Sport w PZW, czyli jak działacze przejadają nasze pieniądze

  Nie wiem czy zastanawialiście się kiedyś, skąd bierze się słaba kondycja polskiego wędkarstwa, dlaczego mamy słabe wody, nieżyciowe przepisy... Przyczyn jest wiele, jednak główną z nich jest ilość działaczy w PZW i przerośnięte komisje, w których zasiadają działacze, biorący dobre pieniądze za to że ...zasiadają. Sam Zarząd Główny to kilkadziesiąt osób, nie wiem , jak można w ogóle zarządzać czymkolwiek w taki sposób. Rady spółek to zazwyczaj kilka do kilkunastu osób, w PZW musi to być armia. Pytanie, czym ta armia zarządza? Jedną z rzeczy jest sport.

  PZW nie jest i nie było stowarzyszeniem sportowym, nawet wtedy, kiedy za takie postanowiło się uważać, wyciągając rękę po pieniądze z Ministerstwa Sportu. Nie wiem w ogóle, czy możemy się określać jako sportowcy, jest to dość ryzykowne stwierdzenie. Wędkarstwo to swoisty rodzaj myślistwa, sport zaś to wg Wikipedii – forma aktywności człowieka, mająca na celu doskonalenie sprawności fizycznych lub psychicznych w ramach współzawodnictwa, indywidualnie lub zbiorowo, według reguł umownych. Mniejsza z resztą o definicję - wątpię, aby wędkarze uznawali siebie za sportowców, to trochę jakby działkowicze też nimi byli. Sport wyczynowy to zaś – forma działalności człowieka, podejmowana dobrowolnie w drodze rywalizacji dla uzyskania maksymalnych wyników sportowych - i tutaj można bardziej domyślać się, że wszelkie zawody i ich startujący - czy to mistrzostwa okręgu czy Polski w danej 'dyscyplinie' temu podlegają. Ilu jednak jest startujących? No właśnie, ich liczba nie przekracza 1% ogólnej liczby członków PZW. O czym więc tu mowa? 

Niestety - mamy do czynienia z sytuacją, gdzie PZW jest związkiem, który istnieje nie wiadomo dlaczego w takiej akurat formie. Oto wybrane rzeczy ze statutu PZW - 
§ 1 Polski Związek Wędkarski (...) jest dobrowolnym, samorządnym stowarzyszeniem miłośników wędkarstwa i sportu wędkarskiego, kontynuatorem tradycji zorganizowanego wędkarstwa w Polsce. I dalej § 6 Celem Związku jest organizowanie i promowanie wędkarstwa, rekreacji, sportu wędkarskiego, użytkowanie i ochrona wód, działanie na rzecz ochrony przyrody, edukacja i kształtowanie etyki wędkarskiej oraz upowszechnianie wiedzy o warunkach ochrony i połowu ryb
 
  Jak więc widać już w samym statucie wpisany jest 'sport'. Pytanie brzmi jednak, czy dla niecałego 1% 'sportowców' warto aby struktury PZW nadymać do takiego stanu? Bo przecież tą obsługa zajmuje się sztab ludzi, w kapitanatach, komisjach, okręgach... Już sam fakt istnienia dyscypliny jaką jest wędkarstwo rzutowe daje wiele do myślenia. Jeżeli płaci za to Ministerstwo Sportu, wszystko wygląda ładnie i pięknie. A jeżeli płaci za to szeregowy wędkarz? No właśnie, tu jest pies pogrzebany!

  Podstawowym zadaniem władz związku jest znów zacytuję statut - organizowanie i promowanie wędkarstwa, rekreacji, sportu wędkarskiego, użytkowanie i ochrona wód, działanie na rzecz ochrony przyrody, edukacja i kształtowanie etyki wędkarskiej oraz upowszechnianie wiedzy o warunkach ochrony i połowu ryb. Według mnie nie wypełnia się tu podstawowych założeń, w dodatku myśląc zdroworozsądkowo - Zadaniem PZW musi być spełnianie oczekiwań jego członków. Takim jest przede wszystkim zapewnienie rybnych łowisk! Tutaj tego najwyraźniej nie ma. Rybackie sieci na wodach PZW, lub rażące naruszenie interesów wędkarzy przez instalowanie ekipy rybackiej na Zalewie Zegrzyńskim dodatkowo pokazują, że władze związek za nic mają statut, ewentualnie interpretują go pod siebie. 

Do czego nam jest potrzebny sport wędkarski? Zadajmy sobie głośno to pytanie. Co nam da szkolenie młodzieży w wędkarstwie rzutowym na boiskach czy stadionach, jak przełoży się to na polepszenie stanu wód wielki wysiłek w organizacji imprez w wędkarstwie spławikowym? Dodajmy, że tutaj, przez brak komercjalizacji, zawody wszelkiej maści to głównie walka o tytuły, ewentualnie jakieś nagrody rzeczowe. Ogólnie rzecz biorąc - nie daje nam to nic. Nawet jeżeli spławikowcy czy kadra muszkarzy zostaną mistrzami świata, sytuacja nad polskimi wodami ani na cal nie zmieni się na lepsze. Wręcz można się pokusić o stwierdzenie, że skupianie się na takich wysiłkach sportowych ciągnie nas jeszcze bardziej na dno, które jest już blisko. Po co nam wszelkie kadry U-15, U-20 czy U-25, seniorzy, kobiety... To wszystko ma mały sens tak naprawdę, zwłaszcza gdy brakuje imprezom najważniejszego - wysokich nagród. Gdyby imprezy takie jak Mistrzostwa Polski organizował przy  udziale PZW jakiś sponsor, który opłacałby wszystko, miałoby to sens. Ale jeżeli za 'sport' maja płacić ci co startują, lub co gorsza ci, którzy wędkarstwo uważają za swoje hobby - to jest tu coś niewłaściwego. Bo wyobraźmy sobie, że kupując rower musimy płacić jakiś podatek na kolarstwo, lub opłacając karnet narciarski, musielibyśmy wyłożyć dodatkowe pieniądze na sport narciarski. Tak więc finansowanie sportu ze składek wszystkich wędkarzy o nie powinno mieć absolutnie w PZW miejsca. Na dodatek stworzona jest armia działaczy, sędziów i różnej maści organizatorów, których trzeba opłacić, i to często bardzo wysoko. Jeżeli stan wód jest tak fatalny - czy ma to w ogóle sens?

 

zawody

Polski wyczyn spławikowy (jak i inne) potrzebuje przede wszystkim zawodów z dobrymi nagrodami finansowymi. Jeżeli będzie o co walczyć, będzie sporo chętnych, sponsorzy zaś będą mogli wtedy zarobić na sprzedaży sprzętu. Obecnie walka jest tylko o tytuły, koszta zaś startów sa bardzo wysokie. Dlatego jest to sport niszowy, cieszący się coraz mniejszą popularnością. 

 

  Panie i Panowie, pod przykrywką sportu w PZW kryją się dość spore pieniądze i etaty, dla wielu działaczy, często nie umiejących nawet łowić ryb. Jako szeregowi członkowie związku musimy płacić za wielką kpinę, którą ktoś nazywa sobie sportem wyczynowym lub kwalifikowanym. Płacimy składki za przetrzebione, zdewastowane wody, ich sporą część przejada machina biurokratyczna PZW. Ktoś mami nas tym, że nasza kolejna ekipa osiągnęła sukces, ale co z tego, skoro nasze wody są fatalne a my nie mamy czego łowić? Zapewniam Was, że sport w PZW może istnieć, ale nie potrzeba tutaj całej tej otoczki. W innych krajach to firmy wędkarskie organizują zawody i one za nie płacą, jak i sami startujący. Nie ma mowy o tym, aby tworzyć jakiegoś molocha organizacyjnego, przeżerającego składki. Dodatkowo trzeba połączyć to z tym, że ZG PZW finansuje się z działalności rybackiej na Mazurach. Tak więc wędkarskie wody grabi rybak, przez co wędkarze z tamtych rejonów mają bardzo słabe łowiska (za które i tak słono płacą), sam zaś związek, aby utrzymać stan posiadania, nie zmienia swej polityki. W tym roku podjęto decyzję o wydaniu wielkich kwot z budżetu PZW na inwestycje rybackie, w tym na takie 'kwiatki' jak fileciarnia i patroszarnia. A może to też jest sport? Filetowanie i patroszenie?

  Nie miejmy złudzeń. W obecnej postaci PZW to czysta maszynka do robienia kasy działaczom. To oni naszym kosztem, tak naszym, żyją jak pączki w maśle, i udają, że coś robią. I z wszelkich sił będą nam udowadniać, że sport jest potrzebny. NIe mają o nim pojęcia, o tym co jest celem skupiania się na nim. Bo czy jest celem sportu wszelkiej maści popularyzacja wędkarstwa?  Na pewno nie, bo  kiedy istnieje szansa na popularyzację feedera, to tworzy się idiotyczny regulamin, wzięty żywcem z mistrzostw świata, który jest tak trudny do zinterpretowania, że sami startujący mają z nim problemy, a co dopiero z sędziującymi? Zamiast zrobić proste zasady (czyli dopuszczenie krótkich zestawów jak Metoda czy też przynęt takich jak pellety czy kulki proteinowe), oraz pomyśleć jak sfinansować nagrody, aby zachęcić ludzi do startów, już na poziomie kół, stworzono kolejną dyscyplinę niszową dla kilkuset nowych wyczynowców, za którą zapłacą wszyscy wędkarze, nie tylko startujący. Sam nakaz robienia mistrzostw okręgowych jest paranoją w takim układzie, gdyż nie będzie wcale wielkiej frekwencji, dobrych nagród, za to będą koszta. Tak to jest w PZW, nie myśli się o rozwoju wędkarstwa wcale, robi się wysokich lotów 'sport', mając brutalnie mówiąc gołą dupę. Tacy ludzie kierują związkiem właśnie, fachowcy od siedmiu boleści. Ale to oni będą później decydować kto będzie w kadrze narodowej, kto będzie trenował. Za kasę oczywiście, dostaną sowite diety za wymyślanie kolejnych głupot...

  Zastanawia mnie, dlaczego tak mało osób to dostrzega. Że jesteśmy oszukiwani i wyzyskiwani przez stado chcących się nachapać działaczy, którzy ściemniają jak mogą, ze to co robią jest potrzebne. Zamiast promować wędkarstwo i robić wszystko aby liczba członków się zwiększała a nie spadała, a przed Polską stoją wielkie problemy związane z demografią, w wędkarstwie też jest już mało młodzieży, mamy wciąż ładowanie pieniędzy w rzeczy, które nie dość że się nam nie opłacają, to przynoszą nam wielkie straty. I nie jestem przeciwko sportowej rywalizacji, bynajmniej. Jestem jak najbardziej za solidnymi rozgrywkami czy to w spławiku, feederze, spinningu czy wędkarstwie muchowym i morskim. Ale niech to będą zawody, gdzie koszty ponosi sponsor, gdzie są oprócz dyplomów i pucharów, nagrody z prawdziwego zdarzenia, zwłaszcza finansowe. To napędzi sport, zachęci ludzi do rywalizacji. Tu jest droga rozwoju, nie zaś poprzez PRLowskie systemy opieki nad sportem. Władze PZW przede wszystkim muszą odciąć się od wszelkiego rybactwa i sieciowania wód, skupić się zaś na tym, aby zaspokajać potrzeby wędkarzy. Nie potrzeba nam działaczy, ale ichtiologów co zaczną badać i naprawiać związkowe wody. Nie potrzeba nam tylu organizatorów zawodów biorących związkową kasę, wystarczy zdać się na firmy i je odpowiednio zachęcić w zainwestowanie w sport, bez machlojek i dziwnych interesów na boku. Najbardziej zaś przydałoby się przewietrzenie w PZW. Bo mam wrażenie, że dopóki związek jest korytem, dopóki stale będą rządzić i kręcić się przy nim ci, co chcą się upaść, zmian nie będzie nigdy. Należy naciskać na likwidację tego koryta właśnie, a jedną z jego postaci jest właśnie sport w PZW. Zapewniam, ze polscy zawodnicy dalej będą świetnie łowić. Bez kapitanatów, komisji i działaczy w garniturach, biorących sowite wynagrodzenia i diety, które ostatni właśnie sobie ZG PZW podniósł, do kwoty 650 złotych. Nie dajmy się sfrajerować, nie płaćmy na sport w PZW!