przeszedłem istną metamorfozę. Bo kończyłem wędkować w połowie lat dziewięćdziesiatych - i moja świadomość wędkarska pochodziła z tamtych, jeszcze postkomunistycznych czasów.

Teraz mamy rok 2013 i wydawać sie może, że niemożliwe jest, aby w Polsce trwało to, co za czasów komuny. Czyżby? Rozwój techniki wędkarskiej, nowoczesne wynalazki sprawiły, że rabunkowa gospodarka rybacko-wędkarska PZW oczyściła wiele zbiorników z ryb. Do tego brak rządowej organizacji, odpowiednich przepisów zrobił swoje. Metrowy szczupak to rzadkość, niczym żubr. Populacje drapieżników są strasznie przetrzebione, co fatalnie wpływa na równowagę zbiorników. Zarybienia przeprowadzają geniusze - więcej niż połowa gatunków wpuszczanych jest gatunkami obcymi w Polsce! Do tego dochodzi kłusownictwo, sterty śmieci nad łowiskami, częsty brak zaangażowania wędkarzy w prace na rzecz poprawy - czy to nad wodą, czy poprzez głosowanie za zmianami... Okazuje sie, że jest... jeszcze gorzej niż na początku lat dziewięćdziesiatych!

 

Można za to winić mentalność Polaków. Wielu powołuje się na to, aby się w zwykły sposób usprawiedliwić. Mentalność... Jakby się temu przyjrzeć to powinniśmy mówić, że winni JESTEŚMY MY SAMI. Tak jest lepiej. Bo przecież mentalność to coś, czego tak naprawdę nie ma (widział ktoś ją lub dotykał jej?) My jesteśmy winni. Dlatego, że często sami jesteśmy nieuczciwi. Polacy omijanie prawa, kombinowanie mają we krwi przecież. Nie respektujemy przepisów znajdując wielorakie tłumaczenia. Często uważamy, że jak ON tak robi to i JA mogę. Brak uczciwości przekłada się na wszystkie stopnie 'hierarchii'. Oszukuje zwykły wędkarz, ten w kole, okręgu, zarządzie głównym PZW. Niektórzy oburzą się - bo oszustwa to coś innego - tutaj mamy do czynienia z 'interpretacją' przepisów a nie łamaniem prawa, powiedzą.... Niestety zło pozostaje złem.

Wrzucam wszystkich do jednego worka - bo Ci 'dobrzy' potwierdzają tę regułę i obowiązuje nas odpowiedzialnośc zbiorowa.

No i teraz dochodzimy do samego PZW, nowego prezesa. PZW jest złe samo w sobie. Nie, jako organizacja - bo takiej Polacy potrzebują, ale jako twór, który istnieje aby kilkudziesięciu, kilkuset gości mogło siedzieć na swoich ciepłych posadkach i 'zarządzać' w typowo socjalistycznym stylu. Prowadząc rybacką gospodarkę jako związek wędkarski. Jest to osobny rozdział, na książkę chyba…

Martwi mnie fakt, że tak niewielu szeregowych wędkarzy chce coś zmienić. Ostatnio na jednym forum dałem posta prosząc wręcz o odzew (nowy prezes - czas, aby uderzyć - póki nowy beton nie stwardnieje). Zero - oprócz dwóch głosów. I tu doznałem olśnienia. Przecież to właśnie ta cecha Polaków! Narzekanie z jednej strony - a z drugiej nie reagowanie na złe rzeczy. Brak reakcji jest przecież przyzwoleniem na to wszystko, co ZG PZW wyrabia. To jest zgadzanie sie na to, aby ktoś mnie okradał... Może jest to szukanie wytłumaczenia na to, że ja sam będę 'oszukiwał’, bo jak oni mogą to, czemu nie ja??? To taka psychologiczna reakcja! Nie zwracamy uwagi komuś, że robi coś złego, bo sami nie chcielibyśmy, aby nam ktoś takową zwracał... I można się głęboko temu przyjrzeć - to fakt!!!

Czyli co jest receptą?

Według mnie przede wszystkim postawa obywatelska. Coś, co kuleje w Polsce. Traktujmy wszystko, jako wspólne dobro. Przestrzegajmy przepisów i pilnujmy, aby inni ich przestrzegali! Bogate społeczeństwa osiągnęły swa zamożnośc właśnie dzieki temu. Dlatego oni mają 'tyle' a my to, co widać. Oczywiście, że można mówić o politykach, ich zakłamaniu, ale ja mówię o podstawowej rzeczy. Sami bądźmy uczciwi i zwracajmy uwage tym, co nie są! To już olbrzymia zmiana. Bierzmy udział w wyborach - każdych możliwych aby nikt nie wybierał za nas! Ile słyszę opinii typu - nie chodzę do wyborów, bo to nie ma sensu, wszyscy kradną i tak dalej. Kradną, bo im na to pozwalasz! Jeżeli wszyscy głosowaliby obraz polityki wyglądałby całkiem inaczej! To, że w Polsce jest tak kiepsko na scenie politycznej, w PZW, PZPN i innych organizacjach wynika z faktu, że my sami nie dbamy o 'nasz' porządek. Chcesz winić Tuska, Kaczyńskiego, Grabowskiego (były prezes PZW), innych - zacznij wpierw od siebie! Taki prezes PZW 'kalał' własne gniazdo, bo ja i TY na to mu pozwalaliśmy! I można mówić, że niektórzy nie robią nic, bo nie mają pojęcia o pewnych rzeczach. Ale jeżeli TY masz to zrób cokolwiek, aby otworzyć im oczy!

Boli mnie to, że tak wiele osób krytykuje Unie Europejską, za głupie przepisy, odbieranie wolności, za kryzys, za zniewolenie...Prawda jest taka, że bez pomocy Zachodu nie było by tego, co teraz. Wpompowano olbrzymie pieniądze i Polska jest na pewno zamożniejszym krajem. Oczywiście, że UE ma dużo słabych stron, ale powiem szczerze. Z taką mentalnością i postawą obywatelską bez Unii nie było by napewno lepiej! Skoro taki PZPN, PZW i inne organizacje 'państwowe' nie potrafią tworzyć - to skąd miałby sie wziąźć dobrobyt? PO, PiS, czy SLD by nam go zapewniło? A może sami Polacy - którzy nie potrafią działać wspólnie na żadnym ze szczebli? Trzeba być realistą i rozumieć rynkowe realia. Samo otwarcie granic dało Polsce potężny zastrzyk finansowy ( ludzie wyjechali - spadło bezrobocie - pieniądze imigrantów wracały do kraju - tysiące produktów wysyła się teraz z Polski do krajów Europy). Tylko, dlatego, że ktoś pomyślał za NAS! Bo Unia Europejska to nie jest wymysł naszych rodaków niestety...

Wracając do wędkarstwa... Ostatnio oglądałem 'Tight Lines' i gościem Keth'a Artura był Tommy Pickering, uznany wędkarz (masa tytułów w tym Mistrz Świata z 1989 roku). Temat zszedł na długość przyponu feederowego na niektórych łowiskach (na Mistrzostwach Świata w wędkarstwie gruntowym obowiązuje przepis, iż ma on wynosić 50 cm) . Tommy powiedział - jeżeli przychodzisz na jakieś łowisko to łowisz tak jak mówią tamtejsze przepisy i koniec. Przepisy są przepisami i po prostu je respektujesz lub łowisz w innym miejscu jak Ci nie odpowiadają.

Tak powinniśmy robić. Zacząć od ich przestrzegania. Podbierak, mata - cokolwiek zalecają. Jeżeli natomiast coś nie działa dobrze - trzeba żądać zmian, bo to nasze prawo. I głośno mówić, co się myśli. Bo pojedynczy głos nie ma wielkiej siły. Ale przy kilkudziesieciu tysiącach gardeł to jest już ryk huraganu...

Nie wolno poddawać się i machać z rezygnacją ręką. Można coś zmienić w pięć lat - można też i w dwadzieścia. Od nas samych zależy, kiedy to nastąpi.

Ja cały czas ufam w to, że w Polsce uda się ten scenaruisz 'pięcioletni'. I wakację będę spędzał w ojczystym kraju, nad jeziorem, pośród lasów... Łowiąc lepiej niż tutaj!  ;)

Wiem, że gorzkie są to przemyślenia. Może nawet oberwie mi się za to… Ale tak po prostu czuję… Może z czasem będzie inaczej – wciąż w to wierzę! Sam nowy prezes PZW nie zrobi niczego za nas. To MY musimy dać mu do zrozumienia, czego żądamy i czego potrzebujemy! I niech nikt nie myśli, że jestem przeciwko wędkarzom w PZW. Absolutnie nie! To ‘władze’ są złe, a my im na wszystko pozwalamy…