POCZĄTEK ZIMY NA MILTON LAKE

Pogoda w listopadzie nie była w tym roku zachęcająca do łowienia. Paskudne wiatry, deszcze i spadek temperatury do zera nie skłaniały mnie do wyprawy nad wodę, do tego jeszcze przypętało się jakieś choróbsko…

  No i wreszcie dziura w pogodzie – minus dwa w nocy, ale słaby wiatr i do 6 stopni w dzień. Idealna pogoda na wyprawę na Milton Lake, pouganiać się za płocią, okoniem i może jakimś bonusowym linem lub karasiem…

 

Pojawiłem się nad wodą o 8 rano. W nocy było leciutko poniżej zera, woda w zbiornikach do płukania podbieraków miała warstwę lodu na powierzchni, ale jezioro nie było zamarznięte – dobry znak! Mocnym szokiem były lilie. O tej porze roku nie powinno ich w ogóle być – a tu jeszcze rosły w najlepsze! Mrozy przyszły co najmniej o miesiąc później!

Łowiłem wagglerem i feederem. Mógłbym łowić tyczką – ale wtedy w grę wchodzi tylko ona – a tak mogę mieć dwa kije, i więcej informacji o rybach. A to dla mnie też dość istotne…

 

Wybrałem sobie miejsce łowienia spławikiem przy trzcinach. To świetna lokalizacja, bo sporo ryb się chroni tam, zwłaszcza gatunki żerujące zimą – płoć, wzdręga i okoń. Ponadto słońce dość mocno świeciło i nagrzewało tę wodę szybciej.

 

juju
Moja podstawowa taktyka zimą to mały podajnik z Prestona, z którego wycinam środkowe żeberko, oraz trzy białe robaki na haku, najlepiej takim jak Margin Carp z Drennana. To łowi wszystko, od płoci i wzdrę, po liny i karpie!

 

Do wyboru miałem kilka podstawowych przynęt zimowych – białe robaki w kolorze czerwonym, dendrobenę, spreparowany chleb tostowy i miks 50/50 do nęcenia. Przy spławiku oczywiście nęciłem mało i często. Do gruntu zaś używałem mojego pickera Garbolino z ultraczułą szczytówką 3/4 oz i małym podajnikiem do Metody z Prestona 30 gram. Przynętą na haku były trzy martwe białe robaki tutaj.

Podstawą takiego łowienia jest nęcenie jednej linii na wagglerze, zaś feederem szukanie ryb w dalszej części zbiornika, na 20,30, 40 metrach. O ile płoć i okoń podchodzą w nęcone miejsca, to innych ryb trzeba szukać, podstawiając im przynętę pod nos. Pytanie tylko gdzie siedzą ryby? Na środku, w jakiś dołkach, a może przy obumierających liliach? Czy może przy irysach, bliżej brzegu, gdzie woda nagrzewa się najszybciej?

Postanowiłem feederem więc sprawdzać po kolei różne miejsca, wpierw to bliżej brzegu, 3-4 metry od irysów i około 10 metrów od pomostu na którym łowiłem.

 

Spławik dał szybko brania, były dość delikatne i nie mogłem kilku początkowych zaciąć. Robaki były nienaruszone – tak więc na pewno były to małe okonie. Choć wielu wędkarzy uważa je za ‚głupie’ i połykające głęboko – to przy czułym zestawie wagglerowym wcale nie zacina się je łatwo. Ja unikam czekania, staram się być szybki, w ten sposób każda ryba zapiętą jest za górną wargę, nie muszę używać wypychacza, zaś same okonie nie ponoszą żadnego szwanku.

Po kilku braniach wreszcie ryba – jak się okazało mały, ponad 10 cm okonek… I tak łowiłem je, jeden za drugim. Zazwyczaj miały z 15 cm. Po około godzinie miałem branie na Metodzie – i poczułem silnie walcząca rybę, aczkolwiek  niezbyt dużą. Była nią ładna wzdręga 28 cm… Wiedziałem jednak, że one się przemieszczają, więc nie wiązałem nadziei z tym miejscem, domyślałem się, że brań może tam nie być wcale dużo. I tak też się stało. Po godzinie więc przerzuciłem zestaw około 20 metrów na wprost, kilka metrów od lilii. Łowiąc zimą podajnik do Metody leży w wodzie nie krócej niż 20 minut, zazwyczaj do pół godziny. Nie nęcę mocno, gdyz nie daje to efektu, po prostu rzucam zestaw i obserwuję szczytówkę czekając na drgnięcia, wskazujące na obecność ryb. Jeżeli takowe są, po 20 minutach lokuję tam kolejne podajniki…

 

dret

 

 

Po kilku godzinach miałem na rozkładzie kilkanaście okoni i jedna wzdręgę. O dziwo nie łowiłem płoci! Żałowałem bardzo, że zapomniałem o konopiach… Ale około godziny 13 tej zaciąłem wreszcie coś silniejszego niż okoń. Lin, karaś? Po chwili moim oczom ukazała się charakterystyczna sylwetka płoci. Wow, ale duża! Miała prawie 36 cm, to już naprawdę okaz. Wiedziałem, że lepsze brania zaczną się po 15 tej, wtedy robi się ciemniej, słońce chowa się za drzewami i ryba rusza do ‚ataku’. Było teraz podobnie. Na Metodzie miałem ładne branie – i piękna płoć 30 cm wylądowała w podbieraku. Na spławiku zaś łowiłem już większe okonie – do 20 cm, pojawiły się też płocie i wzdręga – 25 cm. Niestety nie udało się złowić ani lina ani karasia…

 

O godzinie 16 tej zakończyłem moją siedmiogodzinną sesję. Jej wynikiem było ponad 30 okoni, piękne płocie – 36 i 30 cm i dwie wzdręgi 28 i 25 cm, kilka mniejszych płotek na dodatek. Było co robić, było sporo brań na spławiku, Metoda zaś spokojnie – zaledwie 3 brania i dwie ryby. Na koniec dnia wiedziałem, że mogłem spróbować Metody na 40 metrach, prawdopodobnie tam schroniły się karasi i liny. No cóż… Te lilie mocno mnie zmyliły. Następnym razem zmienię taktykę.

dret2
Taka płoć cieszy bardziej niż karp 10 kilo!

 

Z przynęt najlepszy był biały robak. W ogóle nie działały ekspandery ani pellety, podobnie jak chleb tostowy. Kto wie czy na takie łowienie nie wystarczyłoby pół litra białych, zamiast Metody mogłem używać koszyka do białych robaków…

Jak na pierwszą zimową sesję w tym roku – wynik był zadowalający. Sezon zimowy uważam za otwarty!