Chciałbym odgrzać kotleta... Walczę ostatnio z "doskonale nawiniętą żyłką". Lubię mieć wszystko na tip-top, a dobrze nawinięta żyłka to fundament zdrowego łowienia

Sam próbowałem różnych metod -- na sucho, na mokro, przez ściereczkę, przez książkę, przez palce, przez urządzenie zmontowane z klocków LEGO... Nawijałem ze szpuli na wszelkie możliwe sposoby (przodem, tyłem, bokiem).
I oto moje pytania i spostrzeżenia:
-> Po pierwsze -- na sucho, czy na mokro?

Czy są jakieś racjonalne za/przeciw jednej i drugiej metodzie?
-> Nawijanie przez ściereczkę -- przerabiałem wielokrotnie temat w konfiguracji sucha/mokra żyłka przez mokrą ściereczkę i... Do swojej matchówki kupiłem ostatnio żyłkę Trabucco T-Force Sinking Plus. Nawijałem ją suchą przez mokrą ściereczkę. Po nawinięciu na ściereczce zostało mi całe mnóstwo brązowego... czegoś

Zakładam, że to "brązowe coś" jest dość istotne dla właściwości tej właśnie żyłki. Drążąc temat dalej -- wiele z markowych żyłek mono jest powlekanych różnymi tajemniczymi substancjami w procesie produkcji, które w tej sytuacji zostają na "mokrej ściereczce" (nie zawsze w widocznej postaci).
-> Nawój żyłki na kołowrotek... Generalnie zakładam, że żyłka powinna zostać nawinięta względnie równolegle do płaszczyzny szpuli (wiem, że są młynki do odległościówki/match, których szpule mają ciut większą średnicę z przodu). Zwycięzcą w tej kategorii jest chwilowo mój najtańszy (~70 zł), pierwszy kołowrotek z zeszłego sezonu. Młynek do matchówki za ponad 3 stówy robi z żyłki "bułę" z przodu. Z tematem radzę sobie tak, że odkręcam hamulec (odpowiednio) i przy nawijaniu żyłki paluchami staram się regulować obszary, w których zostanie nawinięte więcej lub mniej żyłki

Oczywiście pozostaje problem z punktu nr 2 -- ile z "czarodziejskich dodatków" zostaje na paluchach
