Wywiad z Przemkiem Solskim

  • Utworzono

Przemek Solski to polski wędkarz mieszkający w UK i aktywnie uczestniczący w zawodach wyczynowych, gdzie mierzy się z najlepszymi wędkarzami tego kraju.

Ma za sobą wiele lat nieustannych startów, jak i sporo sukcesów. Jest wybitnym specjalistą w łowieniu technikami feederowymi czy spławikowymi.
Ostatnio sporo udziela się na Youtube i jego kanał robi istną furorę za sprawą merytorycznych informacji w nim zawartych. Jest też właścicielem firmy zanętowej Solbaits.

- Może na początek opowiesz, jak zacząłeś swoją przygodę z wędkarstwem?

-  Swoją przygodę z wędkarstwem zacząłem bardzo wcześnie. Miałem bodajże trzy lata, jak ojciec zabrał mnie nad jezioro, gdzie łowiliśmy ryby. Dał mi kręcić korbką kołowrotka. Złowiliśmy nawet małego szczupaka wtedy. To była moja pierwsza ryba! Od tego się zaczęło - wpierw spinning, po jakimś czasie spławik i liny, karpiarstwo i tak się to toczy do dzisiaj. Więc tę miłość do wędkarstwa zaszczepił mi ojciec. Ostatnio nawet o tym z nim rozmawiałem i sobie przypomnieliśmy te moje początki.

- Czyli mieszkałeś w miejscu, gdzie było sporo wód?

- Oj, bardzo dużo! Do jednego jeziora miałem 60 metrów, do drugiego 100 a do trzeciego 800 metrów. To były trzy jeziora obok mojego domu, a w obrębie kilkunastu kilometrów miałem z 20-30 zbiorników, także było gdzie wędkować!

- Rzeczywiście…

- I wszędzie jeździłem rowerem. Potrafiłem wstać o 3 nad ranem, pojechać na ryby, wrócić o siódmej, aby pójść do szkoły, a po niej znowu leciałem nad wodę. Ale wtedy było inaczej, pamiętam jak się wycinało kij z leszczyny, żyłka numer 'trzydzieści'...

- Stilon Gorzów?

- Dokładnie (śmiech). Pamiętam jak robiłem haczyk z agrafki i łapałem krasnopióry, takie po kilo. Oj, nie wrócą te czasy! Zbierało się chrabąszcze, zakładało na hak, spławik z pióra gęsiego, tak się wtedy łapało.

- Miałeś w swoim życiu epizod karpiowy, i to dość mocny, tak?

- Zgadza się, zaszczepił mi to Leszek Strojny. Poznałem go dawno i on pokazał mi, co to jest karpiarstwo. Nie miałem o czymś takim nawet pojęcia. Wytłumaczył i nauczył mnie, jak robić i jak łowić na kulki proteinowe. To była zresztą pierwsza ryba, którą wypuściłem - karp ważący 5,40 kg, z tego co pamiętam. I od tego się zaczęło. Wypuszczałem już wszystkie ryby.

- To była pierwsza ryba, którą wypuściłeś, ten karp?

- Nie, wcześniej też wypuszczałem często ryby, szczupaki czy liny, jak nie potrzebowałem, ale tutaj był to gatunek, którego wcześniej nie łowiłem. Było mi ciężko zwrócić mu wolność, ale jakoś to mi zostało. Bo wtedy przecież trzeba było ryby zabrać i zjeść.

- Dokładnie. Wtedy trzeba było rybę zabrać i zjeść (śmiech). Ale rozumiem, że karpiowałeś jeszcze w Polsce?

- Tak,  pierwsze wyjazdy to była Hańcza, Stary Sącz, Rybnik, woda koło mnie - Trzcińsko.

- Czyli jechałeś taki kawał drogi spod Gorzowa?

- Tak, jeździłem na Hańczę do Leszka lub umawialiśmy się z chłopakami na Rybniku, Sączu. Moi znajomi znali te wody, pokazywali mi, jak łowić i tak się zaczęło. Właśnie karpiarstwo dało mi dużo do myślenia - robiłem swoje kulki, sporo tu kombinowałem, zanęty też robiłem. Jak się coś robi samemu, to bardzo to cieszy, a jak się jeszcze dobrze połowi, to jest to coś wspaniałego - napędza cię to.

A kiedy przyjechałeś do UK? I jakie były tu twoje wędkarskie początki?

- Poznałem nad jeziorem dziewczynę. Teraz to moja żona. Ona zachęciła mnie, abym ją odwiedził (mieszkała już wtedy w UK - dop. autora). Sugerowała, że mogę sobie zawsze dorobić. I zostałem. Ale było ciężko, bo przez osiem miesięcy nie mogłem wędkować. Było to dla mnie jak więzienie, chciałem zjeżdżać do Polski. Można powiedzieć, że szalałem. Wiesz o co chodzi?

- Wiem! (śmiech)

- I znalazłem zbiornik na Hampstead Heath. Kupiłem tu pierwszą wędkę. Najtańszą, spławik, żyłkę, i tam złowiłem pierwszego karpia. I się zaczęło! Od tego czasu tydzień w tydzień tam jeździłem, czasami wcześnie rano przed pracą. Siedziałem ze słowniczkiem, uczyłem się słówek, poznawałem zasady wędkowania, licencje i te sprawy. Poznałem też ludzi, w tym kumpla, z którym utrzymuję do dziś kontakt. Zacząłem z nim jeździć na rzekę i zaczęliśmy łowić leszcze. To było bodajże w 2003 roku. Przez sześć lat łowiliśmy głównie w nocy i głównie leszcze. Potem zapisaliśmy się do klubu w Harrow i tam były moje pierwsze zawody, i wciągnąłem się… Do tego jeszcze zainteresowałem się Metodą, oglądałem wtedy filmy na YT Desa Shipp'a, Darrena Cox'a czy Steve'a Ringer’a. W pierwszym roku na 28 zawodów - to jest udokumentowane i można to sprawdzić, wygrałem 25 razy, dwa razy byłem drugi i raz trzeci.

- W tym kole tylko?

- Tak. To był  pierwszy rok, w którym tam się dostałem. Bo trzeba było czekać aż cztery lata, zanim mnie przyjęli (dop. autora: wiele klubów ma limitowaną ilość miejsc). Drugi rok to już mniejsza liczba zawodów. Nie jeździłem tak często. Stwierdziłem bowiem, że się wiele już nie nauczę. I zacząłem uderzać na Gold Valley Lakes, łowisko Willa Raisona. I on podał mi rękę, jeśli  można tak powiedzieć. On pokazał mi ścieżkę zawodniczą. Dużo mi podpowiedział, pokazał mi jak łowić tyczką. Wtedy wygrałem tam swoje pierwsze eliminacje.

Eliminacje do jakiej imprezy?

- Do Shimano Championship. To był chyba 2009 rok. Pojechałem na finał, ale wylosowałem bardzo słabe miejsce. Od tego się już zaczęło. Jeździłem na różne zawody na komercjach, ale tam, gdzie byli znani wędkarze. Bo gdzie się najlepiej nauczyć czegoś jak nie od najlepszych?

- Oczywiście!

- Ale miałem też małe załamanie w 2011 roku. Był to bardzo kiepski rok dla mnie. Nigdy nie wylosowałem dobrego stanowiska. Nie mogłem nawet wygrać sektora, tak mi źle szło. Myślałem już, że się poddam i zostawię to. Ale kolejny rok był inny i dostałem się do finałów Maver Match This i Golden Reel. Posypały się te finały. I łowiłem tylko na tyczkę. Dużo zawodów wygrywałem. Między innymi dlatego, że poznałem łowiska, zachowanie tamtejszych ryb, co preferują, gdzie przebywają. Do tego zacząłem poznawać ludzi. Oni mi podpowiadali pewne rzeczy i tak się to potoczyło…

Czyli można powiedzieć, że skupiłeś się na kilku komercjach.

- Tak, moim problemem było to, że na początku wybrałem zbyt dużo łowisk i to było najgorsze. Potem zostawiłem sobie pięć łowisk (pięć kompleksów, na których często jest kilka zbiorników - dop. autora), na które jeździłem 2-3 razy w tygodniu, aby je lepiej poznać. Był do nich też w miarę bliski dystans, czyli 2-3 godziny jazdy. Częste wizyty pozwoliły mi poznać wody dokładnie, i nawet jak losowałem gorsze miejsca, to i tak wiedziałem, jak łowić, w przeciwieństwie do kogoś, kto jest świeży. I tak łowię, jeżdżę na te pięć komercji, wiem co się wydarza jesienią, co na wiosnę, latem. Spisuje każde jedne zawody, mam wszystko zapisane w swoim zeszycie. Jakie stanowisko, jaka taktyka. W ten sposób jak mam zawody we wrześniu, to mogę zobaczyć jak łowiłem kilka lat temu tam o tej porze, co się sprawdzało.

- Czyli ciężko pracowałeś na ten sukces…

- Ciężko, ale warto było.

- Jakie odniosłeś największe sukcesy, jeśli chodzi o scenę wyczynową w Wielkiej Brytanii?

- Dostanie się do finałów największych imprez. Wisienką na torcie było zwycięstwo w Golden Feeder Rod. Jednak jak bym miał wybierać, to największym sukcesem było wygranie eliminacji do Golden Rod. Aby się dostać do finału, trzeba wygrać zawody, a startuje około 120-180 wyczynowców, w zależności od łowiska. To są jedne z najcięższych zawodów jakie są w UK.

- Czyli musisz pokonać wszystkich, aby wejść do finału.

- Tak, a w finale są 24 osoby. Tu wiadomo, też trzeba szczęścia, aby dobrze wylosować.

- Uważasz, że czynnik szczęścia w losowaniu stanowiska jest ważny w zawodach?

- Na takim poziomie liczą się głównie dobre miejsca. Tam są tacy zawodnicy, którzy doskonale wiedzą jak łowić ryby, a finaliści potrafią dwa tygodnie siedzieć na wodzie i trenować. Każdy ma więc wszystko 'obcykane'. A jak taki wiatr będzie wiał w lewo, to najlepsze stanowiska będą od 1 do 4, jak w drugą stronę, to wtedy te z drugiego końca. Trzeba więc dobrze wylosować. Ja miałem pecha - latem losowałem głęboka wodę, zamiast płytkiej - tak było w 2104, 2015 i 2016. A ostatnio też nie najlepiej wylosowałem, ale wypracowałem ryby, dużo dał i trening. I udało się wygrać.

 

Przemek ze statuetką za zajęcie pierwszego miejsca w zawodach Golden Feeder Rod w 2019 roku.

 

Czyli tacy zawodnicy jak Will Raison, Steve Ringer czy Lee Kerry to są ludzie, których można pokonać?

- To nie tak. Każdy ma swoją taktykę. Ja łowię inaczej, oni też. Każdy ma 'swoje' zbiorniki, na których łowi i je zna najlepiej. Spotykamy się na 'wspólnych' wodach. Ja na przykład znam bardzo dobrze Larford Lakes. Spędziłem tam więcej czasu niż inni. Jednak jak wylosuję słabe miejsce, to raczej nie dam im rady, bo to miejsca 'rozdają karty'. Każdy też ma swoje mocne strony. Taki Lee Kerry dobrze łowi białą rybę, płoć, mniejsze leszcze.

- To reprezentant Anglii w feederze.

- Tak, i jest bardzo dobry, jednak każdy ma swoje słabe strony i popełnia błędy. Ja też oczywiście, i najlepiej z nich wyciągać wnioski. Taki Steve Ringer to maszyna, tak mówią na niego. Jest bardzo dobry. Ostatnio po raz pierwszy dane mi było siedzieć obok niego i udało mi się go pobić. Miałem lepszą taktykę, to zadziałało lepiej. Zaryzykowałem i się opłaciło. Kto nie ryzykuje, ten szampana nie pije, jak to mówią.

- Czy uważasz, że dobry wędkarz wyczynowy musi umieć myśleć?

- Oczywiście! To nie jest tak, że idziesz nad wodę i zarzucasz wędkę.  Moim zdaniem, aby łowić na najwyższym szczeblu, to trzeba mieć opanowaną taktykę - tu zawiązanie haczyka może mieć decydujące znaczenie. Należy umieć czytać wodę,  dobrać wędkę, koszyk zanętowy, odpowiednio podać towar. Bo co z tego, że się złowi jedną rybę i drugą, a co dalej, jak ryba 'odskoczy'? Może podałeś za dużo robaka lub za mało, czy też łapie Metoda, czy zanęta a nie pellety. Może trzeba zarzucić 2-3 metry dalej? Trzeba, trzeba myśleć, wyciągać wnioski!

- No tak, ale wielu wędkarzy w Polsce uważa, że łowienie na komercjach jest banalnie proste. Zgodzisz się z tym?

- Nie, nie zgodzę się (śmiech). Na komercjach owszem, jest ryba, ale trzeba się umieć do niej dobrać. Na wielu łowiskach ryba jest pokłuta, wypuszczana, i się uczy - jak została złowiona na czerwony pellet na przykład, to drugiego dnia już nie będzie go chciała tak bardzo. Trzeba ją przechytrzyć, poczekać choćby kilka dni, aby 'zapomniała'. Ale cokolwiek by nie mówić, czy to na rzece czy na komercji, trzeba myśleć. Na komercji po prostu trzeba złapać więcej.

- A jak oceniłbyś poziom wędkarstwa w UK, porównując go do tego w Polsce? Byłeś ostatnio w kraju. Często też jeździsz, więc widzisz co się dzieje…

- Jest dobry poziom. Miałem okazję łowić z chłopakami z "Imprezy Wędkarskie' i zaskoczyli mnie (pozytywnie - dop. autora). Pojechaliśmy pogadać i połowić na rzece. Mają duży zapał. Rzeki to trochę moja pięta achillesowa, bo nie łowię na nich często na ochotkę, z użyciem gliny, to nie jest moje łowienie. I tu było pozytywnie. Na komercjach też jest duża poprawa, w porównaniu do tego co widziałem kilka lat temu.

- Czyli jest 'skok' do przodu.

- Jest, widzę to chociażby po swoim fanpage'u, zauważam też, ile ludzie zaczęli łowić na komercjach. Są tacy, co łowili 2-3 karpie, a teraz łowią po 12-15 sztuk, i to w tym roku zaczęli przygodę z Metodą. To kwestia dwóch, trzech prostych taktyk aby dobrze połowić. Trzeba być konsekwentnym, myśleć, wyciągać wnioski.

 

Przemek na zdjęciu po finałach Larford Grand Masters w 2016 roku, gdzie zajął drugie miejsce.

 

- OK,  jest też inny aspekt, aby wygrywać z najlepszymi, tutaj w UK, musiałeś sporo zainwestować. Wiadomo, przede wszystkim czas, który był chyba najdroższy, Powiedz, ile masz wędek i kołowrotków, aby przeciętny polski wędkarz zrozumiał, ile kosztował cię ten sukces, ile wyrzeczeń?

- Każdy kto łowi na tym szczeblu wie, że sprzęt się kolekcjonuje. Ja sam mam 28 kijów i kołowrotków do nich, standardowych do zawodów.

- Ale nie jest to przeciętny sprzęt, ale z najwyższej półki, tak?

- Z dobrej, powiedzmy z górnej. Ja używam tego, co potrzebuję do mojego wędkowania. Taki dobry w miarę kołowrotek wytrzyma mi rok, w ciągu jednego sezonu go zajadę. Nie mogę sobie na to pozwolić. Sprawdziłem wiele różnych modeli i zajeżdżałem trzy w ciągu roku, takie ze średniej półki. Te, co mam, są drogie, ale mam je już osiem lat…

- Czyli takie jak Stella?

- Tak, mam je osiem lat i jeszcze będę miał je kilka więcej. Widzę, że się nic z nimi nie dzieje. Bo to jest coś za coś - albo kupisz coś tańszego i po roku zmienisz, znowu kupisz, albo zainwestujesz w coś droższego i wychodzi na to samo. Z kijami jest różnie, bo te musisz dopasować sobie, do odległości, do ryby, czy to do masówki, do mniejszej czy do leszcza. Tu trzeba mieć różne ich rodzaje. Kołowrotki natomiast mam te same. Tu trudno mi komuś pomóc w doborze czegoś, bo to jest indywidualna sprawa każdego. Mogę coś podpowiedzieć, np. aby nie brać kołowrotków z dużymi szpulami, ponieważ mają one większe zwoje żyłki, które gorzej przechodzą przez przelotki, wyhamowują. Więc przy mniejszej szpuli i mniejszych zwojach zarzucisz te 5-10 metrów dalej. Sprawdzałem to z wieloma modelami kołowrotków.

- Czyli ten typowy rozmiar który stosujesz to 4000?

- Tak, Stella 4000. Mała szpula pozwala mi dalej zarzucić. Wędką 3,60 metra zarzucam spokojnie na 120 metrów. Wiadomo, trzeba wykonać konkretny zarzut, mieć odpowiednią strzałówkę i żyłkę. Ale jak widzę ludzi z kołowrotkami, co mają wielkie bębny, a przelotki mają małe, to będą mieli problem zarzucić na 60 metrów. Mam też pytania typu: dlaczego kijów 3,60 metra nie używać na mniejszych zbiornikach? Po co, jak można  kijem 3 lub 3,30 metra zarzucić na te 60 metrów? Naprawdę, 80 lub nawet 90% moich wędek to kije o długości 3,30 metra. Na komercjach na których łowię, muszę osiągać dystans 60-90 metrów i te wędki obsługują mi wszystkie wody. Mam kilka zbiorników tylko, gdzie muszę osiągać dystans do 120 metrów, i tu mam dłuższe.

- Naprawdę? A więc bazujesz na długości 3,30 metra?

- Dokładnie.

No dobrze, a co się stało, że postanowiłeś wejść w produkcję przynęt, zanęt i pelletów wędkarskich? To nowy kierunek?

- Powiem ci, że robię to hobbystycznie. Kulki praktycznie od 1998 roku, z waftersami też już dawno się 'bawiłem'. Bo kawał czasu temu, jak łowiłem karpie, robiłem już kulki zbalansowane. Jak wyszły pierwsze ‘Ringersy’, to zobaczyłem jakie to proste. Wystarczy taką kulkę pomniejszyć i masz to samo. I zacząłem powoli kombinować, z kulkami, zapachami, i tak powstały pierwsze moje waftersy. Potem pellety. Na wielu łowiskach musisz stosować ich pellet i potem wiesz jak jest, zalejesz woda i do niczego się to nie nadaje. Dlatego postanowiłem robić swój miks pelletowy, na swojej bazie, i tak poszło. Jest dobry, widać to po rybach, które ludzie na niego łowią, po wynikach jakie raportują.

- Czyli przynęty się bronią.  A powiedz, ile pracowałeś nad recepturą swych waftersów?

- Te  'Secret' to był okres około trzech lat, ponad. Trzy lata zajęło mi dopasowanie się i zbalansowanie wszystkiego, do tego jak łowiłem karpie, to nie wchodziły leszcze i F1 (hybrydy karasia pospolitego i karpia, popularne na angielskich komercjach). Potrzebowałem tu sporo czasu, bo jak dodałem jeden składnik, to łowiłem F1 a nie leszcze, jak zmieniłem, to znowu było na odwrót. Trudno było dopasować ilość zapachu, słodkości, tak aby rybom to nie przeszkadzało. To, co mnie najbardziej zdziwiło, to że ludzie łowią na to jesiotry, a nawet brzanę na to złowiłem, ostatnio Matt Harrod wysłał mi zdjęcie jednej z rzeki.

- Czyli dopasowałeś tak recepturę, aby pasowała wszystkim rybom, tym które się łowi na komercjach.

- Tak, główny cel był taki, aby łowiły karpie, F1 i leszcze. Ale i amury się na to łowi, wyszła mi uniwersalna przynęta.

- Rozumiem, że to dopiero początek?

- Tak, teraz będę robił rozmiar 8 mm, a potem zobaczymy. Małymi kroczkami, spokojnie, nie można być pazernym. Trzeba mieć wszystko dopracowane, aby się ludzie do tego przekonali, byli zadowoleni. Nie zależy mi na tym, aby sprzedawać to na wielką skalę, zarabiać miliony, chciałem pokazać, że można zrobić coś hobbystycznie, dzięki pasji. Chodzi mi o to, aby wędkarzy zjednoczyć, a nie rozdzielić. Dlatego dodaję filmiki na YouTube. Sporo rozwinął się mój kanał - widać, że ludziom to pomaga. A jak pomaga, to ja się cieszę.

- Jak sądzisz, uważasz, że powinno lepiej się szkolić wędkarzy, młodzież w Polsce? Widzisz, jak to jest zorganizowane w UK. Można powiedzieć, że rozkwita cały czas, a w naszym kraju?

- Brakuje tego, szczególnie osób, wędkarzy, aby zachęcać do wędkarstwa. Zobacz takie Guru, jak fajnie zrobiło, wzięli 10 najlepszych wyczynowców od nich, zaprosili nad wodę rodziców z dziećmi. Ci ich przywieźli i zostawili pod opieką, i raz w miesiącu jest takie szkolenie. Te dzieciaki odrywają się od komputera, lubią to, wciągają się, jest coraz więcej chętnych. W Polsce tego brakuje. Jakbym był to bym to spróbował robić, no ale jestem tutaj... Pomagam też wielu wędkarzom, jednak moim problemem jest brak czasu…

- Podobno mało śpisz, to prawda?

- Tak, to  prawda, nawet widzisz dzisiaj  (śmiech). Śpię bardzo mało, często 2-3 godziny. Chodzę późno spać, a wcześnie wstaję. Latam na wysokich obrotach.

- A jakie masz plany na rok 2021 w UK? Też masz zamiar startować w największych imprezach?

- Tak, będę startował sporo. Jestem w teamie Sonubaits i tutaj uczestniczymy w serii zawodów. Będę brał udział też w Golden Rod oraz Feeder Master, Barston Masters, a z resztą zobaczymy, bo przez pandemię nie wiadomo, co się będzie dziać tak naprawdę. W tym roku wiele odpuściłem, bo się wszystko pomieszało, pozmieniano wiele rzeczy.

- A w Polsce? Też masz chyba zamiar organizować jakieś zawody?

- Tak, tutaj z chłopakami z Solski Team mamy zamiar coś zorganizować, ale mamy problem z łowiskami. Chciałem zrobić coś dla większej ilości osób, ale trudno o  takie wody. Jak już są, to gdzieś na końcu Polski, gdzie wielu ma zbyt daleko. W tym roku zrobiliśmy trzy imprezy i zainteresowanie było bardzo duże. Wszystko, co się wpłaca, przeznaczamy na nagrody, a nawet dodajemy jeszcze…

- No to teraz zadam inne pytanie. Co sądzisz o Polskim Związku Wędkarskim? Jak oceniasz protesty w Toruniu?

- Ciężko mi coś powiedzieć, bo o PZW nie wiem wiele, bo się tym nie interesuję, z racji tego, że mieszkam w UK. Dopiero ostatnio się zacząłem temu przyglądać. Na pewno trzeba wiele zmienić, bo widzimy, co się dzieje, po rzekach, jeziorach - że ryby nie ma. To nie jest tak, że wędkarze nie umieją łowić, więc trzeba zmienić podejście, ale ciężko mi to ocenić, musiałbym się bardziej w to zagłębić.

- No to teraz coś bardziej luźnego. Łowisz wieloma technikami, jesteś wszechstronny. Jaka jest twoja ulubiona?

- Feeder, z zestawem helikopterowym.

- Wow, a myślałem, że Metoda!

- Nie, późną jesienią i zimą słabo się łowi Metodą. Jest kiepska wtedy, bo wpada może kilka ryb. A koszyk i helikopter to mój ulubiony zestaw, i wszystko możesz na to złowić, cały rok.

- To ciekawe, bo w Polsce helikopter nie jest popularną techniką, raczej Metoda zdobywa przebojem fanów.

- Metoda jest też bliska memu sercu, ale również pellet waggler. Uwielbiam też łowić na tyczkę. Dzięki tyczce wygrałem wiele zawodów i to te najważniejsze. Mam 28 topów: do płoci, karpi, F1, na każdą rybę. Teraz jednak bardziej pasuje mi feeder, chyba człowiek się starzeje i robi bardziej leniwy (śmiech).

- Jeżeli miałbym zapytać Cię,  jaką masz ulubioną zanętę, lub jaka Ci się najbardziej sprawdza, to co byś powiedział?

- Najlepszy dla mnie jest Swim Stim z Dynamite Baits - to rewelacyjna zanęta.

- Spodziewałem się czegoś w wersjach 'dwukilowych',  jakiegoś Sonubaitsa czy Dynamite’a. Są tańsze.

- Masz rację, tylko, że szybko tracą swój aromat. Co innego zanęta świeżo otwarta, a co innego taka, która swoje przeleżała. Ja muszę mieć najlepszy towar, bo startuję z najlepszymi.

- Ciekawe podejście, muszę przyznać Ci tu rację, bo sam je cenię wysoko, jednak kierowałem się ceną. No dobrze, a tak z podajników do Metody, jaki model Ci najbardziej odpowiada? 

- Tutaj Preston. Ich podajniki są bardzo dobre i świetnie łowią.

- A jaka jest twoja ulubiona ryba, to znaczy gatunek? Karp?

- Nie, moim ulubionym gatunkiem jest leszcz, uwielbiam je łowić.

- Dziękuje serdecznie za wywiad i życzę sukcesów!


Wywiad przeprowadził Luk w listopadzie 2020 roku. Zainteresowanych działalnością Przemka odsyłamy do jego fanpage'a na Facebooku lub na YouTube, gdzie wystarczy wpisać jego nazwisko.

© 2014-2021 Spławik i Grunt | Developed by Indico.pl