Okonie z kanału na tyczkę i bobbera

Kanałowy okoń to jedna z moich ulubionych ryb, której łowienie przypada na okres zimy i wczesnej wiosny. Ryba ta w zimnej, czystszej wodzie sobie świetnie radzi, i jej wzrok pomaga lokalizować wtedy stada drobnicy, niższa temperatura zaś nie przeszkadza w żerowaniu, tak jak to jest w przypadku lina lub karasia. Łatwiej jest złowić dużego garbusa, gdyź zwłaszcza większe sztuki wykazują się nie lada apetytem, i potrafią patrolować spory obszar swojego rewiru. Okoń ma tarło wczesną wiosną, więc znacznie szybciej musi się do niego przygotować, w przeciwieństwie do karpiowatych, których rozród to okres maja i czerwca zazwyczaj.

Skuteczne łowienie to duża dawka dendrobeny i białych robaków, okoń potrzebuje wielu stymulantów. Tak też pojechałem na moj kanał w Basingstoke, uzbrojony po zeby, w dendrobenę, rosówki oraz czerwone mady.

Dzień miał być pochmurny, co świetnie sie zapowiadało, gdyż bez słońca okoń żerować może cały dzień.
Łowiłem tyczką, jako drugi zestaw miałem prosty zestaw okoniowy, składający się ze splawika typu bobber i sporego obciążenia. Tyczka zajmuje obydwie ręce, więc mój drugi zestaw miał być jak najbardziej samodzielny.

Zestaw tyczkowy składał się ze spławika 0.3 grama, żyłki 0.13 mm i haka nr 18, wszystko to dopasowane najdelikatniejszego z amortyzatorów pustych z Drennana. Był to zestaw na wszystko, gdyż nęciłem też pelletami i spreparowanym chlebem tostowym. Oprócz okoni są tam leszcze i płoć, nie chciałem, więc im ‘odpuszczać’. Mój drugi zestaw był już okoniowy. Składał się ze spławika typu dibber, mocniejszej żyłki 0.16 mm i większego haka nr 14, dopasowanego do użycia połówki rosówki.

 

 

Bobber - plastkiowy spławik firmy Drennan. Jest idealny do wszelkiego rodzaju przystawek gruntowych, zwłaszcza jest dobry do połowu okoni, czy to na rosówkę, krewetkę czy tez małego żywca. Specjalny plastik to odpornośc na uszkodzenia, przezroczystość to znowu lepsze 'maskowanie' zwłaszcza w czystszej wodzie.

 

 

 

    

Podstawowe okoniowe przynęty to dendrobena i białe robaki. Zrobienie dywnu z pociętej dendrobeny i białych robaków, w kolorze czerwonym, doprawionych ziemią z kretowiska z dodatkiem zanęty i atraktora drapieżnikowego - to podstawa sukcesu. Wystarczy później co pewien czas poruszać naszą przynęta nad zanęconym miejscem - jeżeli pojawi się większy okoń, bez wątpienia zaatakuje!


 

    

Oto dwa aromaty drapieżnikowe, które stosuje do sesji 'okoniowych'. Pierwszy to wabiący drapieżniki, drugi zaś to ekstrakt z dendrobeny, w kolorze czerwonym. Barwa jest tu bardzo ważna, okoń reaguje wyśmienicie na kolor czerwony właśnie.

 

 



Zestaw tyczkowy składał się ze spławika 0.3 grama, żyłki 0.13 mm i haka nr 18, wszystko to dopasowane najdelikatniejszego z amortyzatorów pustych z Drennana. Był to zestaw na wszystko, gdyż nęciłem też pelletami i spreparowanym chlebem tostowym. Oprócz okoni są tam leszcze i płoć, nie chciałem więc im odpuszczać. Moj drugi zestaw był już okoniowy. Składał się ze spławika typu dibber, mocniejszej żyłki 0.16 mm i większego haka nr 14, dopasowanego do użycia połówki rosówki. Był to zestaw na garbusa, który nie przejmuje się grubością żyłki i wielkością haka…



Technika takiego łowienia garbusów polega na umieszczeniu sporej ilości białych robaków i siekanej dendrobeny w jednym miejscu, i częstym podnoszeniu zestawu z rosówką. Jeżeli pojawia sie tam okoń, na pewno jego instynkt łowcy sprawi, że ryba zaatakuje przynętę. Wielu wędkarzy ignoruje fakt, jakim jest ruch przy połowie okoni. Podnoszenie lub wręcz ‘jigowanie’ przynętą daje znacznie więcej brań! Jeżeli łowi się na zestaw ze statycznym, większym spławikiem, warto co jakiś czas lekko go przesunąć. Daje to dodatkowe brania, ruch na dnie to coś, co okoń świetnie lokalizuje!

 

Można również dodać zanęty do takiego miksu siekanej dendrobeny i białych robaków, gdyż obecność drobnicy wabi świetnie większe garbusy. Nie używam ochotki ani dżokersa, nie bawię się też w bardzo delikatne zestawy tyczkowe, gdyż interesuje mnie raczej większa ryba.

Początek sesji to wygruntowanie i sprawdzenie łowiska. Wytypowałem miejsce pod zestaw tyczkowy, jak również pod zestaw z bobberem. Pierwsze nęcenie kubkiem zanętowym to miks chleba tostowego, pelletów 2 mm i białych robaków. Pod bobbera użyłem natomiast garści dendrobeny, pociętej nożyczkami na kawałki 1-2 cm, oraz sporej garści białych w kolorze czerwonym. Używam tylko tego koloru na okonia. Wszystko doprawiłem aromatem drapieżnikowym firmy Dynamite Baits.


Na zestawie tyczkowym dość szybko pojawiły sie brania. O dziwo, na jednego bialego robaka i delikatny zestaw, złowilem dużego okonia, około 35 cm!  Pojawił się też leszcz w granicach 30 cm. Brania nie były częste, ale były, stale donęcanie pomagało. Po jakimś czasie bobber zaczął lekko płynąć, co oznaczało, że ryba ma przynętę w pysku. Kolejny piękny okoń 30+ wylądował w podbieraku.

 

Sesja przebiegała dość równo, na tyczce, jako ciekawostka zaciąłęm szczupaka poniżej 40 cm. Miał on w pysku aż 6 małych płotek! Łapczywy połakomił się jeszcze na dwa białe robaki na delikatnym zestawie. Zapięty w kąciku nie zdołał przegryźć żyłki. 

 

 

Szczupakowy przyłów to częsta rzecz podczas okoniowych sesji.

 



Po 13 tej zaczął mi doskwierać bol głowy i poczułem się źle - wpłynęło to na przebieg sesji, gdyż straciłem zapał. Brania ustały, i powinienem zanęcić kolejną linię pod spławik, jednak najzwyczajniej w świecie nie miałem energii.
Bobber w międzyczasie dał kolejnego ładnego okonia, tym razem powyzej 25 cm. Pod koniec dnia tyczka znowu ożyła, złowiłem kilka okoni, leszczy i płoć. Na zestaw ze spławikiem dibber i 'skaczącą' rosówkę złowiłem kolejnego większego okonia. 

 

 

Jeden z okoni złowionych na bobbera, spławik do przystawki gruntowej... 

 

 

Największy z garbusów - 35 cm, złowiony na tyczkę i jednego białego robaka.



Koniec sesji to sześć okoni powyżej 25 cm, w tym dwa w granicach 33-35 cm, kilka leszczy i płotek, przyłowem był wspomniany szczupak. Na pewno ryba nie żerowała tak intensywnie jakbym sobie tego życzył, myślę też, że popełniłem błąd, nie łowiąc na drugiej linii tyczką, nęcąc ją tylko chlebem pod leszcza. Niestety bol głowy sprawiał, że sesja stawała się męczarnią i nie miałem wielkiej przyjemności z łowienia.

Najgorszy był finał, czyli poślizgnięcie się i złamanie jednego z elementow tyczki. I tak w żuciu bywa...

Po raz kolejny jednak udało się złowić duże okonie, co potwierdza skuteczność tej taktyki. Nie było okazów powyżej 40 cm co prawda, ale jestem pewien, że w inny dzień można połowić tam takie właśnie garbusy. Szkoda, że kanał objęty jest sezonem zamkniętym. Nastepna sesja dopiero w w czerwcu - tym razem za linem i leszczem!