Świat się mocno zesrywa
Cóż, patrząc na twoją wypowiedź to widać że nie tylko świat. No ale już jesteśmy na poziomie fekalnym, to pozwól że zajmę się twoją wypowiedzią od "dupy strony".
Po pierwsze:
Z jednej strony hejtujecie, bo młodzi są nieporadni życiowo
- Kto na przestrzeni tych 4 (słownie czterech) postów powiedział cokolwiek o nieporadności dzisiejszych młodych? Która z powyższych wypowiedzi sugeruje takie stwierdzenie?
Po drugie:
z drugiej hejtujecie tych, którzy chcą ich czegoś praktycznego nauczyć.
- Słowo praktyczny wiąże się w moim mniemaniu, z czymś co jest w życiu przydatne, z czymś co życie ułatwia. To powiedziawszy, umiejętność patroszenia, oprawiania, panierowania, smażenia, wędzenia i robienia przetworów z ryb jest zapewne praktyczną w sferze gastronomii. W kontekście wędkarstwa, zwłaszcza w XXI wieku, jest to umiejętność kompletnie zbędna.
Po trzecie:
Mnie dziadek uczył oprawiania królików jak miałem 12-13 lat, poradzę sobie z kurą, indykiem, potrafię używać zwykłej kosy
- Mój też potrafił kosić kosą, sierpem, oraz młócić zboże cepem. Ale wiesz co? Jak pamiętam to trawnik kosił kosiarką. A jeżeli nasza sytuacja pogorszy się na tyle że nie będzie benzyny do kosiarki, to wydaje mi się że zarośnięty trawnik będzie najmniejszym z naszych zmartwień. Ja nie potrafię żadnej z wymienionych przez Ciebie rzeczy, nigdy nie było mi to do niczego potrzebne.
Po czwarte:
Takie umiejętności jak oprawienie ryby, królika, kury itp mocno zanikają w społeczeństwie, wszystko mamy podane na półce w lidlu, a tymczasem Świat się mocno zesrywa i nie wiadomo czy/kiedy nam się takie umiejętności przydadzą.
- Zanikają bo nie są potrzebne, to proces naturalny. Nikt nie kopie dzisiaj sławojek, nie chodzi prać w rzece, nie ceruje każdej pary skarpet, świat poszedł po prostu do przodu.
Po piąte:
Można nauczyć dzieciaków oprawiania złowionej ryby, ale powinno być to połączone z wpajaniem nokill dla wędkarstwa sportowego.
- Mógłbym tutaj polemizować aczkolwiek czuje że byłaby to strata czasu.
Po szóste:
lewackie myślenie "biedno rybe zabijajo, miensiarze! To jom boli!
- Nie wiem jak wpadłeś na to że poglądy polityczne są tożsame z traktowaniem zwierząt, natomiast zakładam że jesteś "prawakiem", skoro zarzucasz ludziom "lewackie myślenie". Polecam Ci zatem zapoznanie się z postacią świętego katolickiego - św. Franciszka z Asyżu:
Innym razem pewien rybak ofiarował Franciszkowi lina. Święty przyjął “brata Lina”, po czym wypuścił go do jeziora. Franciszek nie był wegetarianinem i chciał, by jego wspólnota żyła według ewangelicznej zasady: “jedzcie, co wam podadzą” (Łk 10,8). Jednak na pierwszym miejscu stały osobista miłość i wrażliwość wobec stworzeń. Z innego źródła:
Także ryby doświadczały jego litości. Gdy miał ku temu sposobność, schwytane żywe z powrotem wrzucał do wody, przestrzegając je, by więcej nie pozwoliły się złowić (por. VbF 61,1)