Autor Wątek: Zarzucanie zestawu gruntowego z klipem asc, a żywotność kołowrotka  (Przeczytany 958 razy)

Offline Fan_metody

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 66
  • Reputacja: 2
  • Ulubione metody: gruntówka + sygnalizator
Cześć!

Chcę na ten sezon wykonać klip z drutu dental, który pojawiał się już na forum, ale nurtuje mnie to czy np. zarzucając koszyczkami np. na rzece o większej wadze nie będziemy w jakiś sposób zmniejszali żywotności naszego kołowrotka.
Według mojego rozumowania nawet jest trzymamy wędkę pionowo to część siły kinetycznej idzie żyłką do szpuli z żyłka, czyli osi na której ta szpula się znajduje.
Oczywiście mając sztywniejszy kij, ta siła będzie większa, przy nieco delikatniejszym mniejsza, ale mimo wszystko jakaś siła będzie docierać do naszej osi kołowrotka.
I teraz jeżeli średnio co 15-20 minut zarzucamy po raz kolejny zestaw to w trakcie 8 godzinnego wypadu możemy wykonać nawet 32 wyrzuty. Tyle, że nie uwzględniamy brań itp.
Jakie są wasze opinie na ten temat?
Czy używanie klipa może np. po kilku sezonach zużyć nasz kołowrotek.
Zapraszam do dyskusji.

Offline Andrew126

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 229
  • Reputacja: 18
  • Płeć: Mężczyzna
  • Lokalizacja: Częstochowa
Moim zdaniem nie wpłynie to na żywotność kołowrotka. Poza amortyzacją wędki jest jeszcze elastyczność żyłki.

Offline Tomba

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1 679
  • Reputacja: 292
  • Płeć: Mężczyzna
  • Lokalizacja: Poznań
  • Ulubione metody: method feeder
Prawidłowy zarzut z klipem to elastyczne wyhamowanie przed uderzeniem koszykiem o wodę. Koszyk/podajnik musi się odpowiednio ułożyć na już naciągniętej żyłce podczas wpadania do wody. Siła tego wyhamowania jest mniejsza, niż siła utrzymania większej ryby na wędce, czy nawet przeciągania zestawu przez zarośla.
Tak, że ma mniejszy wpływ na oś kołowrotka, czy też inne jego elementy.
Pozdrawiam,
Tomek

Offline maciek_krk

  • ⚡⚡⚡⚡⚡
  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 7 245
  • Reputacja: 502
  • Płeć: Mężczyzna
  • Lokalizacja: Kraków
  • Ulubione metody: waggler i feeder
Ciekawy temat :)

Jestem zdania, że mechanizm kołowrotka dostaje w tyłek. Masz skokowy przyrost siły/obciążenia gdy żyłka dobija do klipa. Niektórzy producenci oferują klipy ze sprężyną, która ma niby amortyzować te szarpnięcia. Czy to coś daje, a czy to tylko marketingowy chwyt? Cholera wie :)

Tutaj według mnie kluczowe jest pytanie: czy kupujemy kołowrotek żeby łowić, czy po to mieć go na zawsze w fabrycznym stanie?

Ja kompletnie nie zwracam na to uwagi. Dbam o kołowrotki, robię regularne przeglądy i użytkuję je zgodnie z tym do czego zostały stworzone. Służą, a wędkarstwo daje mi frajdę. Czy się zużywają? Jasne!
Pozdrawiam,
Maciek

Offline Tomba

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1 679
  • Reputacja: 292
  • Płeć: Mężczyzna
  • Lokalizacja: Poznań
  • Ulubione metody: method feeder
Bardziej w tyłek dostaje przy siłowym holu ryby albo przy zaciąganiu ciężkiego zestawu, zwłaszcza przez zielsko.
Ale zgadzam się, że kołowrotki są po to, żeby na nie łowić. ;D
Pozdrawiam,
Tomek

Offline Wiecho

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1 551
  • Reputacja: 300
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nie znoszę chamstwa i prostactwa
  • Lokalizacja: Katowice
  • Ulubione metody: waggler i feeder
Kiedy żyłka uderza w klip kabłąk jest otwarty. Zatem nie obciąża to przekładni.  Szarpnięcie za szpulę przenosi się na oś szpuli a dalej na mechanizm posuwu który trzyma oś.  Wszystko zależy od solidności tego mechanizmu bo to on dostaje w kość.
W Daiwie (wyłaczając duże modele jak TDR25 Distance, Cast'izm itp  ) jest to zazwyczaj mechanizm mimośrodowo-krzywkowy czyli tzw "parowóz" . W dużych Daiwach  j.w.  oraz w Shimano od Ultegry w górę jest to mechanizm ślimakowy z wodzikiem. 
Wydaje mi się, że mechanizm typu "parowóz" robi solidniejsze wrażenie i jest bardziej odporny na uderzenia w klip.  W mechaniźmie ślimakowym jest mała karetka z wodzikiem osadzonym na malutkiej tulejce  (lub na łożysku 2x5x2,5) który jeździ po rowkach ślimaka.  Ten maleńki wodzik właśnie obrywa najbardziej.  Myślę, że ten mechanizm posuwu jest delikatniejszy. Wszystko jednak rozbija się o szczegóły jak solidność wykonania i wytrzymałość użytych materiałów.  Tylko praktycy serwisowcy mogą powiedzieć co lepsze ale i oni przecież nie wiedzą jak intensywnie młynek był katowany uderzeniami w klip.
Wiesiek

Offline Boreasz

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 48
  • Reputacja: 9
W Daiwie (wyłaczając duże modele jak TDR25 Distance, Cast'izm itp  ) jest to zazwyczaj mechanizm mimośrodowo-krzywkowy czyli tzw "parowóz" .
A może jest mechanizm jarzmowy (Scotch yoke) ?. Oczywiście w obecnych kołowrotkach, by poprawić precyzję nawoju  z prowadnicą  jarzmem o kształcie esowatym.

Offline Wiecho

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1 551
  • Reputacja: 300
  • Płeć: Mężczyzna
  • Nie znoszę chamstwa i prostactwa
  • Lokalizacja: Katowice
  • Ulubione metody: waggler i feeder
Może jeszcze kilka słów dla początkujących dla zebrania razem informacji na temat amortyzacji uderzenia w klip.  Doświadczeni wedkarze niechaj ten post pominą bo piszę  to co dla nich jasne i oczywiste.
Są tu aż 3 czynniki.:
1. Zyłka (czy też plecionka) w czasie rzutu układa się w łuk większy lub mniejszy zależnie od  sposobu zarzucania, wiatru etc. Kiedy linka blokuje się na klipie koszyk wybiera ten łuk przez co nieco amortyzuje uderzenie
2. Zyłka  w przeciwieństwie do plecionki jest rozciągliwa i jej elastyczność poprawia amortyzację.
3. Pod koniec lotu koszyka ustawiamy wędkę pod kątem 45 i więcej stopni do kierunku rzutu.  Lepiej puścić w tym momencie koniec dolnika i trzymać ją  luźno jedną ręką na wysokości uchwytu kołowrotka. Odpowiednia praca wędką znakomicie amortyzuje szarpnięcie.   
Warto wspomnieć, że  doświadczeni łowcy np Lucjan w końcowej fazie lotu koszyka wychylają kij daleko za siebie. Nawijają potem nadmiar żyłki na kołowrotek. Dzięki temu podczas gwałtownego odjazdu po zacięciu mają czas przygotować się na błyskawiczne zrzucenie żyłki z klipa.  Można jeszcze wspomnieć o klipach na sprężynie czy gumkach na klipie ale w/g mnie odgrywają w amortyzowaniu uderzenia drugorzędną rolę.

Na koniec podkreślę starą prawdę:  najważniejsze jest wyczucie siły rzutu ale to przychodzi z czasem .

Boreasz  Mógłbym podać jeszcze kilka różnych nazw z którymi się spotkałem, ale nie ma potrzeby , chyba wszyscy wiedzą o co chodzi. 
Wiesiek

Offline Boreasz

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 48
  • Reputacja: 9
Nic nowego nie napiszę ale, należy dodać ,że niezależnie od rodzaju mechanizmu  posuwu szpuli, bardzo często element, który znajduje się na końcu osi, jest przykręcony i zabezpieczony klejem do gwintów, i nie bez powodu.
Czasami jest to jedyne miejsce w całym mechanizmie w ten sposób zabezpieczone.
Proszę o tym pamiętać, jeśli ktoś to zdemontował, by później przy montażu zrobić tak samo.

Co do samej techniki rzutu z klipem , napiszę jeszcze , że owszem kij w końcowej fazie rzutu trzymamy w jednej dłoni, ale ręką jest luźna i lekko ugięta w stawie łokciowym, co dodatkowo pochłania nadmiar energii, gdyby się komuś za mocno machło 8) najwyżej wyprostuje nam łapę.

Offline Wonski81

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2 481
  • Reputacja: 821
  • Płeć: Mężczyzna
  • Lokalizacja: Tarnowskie Góry
  • Ulubione metody: method feeder
Ja podzielam zdanie Wieśka. Rzuty na klipie wpływają na swoiste zużycie elementów mechanicznych kołowrotka.
Naprężenie idzie po osi głównej wprost na mechanizm posuwu szpuli. Oczywiście najbardziej cierpią kołowrotki źle dobrane pod względem wielkości (za małe) oraz mechanizmy niedopracowane, z luzami, małą precyzją, bez dodatkowej stabilizacji.

Wg mnie, szczególnie podatne na uszkodzenia są mechanizmy posuwu szpuli na wałku ślimakowym i szczątkowym zbieraku. W wypadku takiego rozwiązania nie ma chyba technicznej możliwości by dodatkowo usztywnić i zabezpieczyć zbierak. Wychylenia boczne nie będą tak straszne, jak szarpnięci w osi przód/tył.
Mechanizmy posuwu szpuli oparte o zębatki i mimośród (z ang. locomotive drive) są tutaj bezpieczniejsze i trwalsze. Dodatkowe bieżnie, prowadnice itp rozwiązania, które stabilizują wodzik/ jarzmo, to dodatkowe zabezpieczenie.
Myślę, że dodatkowe elementy jak klipowanie gumką, odpowiednie operowanie kijem podczas hamowania zestawu i nie przesadzanie z siłą rzutu, potrafią minimalnie ograniczyć szkodliwe dla kołowrotka "szarpnięcia" .

Tak, zdarzyło mi się kilka razy zdiagnozować wyraźne zużycie tych elementów i raczej wynikało bezpośrednio z klipowania. Były to jednak wypadki bardzo intensywnych połowów (zawody) lub ciężkich zestawów i warunków (rzeka). W przeważającej większości wypadków nic złego się nie dzieje, a zużycie niewiele odbiega od normalnego.
Poza tym to jednak kołowrotek, służy do wędkowania i sprawiania radości, więc należy go używać :)
Oczywiście, jak w każdym innym wypadku, można w pewnym stopniu wpłynąć na trwałość i sprawność sprzętu, trochę o niego bardziej zadbać.

Oś główna bywa przykręcona do jarzma/zbieraka/ wodzika bardzo mocno, na dodatek gwinty mogą być zabezpieczone klejem. Bywa, że te elementy są skręcone dość luźno, albo wcale (np Okuma i "zawleczka").
Ktoś zadał sobie tyle trudu by to okręcać i potem znów aplikować klej na gwinty?
Czy może raczej został tam ustawiony odpowiedni kąt i pomyślano o tym by tak pozostało? ;)
Pod rozwagę, szczególnie w Daiwach.
Czesiek

Offline Fan_metody

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 66
  • Reputacja: 2
  • Ulubione metody: gruntówka + sygnalizator
Bardzo dużą rolę odgrywa siła wyrzutu naszego koszyczka, myślę, że rzuty doświadczonych wędkarzy mogą się pokrywać z dystansem na klipie, gdzie można zminimalizować siłę uderzenia do minimum.

Offline Tomba

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1 679
  • Reputacja: 292
  • Płeć: Mężczyzna
  • Lokalizacja: Poznań
  • Ulubione metody: method feeder
I tu masz rację, co opisano też w poprzednich postach. Technika rzutu. Gdy spodziewamy się zetknięcia koszyka z wodą podnosimy wędkę lub odchylamy ją w bok. Amortyzacja wędką i dodatkowo ręką, jedną swobodnie trzymającą wędkę a nie dwoma trzymającymi ją kurczowo. Wiesiek pisze 45 o, ja się staram odchylić na 90 o. Luk nawet bardziej do tyłu. Błędem jest ustawienie wędki równolegle do wysuwania się żyłki. Wtedy możemy mieć szarpnięcie, które daje popalić osi kołowrotka i elementom z nią współpracującym. W ekstremalnych sytuacjach nawet możne dojść do zerwania żyłki.
Oczywiście ważna jest ocena, kiedy koszyk wpadnie do wody i dobranie siły rzutu tak, aby podnieść wędkę tuż przed tym, zanim żyłka dojdzie do klipa a koszyk wpadnie do wody. Wbrew pozorom nie jest to tak bardzo trudne. Przy którymś kolejnym rzucie :P
Pozdrawiam,
Tomek