Węgorz europejski - gatunek zagrożony

 

W najnowszym ‘Angler’s Mail’ z 2 lipca 2013 znajduje się informacja o konferencji na temat sytuacji w jakiej znajduje się populacja węgorza europejskiego. Odbyła się ona niedawno w Londynie i wzięło w niej udział ponad 200 osób. 

 


Węgorz europejski (Anguilla anguilla) jest gatunkiem któremu zagraża całkowite wyginięcie. Szacuje się, że jego populacja zmniejszyła się o 95% w porównaniu do poziomu z lat osiemdziesiątych. Naukowcy nie do końca są pewni co jest tego przyczyną, ale prawdopodobnie zespół warunków – takich jak nadmierne odłowy, zanieczyszczenie, pasożyty, zmiany klimatyczne, naturalni wrogowie.


Naukowcy, ichtiolodzy i rybacy z wielu krajów  zastanawiali się jak powstrzymać tak drastyczny spadek liczby tego gatunku i pomóc mu się odrodzić do ‘bezpiecznej’ ilości. Jak powiedział Andrew Kerr, jeden z organizatorów konferencji – ‘Jednym z naszych największych zadań jest usunięcie przeszkód w UK i wodach europejskich  które uniemożliwiają węgorzowi europejskiemu naturalną migrację, dorastanie i życie w jego naturalnym środowisku’.


W UK węgorz jest objety ochroną, dba się o niego, pomimo iż w niektórych rejonach nadal odławia – ale według ścisłego programu kontroli. Są miasta, które powstały i rozwijały się dzięki węgorzowi – jak na przykład Ely (ta nazwa wywodzi się od węgorza, w języku angielskim eel).

Martwi mnie to jak podchodzi się do węgorza w Polsce. Skoro mowa o tak drastycznym zmniejszeniu się jego populacji, to dlaczego nie robi się praktycznie nic aby powstrzymać jego zagładę? Gdzie są naukowcy, ichtiolodzy, ekolodzy czy obrońcy zwierząt różnej maści? Dlaczego węgorza się odławia cały czas w takich ilościach? Przecież to oczywiste, że nawet program zarybień, skromniejszy coraz bardziej nie jest w stanie zapewnić tego, że dojrzałe sztuki powrócą na tarło do Morza Sargassowego! Węgorz żyje bardzo długo i nie powraca na tarło po kilku latach jak łosoś. Powinien zostać objęty całkowitą ochroną, tak jak na przykład ryś czy żbik. Jego populacja zmniejszyła się przecież tak drastycznie w ciągu trzydziestu bez mała lat, że aż strach pomyśleć co się wydarzy w ciągu kolejnych trzech dziesięcioleci... 


W Polsce niestety nikt nie rozczula się nad tym gatunkiem. Nikt nie przywiązuje się do rybackich łódek, nie pikietuje pod restauracją serwującą węgorza lub nie wysadza punktów sprzedających je wędzone. Raczej wielu kombinuje jak go złowić, złapać, jak najwięcej, sprzedać, uwędzić, usmażyć – zjeść.  Typowo po polsku... Zanosi się na to, że już niedługo będziemy cieszyć się jego obecnością w naszych wodach. Bo ceny larw węgorza pójdą  wkrótce w górę, więc PZW przestanie nim zarybiać.  I w kilka lat odłowi się to co jeszcze pływa. I wtedy zacznie się lament,  szukanie winnych... Pozostaje nadzieja, że na konferencji był ktoś z Polski.  Oczywiście nie z PZW, bo ich takie rzeczy nie interesują. Ochrona jakiegoś gatunku nie przynosi zysku, nie da się kręcić wałków... Puste wody, częste zarybienia głównie gatunkami obcymi  to ich domena. Prezes Grabowski i jego świta są krótkowzroczni jak krety. Mam nadzieję, że ich czas dobiegnie końca na długo zanim węgorz europejski stanie się takim zjawiskiem jak dzisiaj łosoś w Odrze lub Wiśle...

Co możemy zrobić my, zwykłe szare żuczki, aby pomóc węgorzowi? Uważam, że przede wszystkim powinniśmy usunąć go z listy naszych potraw. Bezwzględnie. Wiem, że jest smaczny, a wędzony rozpływa się dosłownie w ustach...  Ale nie musimy go kupować! A wypuszczanie każdej złowionej sztuki to już coś. Nie wymawiajmy się, że 'jak nie ja to ktoś inny go złapie i zje', bo wcale tak być nie musi. Może ten złowiony przez nas okaz powędruje wkrótce w swoją ostatnią podróż na tarło, hen daleko, tam gdzie Sargassowe Morze aby  dać początek tysiącom innym węgorzy? Nie kupując go w restauracjach, smażalniach lub wędzarniach też pomagamy! 


Ponadto mówmy, informujmy innych o sytuacji tej pięknej ryby, o tym, że jest na granicy wyginięcia... Że ilość młodych larw docierających do Europy jest z roku na rok coraz mniejsza, ponieważ dorosłych osobników ruszających na tarło  jest już nie tak dużo jak dawniej... Lobbujmy za wypuszczaniem go po złowieniu, za używaniem haków których może się on łatwo pozbyć (nie stosujmy przy łowieniu wielkich haków z kilkoma grotami). 
Powiedzmy o tym wszystkim naszym rodzicom, przyjaciołom, znajomym. Każdy nasz wkład w ratowanie węgorza europejskiego, nawet najmniejszy, może zdecydować czy przetrwa on nadchodzące lata. Bo na razie matematyka wskazuje, że mu się nie uda...

 

Jest też inny aspekt który wiele pomógłby nam, wędkarzom... Węgorz europejski jest często podstawą rybactwa śródlądowego. To dlatego PZW kupuje jego larwy aby zarybiać nim wody gdzie są chociażby PGRy... Tak więc gdyby zrobić akcję, polegającą na działaniu na rzecz wpisania węgorza na listę gatunków prawnie chronionych - rybacy otrzymaliby potężny cios! Wielu z nich zwinęło by manatki i z rybactwa przestawić by się mogli na hodowlę.  Skoro ekolodzy zablokowali tak wielką, po części rozpoczętą juz inwestycję jak budowa obwodnicy Augustowa (czyli 'Rospuda') - to czy nie dałoby się wywalczyć ochrony dla węgorza? Wysiłek w to włożony mógłby być o wiele mniejszy!

 

Jak na razie węgorz przegrywa walkę z czasem... Jest to ryba długowieczna, która nie rośnie tak szybko jak karp lub lin niestety. W Polsce należy już do rzadkośći - pamiętam ile dawniej można było ich łowić - a ile teraz pojawia się w 'wynikach'. Ale można jeszcze mu pomóc, nie jest jeszcze zbyt późno!