Autor Wątek: Instytut Rybactwa Śródlądowego - czy naukowcy rozumieją wędkarzy?  (Przeczytany 181451 razy)

Offline Luk

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 18 578
  • Reputacja: 1611
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wędkarstwo rządzi!
  • Lokalizacja: Newark
Rozmowy o IRŚ powodowały małą burzę w kilku wątkach, i zazwyczaj miały charakter mocnej wymiany  zdań kilku forumowiczów, z których jeden jest pracownikiem tejże instytucji.

Sytuacja w Polsce jest dość dziwna. Praktycznie we wszystkich okręgach PZW zasobność wód określana przez wędkarzy zazwyczaj oscyluje od słabej do fatalnej. Frustracja łowiących jest ogromna, wydaje się, że z każdym rokiem przybywa niezadowolonych. W dziwny sposób, PZW, które działa w sposób 'partyjny', otrzymało jakby mandat od państwa i prezentuje wędkarzy w Polsce. Ich wody właśnie są w najgorszym stanie - wnioskować można więc, że wędkarze są przyczyną degradacji zbiorników wodnych. Jednak i wody spółek rybackich w wielu miejscowościach wcale nie oferują czegoś więcej, o rybę tam po prostu trudno.

Naukowe wsparcie 'rybactwa' lub działalności rybackiej w Polsce, pełni Instytut Rybactwa Śródlądowego im.S.Sakowicza w Olsztynie. Jest to instytucja państwowa, podlegająca pod Ministerstwo Rolnictwa. Jest to jednostka badawczo-rozwojowa, jednym z jej zadań jest współdziałanie z jednostkami administracyjnymi i gospodarczymi (Wikipedia).
Wstępne przeglądanie publikacji IRŚ (http://zs.infish.com.pl/) pozwoliło mi zauważyć, że pracownicy instytutu nie są zorientowani wcale dobrze w tym, jak wygląda polskie wędkarstwo i jakie są jego tendencje. Jest kilka prac odnośnie złap i wypuść itp. aczkolwiek temat jest dość słabo rozpoznany. Wiele rzeczy znajdujących się w pracach dotyczących  wędkarstwa pochodzi od brytyjskich ichtiologów, i na podstawie ich prac formułowane są pewne wnioski. Nawet pisze się o Izaaku Waltonie, co wydaje się trochę taką 'zapchajdziurą' - albowiem prekursor wędkarstwa i jego praca 'The Compleat Angler' (wydana trochę dawno - w 1653 roku) nie wnosi wiele do polskiej sytuacji nad wodą :D

Okazuje się więc, że IRŚ tak naprawdę niewiele wie o wędkarzach. Analizy rejestrów połowowych to jedno, jednak tendencje jakie cechują polskie wędkarstwo to już inna sprawa. Skoro wędkujących osób w Polsce jest około półtorej miliona, z czego połowa w miarę regularnie, to czy nie powinno się znać problemów wędkarstwa dość dobrze? Prac dotyczących spółek rybackich jest wiele, poświęconych ich wynikom, problemom etc., samego wędkarstwa prawie w ogóle. Jeżeli więc wędkarstwo jest formą rybactwa - to czy taka instytucja jak IRŚ nie powinna mieć o wiele lepszego rozeznania w tym jak ono wygląda? Podam prosty przykład - karpiarstwo. Jeden z najszybciej rozwijających się 'kierunków', gromadzi coraz większe rzesze łowiących. Karpiarze stosują zasadę 'złap i wypuść' i chcą po prostu łowić karpie - zwłaszcza te większe. W UK, skąd moda ta przywędrowała, łowisk karpiowych jest mnóstwo, ryba ta zaś jest praktycznie wszędzie, pomimo, że się nie rozmnaża. Wpływ karpia na zbiorniki jest znany, jego obecność w większej ilości działa niekorzystnie na inne gatunki i jest przyczyną zmiany charakteru danej wody (zanik roślinności na przykład - co utrudnia tarło innych gatunków). Tak więc nacisk na karpia w Polsce będzie coraz większy, warto więc umieć przewidzieć pewne kierunki.

Inną rzeczą jest samo zadowolenie wędkarzy. Mieszkając w takim kraju jak UK, widzę, że  nie narzeka się na sytuację wędkarską w ogóle, ryby po prostu są. Może są jakieś problemiki, ale w skali polskiej są one minimalne. W Polsce natomiast jest wielkie niezadowolenie - i to najwyraźniej pokazuje, że polski model korzystania z wód w ujęciu rybackim jest daleki od doskonałości. Brakuje ryb, wędkarze są rozgoryczeni... Sami rybacy nie mają wcale dobrze, i można powiedzieć, że egzystują, mając male zyski lub operując nawet ze stratami.

Oczywiście nie zamierzam winić za zaistniałą sytuację w Polsce IRŚ, ale sam komentarz Kotwica, który zarzucił nam, forumowiczom, to, że bierzemy ryby bez umiaru, chcemy, zadamy, i tak dalej wskazywał, ze nie ma on bladego pojęcia kim jesteśmy, co robimy i czego chcemy. A ja zakładam, ze sam Kotwic jest najlepiej zorientowanym w wędkarstwie pracownikiem instytutu... :D

Czy uważacie, że IRŚ wykonuje swoje zadanie dobrze? Czy nie macie podobnie jak ja wrażenia, że 'chłopaki' po prostu nie rozumieją  wędkarzy? Ja wywnioskowałem z wcześniejszych dyskusji, że trudno robić coś dla wędkarzy, skoro się ich nie rozumie. Oczywiście, był argument 'zlećcie nam badania' - ale czy to naprawdę jest rozwiązanie na to, aby łowiska były lepsze? Dla mnie 'leczenie' to nie tylko walka ze skutkami, to walka ze źródłem problemów, zapobieganie. Skoro więc nie zna się dobrze przyczyn, na dodatek nie ma rozeznania w nadchodzących 'modach' i trendach - tacy naukowcy IRŚ zawsze będą 'do tyłu'. Czy nie czas na to, aby IRŚ zaczął mocniej 'badać' wędkarstwo? Czy nie powinno to należeć do zadań statutowych instytutu?  Mam nadzieję, że nadzór Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie jest tutaj problemem...
Lucjan

Grendziu

  • Gość
A ja myślę, że IRŚ i operaty robione przez naukowców są zależne ze sobą łącznie z RZGW tylko po co, patrząc oczami wędkarza?

Jeśli podzielimy wodę wg kategorii na: wody stojące  (stawy, jeziora w  prywatnych rekach z możliwością sprzedaży) i wody płynące (jeziora, rzeki, zbiorniki retencyjne itd)które należą do Państwa, bo nie można ich sprzedać, to tymi drugimi z automatu zarządza Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej.

RZGW ma obowiązek zgłosić daną wodę do przetargu i wydać go w dzierżawę, prawo pierwszeństwa dysponują aktualni dzierżawcy np. spółki rybackie, stowarzyszenia itd. Aby przedłużyć dzierżawę lub przystąpić do wydzierżawienia danego akwenu np. jeziora musimy przed przystąpieniem do przetargu wykonać operat w którym to zawarte będą informację w jaki sposób będziemy użytkować daną wodę, jak będą wyglądać odłowy, zarybienia itd. przez kolejne 10 lat - bez tego nie przystąpimy do przetargu, nawet jak przegramy to jesteśmy w plecy na starcie kilka tysięcy zł ( PARADOKS nr 1).

Dla urzędnika RZGW operat taki to świętość, pracownik RZGW musi być przy każdy zarybieniu aby sprawdzić czy czasami nie wpuścimy za dużo ryb lub takie które nie są zawarte w operacie (PARADOKS nr 2) - (jak można przewidzieć ile można wpuścić ryb do zbiornika x nie znając szczegółowo danych przed zarybieniem, nie badając presji wędkarskiej i rybackiej na jakiej podstawie są brane dane empiryczne akwenów?)

Po co jest PZW? Ano po to, że jeśli rybak nie weźmie danej wody czy jakieś stowarzyszenie wędkarskie lub inne to woda oddawana jest w opiekę danego okręgu PZW, który ma się daną wodą opiekować, jak się PZW opiekuję takimi wodami, doskonale wszyscy wiemy (PARADOKS nr3)

Wg aktualnych wytycznych musimy mieć tzw dość duże środki finansowe przy wydzierżawieniu wody, ponieważ RZGW robi blokadę środków za czynsz dzierżawny na koncie za cały okres trwania dzierżawy (10lat) (zamiast zarybić maksymalnie w pierwszym roku wodę już mamy strzał w stopę, bo bardzo duża kasa mimo, że jest nasza, to nie możemy jej ruszyć, obracać ją, pomnażać),RZGW jest decydentem czy może zerwać umowę dzierżawy z nami, czy też nie, oczywiście musi mieć do tego podstawę, RZGW także na dzierżawce może nałożyć karę. RZGW tak na prawdę  krzywdy rybakom nie zrobi, każdy patrzy na wszystko przez różowe okulary. Wędkarzy faktycznie wszyscy mają w pompie, bo od tego jest niby PZW, a wodach PZW poza rzekami typu Odra nie ma za bardzo ryb.

Luk zobacz powiązanie:

IRŚ-RZGW-Ichtiolog-PZW-Rybacy -Wędkarze/działacze w ramach PZW - to wszystko jest od siebie zależne, państwo w państwie, ręka rękę myje, ryb jest coraz mniej ale wszyscy i tak są zadowoleni bo każdy ma prace. Tak naprawdę stan wód czy jest rybny czy nie interesuję tylko rybaków, bo oni z czegoś muszą żyć.

Wędkarz jest tam osobnikiem zbędnym, przeszkadza, wiadomo, opłaca jakieś tam składki czy do PZW czy gospodarstwom rybackim, ale Ci drudzy niekoniecznie za wędkarzami przepadają, bo muszą ich jakoś pilnować, czasami jest tak, że jak ryba "idzie" na wędkę, to przy ogromnej presji wędkarskiej w kilkanaście dni można na wodzie zrobić niesamowite spustoszenie. Nie ma etycznych wędkarzy i rybaków (no kilka procent jest ale to za mało)

Moim skromnym zdaniem albo to wszystko należałoby .... bam, bam, bam :) i zbudować od nowa, albo jedynym wyjściem są stowarzyszenie wędkarskie, które będą opiekować się własnymi wodami. To drugie niestety jest bardzo trudne do zrealizowania a przede wszystkim do upilnowania, także mało rentowne dla przedsiębiorcy gdyby ktoś chciał zabawić się na wodach RZGW w łowiska specjalne typowo dla wędkarzy.

Odpowiadając na pytanie w tytule:
IRŚ nie będzie chciał rozumieć wędkarza, bo dla niego wędkarz jest szkodnikiem nie mniejszym niż kormoran, a reszta to mydlenie oczu.


grzesiek76

  • Gość
" Wstępne przeglądanie publikacji IRŚ (http://zs.infish.com.pl/) pozwoliło mi zauważyć, że pracownicy instytutu nie są zorientowani wcale dobrze w tym, jak wygląda polskie wędkarstwo i jakie są jego tendencje. Jest kilka prac odnośnie złap i wypuść itp. aczkolwiek temat jest dość słabo rozpoznany.
 Nawet pisze się o Izaaku Waltonie, co wydaje się trochę taką 'zapchajdziurą' - albowiem prekursor wędkarstwa i jego praca 'The Compleat Angler' (wydana trochę dawno - w 1653 roku) nie wnosi wiele do polskiej sytuacji nad wodą :D"

Trochę to dziwne biorąc pod uwagę fakt, że PZW jest największym użytkownikiem wód śródlądowych w Polsce.
"Polski Związek Wędkarski gospodaruje na ponad 218 tys. ha wód. W stosunku do całego areału wód śródlądowych w kraju, w dyspozycji PZW jest około 45% ich powierzchni. PZW użytkuje 66% całej powierzchni wód płynących (rzeki), 84% powierzchni zbiorników zaporowych i 26% ogólnej powierzchni jezior."
( tekst ze strony www.pzw.org.pl )

Izaak Walton. Hehe. Przynajmniej wiemy że IRŚ docenia klasykę w najlepszym wydaniu :)
 

Offline Luk

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 18 578
  • Reputacja: 1611
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wędkarstwo rządzi!
  • Lokalizacja: Newark
Grendziu - pokazałeś bardzo słuszną zależność i paradoksy :D

Myślę, że w Polsce zbyt słabo bierze się pod uwagę ochronę środowiska 'wodnego' - chodzi mi o ryby. Instytucje które wymieniasz nie chcą wcale chronić ryb. System operatów rybackich i blokowanie pieniędzy to dość dziwna praktyka - w polskim wydaniu pustosząca wody. Wcale nie ma co zwalać wszystkiego na samych wędkarzy, bo sam system jest chory.
Ciekawi mnie czy nie powinno się myśleć o jakieś reformie tego systemu, i o możliwości robienia zarybień w innym układzie, również pewnymi gatunkami nadprogramowo, takimi jak lin czy karaś. Obawy o zdegradowanie wody w polskich realiach są już pozbawione sensu - bo wody są słabe już na starcie. Użytkownik wędkarski powinien właśnie otrzymać pomoc, aby móc dobrze zacząć. Może podczas przetargu powinno się właśnie brac pod uwagę 'ochronę środowiska'? Czyli jeżeli jest kilku startujących - to można kierować się znalezieniem najlepszego użytkownika, nie tego co oferuje więcej kasy, lecz daje lepsze warunki pod względem sposobu prowadzenia wody. Zamiast łupienia  w wydaniu rybackim lub wędkarskim a la PZW, możnaby promować dbanie o wodę, czyli górne wymiary ochronne, budowę pomostów etc. Miejscowy samorząd tez mógłby miec cos do powiedzenia w tej sprawie - bo często dzierżawa wody oznacza brak jakichkolwiek korzyści dla gminy...

Jeżeli chodzi tu o IRŚ, to dobrze byłoby móc korzystac z jakiś opracowań, które pozwalały by na robienie 'programu' dla danych zbiorników. Na przykład opróćz zarybień minimalnych, powinno się opiniować wnioski o dodatkowe zarybienia. W takim wypadku możnaby uzyskać zgodę w ciągu miesiąca, dwóch, na dodatkowe wprowadzenie ryby - ponieważ wędkarze odłowili sporo (ryby brały na przykład). W ten sposób można by dbać o równy poziom łowisk. Obecny system to napełnianie - i opróżnianie, napełnianie - i opróżnianie, rok po roku. Wody na jesień są już znacznie mniej ciekawe niż wiosną. Jeżeli dany uzytkownik wykazałby niezadowalające wyniki odłowów - powinien móc dokonać zarybień dodatkowych. Restrykcje powinny obejmować gatunki takie jak karp czy amur, tu powinno się sprawdzać dokładnie co i jak...
Na pewno jakoś tak robią to Czesi, gdyż ryb u nich nie brakuje. Może gdyby łowiska stały się bardziej rybne, ludzie zaczęliby brać mniej?

Zauważcie, że Kotwic nie pokazał nam żadnego z rozwiązań alternatywnych. Stwierdził, że winni są wędkarze - i to wszystko. A tutaj przecież wystarczy pomyśleć - bo skoro kasa na zarybienia jest, a brakuje ryb w wodzie- to dlaczego nie zarybiać więcej? WTF? Przecież to strasznie logiczne. Skoro teraz woda dzierżawiona jest jałowa, to jak zaszkodzić mogą duże zarybienia (nie mówię o karpiu czy amurach - te należy odpowiednio 'dawkować)? Czy nie lepiej mieć problem w postaci zbyt rybnych wód? ;D

Lucjan

Kotwic

  • Gość
Tradycyjnie negatywne podejście do działalności IRŚ. Potoki roszczeń, morze pretensji, rzeka zarzutów. ;D ;D
Chyba stratą czasu byłoby tłumaczenie jak firma działa i co robi.
Może "obrazki" mniej zabolą, gdy się chętni do oglądania znajdą. :)

http://www.infish.com.pl/video/%C5%BCycie-jezior
http://www.infish.com.pl/video/rybacy-z-krainy-jezior

Grendziu

  • Gość
A może źle zadaliśmy pytanie w tytule...  Czy dla naukowców wędkarze to największy szkodnik wód?

Naukowcy wg mnie są po to aby chronić wody czy to się wędkarzom i rybakom podoba czy nie, może nasza świadomość na temat wód nie idzie w parze z badaniami i ochroną wód, bo dla  nich wyrządzamy więcej złego niż dobrego nad wodą swoimi zanętami, brudem, śmieciami które zostawiamy przy i w akwenach.


Cholera wie, pewnie przydałaby się konsultacja i szkolenia oraz wspólne porozumienia, ichtiolodzy muszą nas w jakiś sposób uświadomić jak powinniśmy zachować się nad wodą, ale oni też powinni zrozumieć, że wędkarstwo byłe jest i będzie popularnym hobby w tym kraju i trzeba to wszystko jakoś ze sobą połączyć.

Celowo pomijam rybaków, bo jak patrzę na spółkę Maj to mi się nóż w kieszeni sam otwiera, dziwi mnie tylko, że nikt nie może im nic zrobić, a na narzekaniach o pustostanie wód przez wędkarzy się kończy.

Offline Mosteque

  • Moderator Globalny
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 23 390
  • Reputacja: 1299
  • Płeć: Mężczyzna
  • MFT
  • Lokalizacja: Jaktorów
  • Ulubione metody: method feeder
Na razie to widzę, że naukowcy chronią rybaków i zachowują się, jakby to był niezbędny element przetrwania jezior...
Krwawy Michał

Zaglądali do kufrów, zaglądali do waliz.
Nie zajrzeli do dupy - tam miałem socjalizm.

Offline Jędrula

  • Robinson
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 4 543
  • Reputacja: 338
  • Lokalizacja: Wodzisław Śląski
  • Ulubione metody: method feeder
Na razie to widzę, że naukowcy chronią rybaków i zachowują się, jakby to był niezbędny element przetrwania jezior...


Właśnie też mam takie wrażenie , trochę mnie to martwi ale nie dziwi .

Offline Luk

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 18 578
  • Reputacja: 1611
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wędkarstwo rządzi!
  • Lokalizacja: Newark
Tradycyjnie negatywne podejście do działalności IRŚ. Potoki roszczeń, morze pretensji, rzeka zarzutów. ;D ;D
Chyba stratą czasu byłoby tłumaczenie jak firma działa i co robi.
Może "obrazki" mniej zabolą, gdy się chętni do oglądania znajdą. :)


Kotwic, ja wiem, że czujesz się tu atakowany, ale żałuję, że nie widać z Twojej strony za grosz 'skruchy' lub chociażby chęci zrozumienia takich osób jak my. Po pierwsze sam zabierasz wszystko co łowisz (tak pisałeś), z drugiej strony masz pretensje do wędkarzy, że ogołacają wody. Wody w Polsce są fatalne - mimo to odpowiedzialni są znowu wędkarze. Wszystko co robi IRŚ jest super, nawet decyzja o zarybianiu japońcem była słuszna. A ci podli wędkarze tylko narzekają...

Filmy są OK, ale nie pokazują tak do końca tego, że Niemcy o jeziora dbali, teraz zaś są one zdewastowane. Pomimo, że piszecie prace, to nie ma tam prawdziwych porad co zrobić aby było lepiej, wskazówek. Co ciekawe, to przy wielu rzeczach, cytuje się ichtiologów zachodnich, w tym brytyjskich, jednak wnioski polskich sa odmienne. C&R jest złe, górne wymiary również... Ciekawe, że w UK można jakoś te rzeczy pogodzić.

Powinniśmy wypracować jakiś kompromis, bo chcemy chyba podobnych rzeczy, mam jednak wrażenie, że nie chcesz tego. Prawdopodobnie nie pasuje Ci opcja jaką prezentujemy tutaj, chociażby złap i wypuść, oraz szukanie winnych lub tych co mogą coś zmienić a tego nie robią. Jakby nie było, nie pokazałeś co takiego dobrego robi IRŚ, mamy się domyślać. Jak chcemy czegoś więcej, to Wy zrobicie badania - tak zrozumiałem... Jednak nie o pH wody mi chodzi lub jej żyzność, tylko o coś więcej...
Skoro to takie oczywiste wskaż co IRŚ robi aby poprawić obecną sytuację. Nie chcę tu się kłócić - raczej chciałbym przyznać Ci rację, bo zgoda buduje... :)

Na razie to widzę, że naukowcy chronią rybaków i zachowują się, jakby to był niezbędny element przetrwania jezior...

IRŚ podlega pod Ministerstwo Rolnictwa, a tam siedzą hieny z PSL, układowicze i specjaliści od wałów, którym dorównywała tylko Samoobrona. Oni za bardzo chronić środowiska nie chcą, to jest rolnictwo - a podlega pod nie rybołóstwo. Gdyby IRŚ podlegał pod Ministerstwo Ochrony Środowiska - połowa prac robiona byłaby pod innym kątem. Niestety - jak widać po polskich wodach nie o ochronę środowiska chodzi. Zarybianie gatunkami inwazyjnymi i obcymi, wydajność z hektara, problemy rybaków, hodowla ryb - to są zagadnienia którymi głównie zajmuje się IRŚ. Nie zajmują się ochroną - o którą my tutaj zabiegamy. Jeżeli już, to jest ona na drugim miejscu. 'Pies liże rękę którą go karmi pan' - dlatego tak a nie inaczej wygląda działalność IRŚ. Co istotne, skoro brytyjski ichtiolog nie akceptuje jedzenia karpiowatych, zaś polski jak najbardziej to robi - to pewne różnice są i będą... Ichtiolodzy też w Polsce muszą się zmienić, przynajmniej na tyle, żeby rozumieć pewne rzeczy. Czesi to zrobili jakoś, u nas się wciąż nie udaje.
Lucjan

Kotwic

  • Gość
Naukowcy wg mnie są po to aby chronić wody czy to się wędkarzom i rybakom podoba czy nie, może nasza świadomość na temat wód nie idzie w parze z badaniami i ochroną wód, bo dla  nich wyrządzamy więcej złego niż dobrego nad wodą swoimi zanętami, brudem, śmieciami które zostawiamy przy i w akwenach.

Doskonałe podsumowanie, popieram twój punkt widzenia i podejście. :thumbup: :beer:

Luk, szukasz haka na siłę, i nie jest to hak na ryby, tylko po to by się przyczepić. ;D
Znajdź mi proszę mój wpis, że wszystkie ryby które złowię, to zabieram i zjadam. Podaj to w postaci cytatu, lub nie naciągaj mych słów. :)
Wiele razy pisałem, że ryby łowię, że zabieram, że zjadam. Nigdzie nie podałem, że dotyczy to ryb wszystkich. Nie podałem nawet o których gatunkach mówię, ani też o ilościach. Ale za to wiele razy widziałem, wpisy jaki to straszny jestem, jest tu kilku specjalistów od takiego podejścia, >:O

Pytasz, jakie dałem propozycje by coś zmienić. Dałem, w kilku wątkach pisałem.
Ale tutaj powtórzę: pokazuję, że kłamliwa opinia o "straszliwym" wpływie rybactwa jest tylko ułudą i maskowaniem innych czynników. Piszę krytycznie o wędkarzach by uwypuklić, że ponad 1 000 000 łowców z wędkami ma kolosalny wpływ na to co dzieje się w wodzie, a także straszliwy udział w tym, co zostaje nad wodą.
Może warto dostrzec to, że oczekiwanie (wręcz żądze) wędkarskie, bardzo rozmijają się z gospodarowaniem środowiskiem wodnym i jego zasobami.

Wiele razy też tłumaczyłem, że jednostki takie jak IRŚ nie służą jednej grupie, np: rybacy lub wędkarze, lecz funkcjonują niezależnie od w/w grup. Naukowcy prowadzą badania, by uzyskać dane, znaleźć rozwiązanie problemu, opisać zagadnienie.
W żaden sposób nie jest celem uszczęśliwianie konkretnej grupy, bo to bzdura.
Zauważyć można, że ci co są zaangażowani w gospodarowanie rybackie, uczestniczą w konferencjach naukowych, wykorzystują do pracy publikacje, czerpią wiedzę i wdrażają opracowania. :bravo:
Natomiast, jest wielka rzesza odpornych na "wiedzę", takich którzy mają tylko pretensje, którzy żądają, którzy nie mając argumentów podważają zdanie innych. Z tym jest problem. To utrudnia dyskusję lub ustawia ją na przegranej (przekrzyczanej) pozycji.

Wielokrotnie pisałem, że ichtiolodzy, IRŚ nie są przeciwko wędkarzom. Oni robią swoje, tak jak to zaplanowali lub jakie mają potrzeby. To, że wędkarze żądają czegoś innego, nie oznacza, że wszyscy rzucą się realizować te cele, skoro owe instytucje nie są do tego powołane, lub nie jest to w ich kompetencjach.

Grendziu

  • Gość
Luk a może Kotwic nie chce nas wędkarzy nad wodą, bo to  my jesteśmy największymi szkodnikami? (żart)

Co do C&R - pisaliśmy o tym wielokrotnie, etycznych wędkarzy jest mało, można zabierać ryby, ale z umiarem, tak aby nie zachwiać równowagą na akwenach, niestety tak nie jest, ale dobrze że o tym się mówi, pisze i tworzy filmy :)

Myślę, że oni mimo wszystko widzą więcej, Kotwic za filmiki duży :thumbup: jeszcze ze dwa takie filmy i w nowym życiu zostanę rybakiem a już na pewno ichtiologiem :)

Gdyby wszystko było takie etyczne jak w filmie to chyba sam przestałbym dalej wędkować, ale to co Lucjan piszę to też prawda niestety.

Do mnie liczby przemawiają:

Rocznie- 2,2tyś ton odławiają rybacy, 5tyś ton wędkarze, 10tyś ton kormorany - pytanie do Kotwica, dlaczego nikt nie zmieni ustawy na temat populacji kormoranów jeśli faktycznie aż takie robią spustoszenie, przecież to nie jest już ptak chroniony tylko plaga z którą trzeba walczyć i jakoś to trzeba regulować >:O

Kotwic

  • Gość
Rocznie- 2,2tyś ton odławiają rybacy, 5tyś ton wędkarze, 10tyś ton kormorany - pytanie do Kotwica, dlaczego nikt nie zmieni ustawy na temat populacji kormoranów jeśli faktycznie aż takie robią spustoszenie, przecież to nie jest już ptak chroniony tylko plaga z którą trzeba walczyć i jakoś to trzeba regulować >:O

Chyba najlepiej sytuacje porównać do cytatu ze znanego filmu, a słowa brzmiały: "Burdello bum bum" ;)

Kormoran to ptak chroniony prawem, ale też zawziętością ekologów i ekoterrorystów ;D
Minęło już kilka lat od momentu gdy kilkukrotnie krzykiem i liczbami próbowaliśmy opracować "Strategię zarządzania populacją kormorana czarnego w Polsce". Dokument utknął gdzieś w odmętach biur nieznanych (poziom ministerialny - prawdopodobnie).
IRŚ regularnie od prawie 10 lat zajmuje się problematyką kormoranów, piszę artykuły, bierzemy udział w konferencjach, szkoleniach itp. Tyle możemy zrobić, ale sami nie zmienimy prawa, to nie jest nasza kompetencja.

Grendziu

  • Gość
PSL powinien wam pomóc w walce z "zielonymi"  w takim przypadku bez rozpętania kolejnej wojny światowej :P

No ale jak to oni, lepiej siedzieć cicho niż wychodzić i wychylać się przed szereg.

Czyli znów zaczynamy pracę u podstaw, czyli budzenie świadomości wśród rzeszy naszej ludzkości wszechwiedzącej, która jest niestety odporna na wiedze >:O

No i może docelowo za kolejne 30/40 lat jak będzie więcej kormoranów jak ryb w wodach (nie sądzę, bo środowisko naturalne to wszystko unormuję prędzej czy później samo w sobie) to ktoś do góry pozwoli na regulację tego pasożyta :'(

Offline Luk

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 18 578
  • Reputacja: 1611
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wędkarstwo rządzi!
  • Lokalizacja: Newark
Kotwic, mi nie chodzi o to aby się przyczepić, ale op to aby się nie przyczepić :)

Ktoś musi zadawać pytania i szukać odpowiedzi... Nie przypominam sobie abyś kiedykolwiek odpowiedział bezpośrednio na prośbę o wskazanie tego co robicie takiego co wpływa na znaczącą poprawę sytuacji w Polsce. Bądźmy tez realistami - jaki IRŚ nie jesteście od pilnowania równowagi w polskich wodach, ponieważ takowej nie ma od dłuższego czasu. Gdybyście to robili, to by była, podobnie jak nigdy nie wprowadzano by karasia srebrzystego do wód. No chyba, że w tym kraju się nie liczy nikt z naukowcami... :D Wiemy jednak, że tak nie jest, ponieważ rybacy mają wsparcie.

Piszesz, że jest wiele grup które chcą, żądają... Ja się dziwię, bo przecież powinna się liczyć równowaga w wodzie - nie interes wędkarzy czy rybaków. Można rybostan w jakiś sposób zmieniać - ale powinien on być. Jednak jest różnica - bo rybołówstwo to część ogólnie pojmowanego rolnictwa, zaś wędkarstwo jest postrzegane jako obciążenie. Z punktu widzenia ministerstwa rolnictwa tak to może wygląda.
Mnie ciekawi, dlaczego nie opracowano modelu wspólnego korzystania z zasobów wodnych, tak aby ryby były, aby wydajność z hektara była na poziomie takim jak w latach dziewięćdziesiątych. W Polsce jest miejsce i dla rybaków i dla wędkarzy - obydwie grupy powinny przestrzegać tych samych reguł i wspólnie dbać o środowisko naturalne. Tak jednak nie jest - naukowcy zaś wmawiać próbują, że 'ryba jest'.

Kotwic - nie jestem ichtiologiem, nie studiowałem takich kierunków - jednak potrafię łączyć fakty. Karaś srebrzysty, zanikanie karasia pospolitego, kurcząca się populacja lina - nigdzie nie spotkałem żadnych prac naukowców z IRŚ piszących o tym. Fatalne polskie wody na dodatek, masa korupcyjnych układów w PZW, rybacki poker na Mazurach. Gdybyśmy o tym nie dyskutowali tutaj, czy Ty poruszyłbyś takie tematy? I dlaczego nie? :D

Ja nie twierdzę, że IRŚ jest niepotrzebny, lub pracuje tam banda łobuzów :D Bardziej zastanawia mnie dlaczego nie robi się pewnych rzeczy w Polsce które robić się powinno. Powiększające się strefy beztlenowe w jeziorach to jedno, zdewastowane wody to co innego. Kiedyś pisałeś, że rybak na danej wodzie jest potrzebny i działa dla jej pożytku. Zgodzę się z tym. Jednak w Polsce nawet rybak nie dba do końca o swoje wody... Jeden z forumowiczów podał przykład Czech - i to, że tam rybaków nie ma - a piękne łowiska jak najbardziej są... Oczywiście, że można winić tu 'polską' mentalność. Ale nie dotyczy ona wcale wędkarzy tylko :D

Napisałeś:  Naukowcy prowadzą badania, by uzyskać dane, znaleźć rozwiązanie problemu, opisać zagadnienie.W żaden sposób nie jest celem uszczęśliwianie konkretnej grupy, bo to bzdura.

Gdzie jest rozwiązanie problemu??? Widziałem dane, widziałem opisanie zagadnienia. Nie widziałem rozwiązań. Może nie trzeba tylko samych danych? Może boicie się napisać czegoś, bo byłaby to krytyka przełożonych, osób od których jesteście zależni? Przecież widać, że cały operat rybacki,  zarybienia zgodnie z nim robione(często papierowe), brak właściwych danych (nierzetelne rejestry połowów - zarówno wędkarzy jak i rybaków) plus kłusownictwo i zarybianie na potęgę karpiem i amuram- niszczą polskie wody. Takich wniosków mi brakuje. Bo badanie rejestrów okręgu katowickiego po raz kolejny z rzędu nic nie wnosi. Czytasz takie opracowanie z wypiekami na twarzy? Wątpię...

Ty zaatakowałeś nas, że to przez nas tak wygląda sytuacja w Polsce (dotknęło to wielu forumowiczów) - ja staram się pokazać, że wcale nie jest to takie jednoznaczne, że to nie tylko wędkarze ponoszą odpowiedzialność za stan polskich wód. Nie mam pojęcia, dlaczego nikt nie zmienia RAPRu w Polsce. Czy ma to robić PZW? To przecież tak jakby myśliwy ustalał sobie ile może ustrzelić zwierzyny, którą później sprzedaje. Najłatwiej obwiniać wędkarzy - jednak oni są ostatnim ogniwem, oni płacą za wędkowanie i mają się stosować do pewnych reguł. A te są złe!

Kolejna sytuacja - fundacja Ratuj Ryby. Jakim cudem maja oni patronat naukowy IRŚ nie wiem. Tez nie odpowiedziałeś na to - wyszło na to, że jestem kanalia bo się czepiam. Ale przecież ochrona ryb, ratowanie ich - jakoś w ogóle nie idą w parze z tym co robicie. Czy to coś złego zapytać?


Kotwic, ja szukam rozwiązań, chciałbym aby coś ruszyło z miejsca. Nie zależy mi na kłótniach i sprzeczkach, strasznie mnie one męczą. Ważne aby posuwać się w tym wszystkim do przodu. Wędkarze nie lubią rybaków, ichtiolodzy wędkarzy, a przecież można znaleźć jakieś proste rozwiązania, jak chociażby łowiska 'no kill' w każdym okręgu. Można zadowolić wszystkich, może nie maksymalnie - ale przynajmniej w pewnym stopniu. Warto więc poszukać 'wspólnego mianownika'.

Temat wątku to '(...) czy naukowcy rozumieją wędkarzy? Ja jestem pewien, że nie. Co gorsza nie dostrzegają pewnych trendów docierających do Polski, nie widzą tego, że ryb będzie ubywać, w tym samym tempie, pomimo coraz słabszych wód. Dlaczego nie zapobiegać? Po co 'leczyć'? W waszym wypadku to nawet nie leczenie, tylko 'sekcja zwłok'. O to mi chodzi. No chyba, że wasze badania maja służyć tylko wam, a nie polskiemu społeczeństwu... Zobacz, piszesz o pewnych grupach mających różne żądania, sprzeczne z sobą interesy. Ale przecież PZW dzierżawi większość wód płynących w Polsce! Więc powinno się ich prześwietlać, i to z kilku stron. Nie sądzisz? Zrozum, tacy wędkarze jak my mamy dość już tej bezsilności i tego samego nad wodami. Jak mamy zrobić aby było lepiej? Zlecić Wam badania? Przecież to niczego nie zmieni - ryby ubywa z wiadomych powodów. I nie chodzi o to wcale aby łowić wielkie karpie...

Może napiszesz jak według Ciebie powinno się poprawić stan wód w Polsce? Przyjmujemy, że ryb nie ma... :)

Lucjan

Grendziu

  • Gość
Może napiszesz jak według Ciebie powinno się poprawić stan wód w Polsce? Przyjmujemy, że ryb nie ma... :)

Jeszcze pół roku temu nie odważyłbym się wypowiedzieć w tej sprawie, bo nic o tym nie wiedziałem, chciałem tylko aby w łowisku było więcej ryb,no i nie mam kompetencji aby się wypowiedzieć, bo nie jestem biologiem, ichtiologiem ani naukowcem.

Pytanie jest do Kotwica nie do mnie, ale nie za bardzo podjęliśmy rozmowę  w wątku  grupie PRO RYBY gdzie też przy starcie nad wodą nie było ryb,  więc i może ja spróbuję i rzucę coś swoimi pomysłami, może będą błędne, ale co mi tam zabawie się: (najwyżej Kotwic mnie sprostuję)

1. Kormorany - regulacja populacji ptaków do minimum.
2. Powstrzymanie lub zapobieganie skutków eutrofizacji w wodach np. przy każdej wodzie nakazać rolnikom pas ochronny stworzenie strefy buforowej poprzez zazielenie gruntów rolnych (przy wszystkich wodach nie tylko w NATURZE 2000) do 100-200m od  lustra wody - tak aby zapobiec dostania się do wody jak najmniejszej ilości azotu i fosforu, z tego tytułu rolnik np. otrzymałby wyrównanie w dopłatach na poziomie np 2500/3000zł/ha. Zwolnienie w podatku rolnym.
3. Wprowadzanie obowiązkowo skutecznego monitoringu wód - rejestr połowu ryb dla każdego, wysokie kary za nieprzestrzeganie zasad przyjętych nad wodą.
4. Skuteczna walka z kłusownictwem czytaj także kary dla "wędkarzy" i "rybaków" ( w tym drugim przypadku zabieranie wód przez RZGW w przypadku nie przestrzegania operatów itd itp).
5. Ograniczenie ilości pomostów do minimum nad wodą, stworzenie jak najwięcej naturalnych miejsc do rozmnażania się ryb.
6. Obowiązkowo skanalizowanie wszystkich nieruchomości nad brzegiem wód.
7. Prowadzenie zrównoważonej gospodarki wodnej z zachowaniem rodzimych gatunków ryb w tym lina oraz ograniczenia w zarybianiu rybami karpiowatymi.
8. Edukacja nad wodą np coś w stylu fundacja Ratuj Ryby - a w tym uświadomienie wędkarzom, że nie ilość a jakość zanęty daje wyniki.
9. Wysokie  i skuteczne kary za zanieczyszczanie wód.
10. Gruntowne zmiany RAPRu i PZW.

Przykładów można mnożyć tylko jak je wdrożyć w życie?