Spławik i Grunt - Forum
NAD WODĄ => Tematy mniej lub bardziej związane z wędkarstwem => Wątek zaczęty przez: 19SG98 w 19.01.2026, 17:08
-
Ostatnimi czasy wciąż o nich słyszę, tu materiał w telexpressie, tam artykuł na fb.
Wszędzie argumenty te same: Ornitologiczny odpowiednik szarańczy, niekontrolowana populacja pożera ryby, zmierzamy ku całkowitemu wyjałowieniu polskich wód. Najczęściej sugerowanym, lub wręcz wymaganym przez wędkarzy rozwiązaniem jest odstrzał, często przytacza się argument że tylko nasz kraj ma z tym problem, Niemcy, Szwedzi, kraje beneluksu, wszędzie tam ponoć się do kormoranów strzela.
Nigdy się tematem nie interesowałem, dlatego pytam: Czy to faktycznie aż taki szkodnik czy brać wędkarska znalazła sobie po prostu kozła ofiarnego?
-
Była już niejedna rozmowa o kormoranie.
Podstawowym problemem, obecnym jedynie w Polsce jest - zrównoważona gospodarka rybacka + wytępienie szczupaka i innych drapieżników. Lukę tę zapełnia kormoran. A w bonusie sra trucizną.
Dodatkowo prawo często nie nadążą o dekady za rzeczywistością i ptak ten jest objęty ochroną, a jest go od dawna za dużo, delikatnie mówiąc.
-
Od skrzydlatego kormorana o wiele bardziej szkodliwy jest ten dwunożny zwany czasami "mięsiarzem".
-
Ciekawe czy to do żarcia się nadaje, bo mam plan. Jeśli da się zjeść to sukces gwarantowany, nawet bez strzelania.....
Za CzatGPT
Krótko: tak, mięso kormorana jest jadalne, ale w praktyce zwykle się go nie je – i często nie wolno go pozyskiwać.
Dlaczego się da, ale rzadko się je?
Smak: bardzo intensywnie „rybny”, ciemne mięso, twarda struktura. Wymaga długiego marynowania i duszenia.
Dieta ptaka: żywi się wyłącznie rybami → smak i zapach są dla wielu nieakceptowalne.
Zdrowie: jak u innych ptaków rybożernych możliwe są pasożyty i kumulacja metali ciężkich (np. rtęć), zwłaszcza u starszych osobników.
Śmierdzi rybą, czyli tak jak u rybę jeść a pasożyty i metale ciężkie chyba nie są istotne, panowie w gumofilcach gotowi są zeżreć beczkę prochu, pod warunkiem, że za darmo.
To jakby pasowało do całości 😎
-
Hejka,
polecam:
Po obejrzeniu tego filmu calkowicie zmienil sie moj poglad jako wedkarza na zjawisko pod tytulem "Kormoran"
Pozdrowienia:
Andi
-
U mnie na Wiśle dwa potężne stada tych latających szczurów zniszczyły kilkunastokilometrowy odcinek Wisły w dosłownie jedną zimę 2024/2025. Bardzo precyzyjnie wyżarły ryby z zimowisk Od lat łowiłem na tym odcinku który był bardzo rybny szczególnie certy, dużo okonia, piękne leszcze i klenie. Co zostało w wodzie? Pojedyncze duże poranione leszcze i większe drapieżniki czyli ryby za duże dla tych niszczycieli całych wodnych ekosystemów. Łowisko no kill polączone z Wisłą gdzie łowiłem na jesień masę pięknych okoni jest martwe, byłem tam jesienią kilka razy i nie miałem nawet brania! Za to wędkarze znaleźli w sumie około 300 kg okoni które były poszarpane ale nie zjedzone bo już nie mogły ich zmieścić to zabiły. Przez lata widziałem tylko pojedyncze kormorany które nie miały wpływu na rybostan tego odcinka Wisły. Ale to co się dzieje od zimy 2024 to jest plaga. Rządzą tu dwa stada po kilkaset sztuk. Z tego co słyszę to ten cholerny niszczyciel tak się rozplenił że niszczy błyskawicznie wiele różnych łowisk w Polsce i nie tylko. W wielu krajach regularnie się to ostrzeliwuje. Ale u nas jest jeszcze pod ochroną! Największy interes żeby zmienić ten stan powinni mieć dzierżawcy i właściciele wód czyli PZW i inni bo za chwilę kto kupi od nich pozwolenie na łowienie w studni?
-
Jeszcze dodam że wiosną jak kilka razy schodziliśmy bez brania z Wisły z bankowych miejsc nie wiedzieliśmy co się dzieje i pierwszy raz ja jak i kolega zaczęliśmy jeździć zamiast na ryby to z deeperami robiliśmy kilometry brzegiem żeby sprawdzić gdzie są ryby a ich nie było! Zginęły tak samo ukleje i goniące je bolenie co zawsze było pięknym dodatkiem przy łowieniu na Wiśle. Tragedia.
-
Najgorsze kormorany, to te w gumofilcach...
-
Najgorsze kormorany, to te w gumofilcach...
Widocznie jeszcze się z tym nie spotkałeś, ale jak dotrą to zatęsknisz za tymi w gumofilcach, bo oni nie zrobią tego przez lata co duże stado kormoranów w parę miesięcy
-
Czyli jak zwykle nasze krajowe nie-, nieprzemyślane, nieaktualizowane, niezagospodarowane.
-
Czyli jak zwykle nasze krajowe nie-, nieprzemyślane, nieaktualizowane, niezagospodarowane.
Powoli się zmienia na plus - coraz więcej łowisk no-kill gdzie większa ryba jest normą a nie wydarzeniem roku. Szkoda że tak powoli i na wyrywki ale trzeba czekać aż biologia zrobi swoje i gatunek "gumofilca" dumnie pójdzie śladami nieptasich dinozaurów razem z entuzjastycznymi meliorantami.
Kormoran choć szkodliwy to przy tym mały problem.
-
Wspomniany film jest lekko stronniczy. Brakuje w nim szerszej perspektywy.
Wspomniano w nim iż w Polsce jest 70000 osobników. Różne źródła podają różne dane odnośnie tego ile zjadają dziennie ryb. Dla uproszczenia przyjmijmy, że jest to 0,4 kg.
Prosta matematyka:
70000 x 0,4 = 28000 kg dziennie, 840 0000 kg miesięcznie. Można tak mnożyć przez kolejne miesiące, lata.
Kormoran to tylko jeden z ptaków żywiących się rybami. Do tego trzeba dodać mnożnik ryb, które nie zostały zjedzone, a tylko zabite.
Przypomnijcie sobie liczby padniętych ryb z Dzierżna Dużego czy Odry. Jeżeli wtedy były to katastrofy, to jak określić te liczby.
Szczęśliwy wędkarz do którego ta czarna plaga nie dotarła i może po obejrzeniu jednego filmiku twierdzić, że kormorany są ok. Tak jak ktoś wspomniał, jak dotrze do was kormoran to zmienicie zdanie na temat "gumofilców".
Z mojej perspektywy problemem są kormorany, kłusownicy i przede wszystkim największy szkodnik - ludzie u władzy.
-
Ładnie to uprościłeś bo kormoran zjada dziennie od 400 do 700g i do tego jeszcze kaleczy i zabija sporo ryb których nie jest w stanie zjeść. U mnie są dwa stada po około 300 -400 sztuk
Zakładając nawet marnie 0,5kg dziennie na sztukę to już w tydzień straty idą w tony ryb! A na zimowisku ryb to ma podane te ryby praktycznie pod pysk.
-
Zwał jak zwłał odstrzał obowiązkowy :)
-
Hejka,
"Wspomniany film jest lekko stronniczy. Brakuje w nim szerszej perspektywy."
W tym filmie biora udzial dwie osoby reprezentujace wedkarzy i ornitologow.
Jeden przestawia swoja opinie z punktu widzenia tego co obserwuja wedkarze, a drugi z punktu nauki i obserwacji ptakow jako ornitolog.
Wazne stwierdzenia jak dla mnie:
- tam gdzie kormorany tam sa tez ryby.
- kormorany byly zawsze i zawsze byly tez ryby, niezaleznie od ich ilosci do czasu gdy nastapilo wiele zmian srodowiskowych, klimatycznych i ekonomicznych.
A najbardziej to sie uwidocznilo kiedy powstalo wiele zbiornikow hodowlanych gdzie ryby staly sie latwym lupem dla kormoranow i zaczeto je tepic.
Jak wielu wie, ze przyroda zawsze daje sobie rade i tworzy takie uklady, by nie bylo zagrozen ,a najwiekszym zagrozeniem jest przede wszystkim ingerecja czlowieka w ten system.
W tym calym eko systemie np. wodym relacja pomiedzy drapieznikiem, a ofiara czy pokarmem jest zawsze dosc dobrze regulowana i naturalnie regulowana. Gorzej jak ingerecja w ten system powoduje, ze natura nie daje sobie rady, a wtedy czlowiek szuka winnych i najczesciej tylko nie siebie.
W ten sposob probuja regulowac nature pod siebie.
Golebiarze niszcza jastrzebie bo im golebie lapia, wedkarze niszcza gniazda i staraja sie zmniejszyc populacje kormoranow, rolnicy w wielu krajach zabijaja dziki bo niszcza ich plony rolne (nie mylic z gatunkami inwazyjnymi bo te nie tylko niszcza gospodarke ale i flore i faune).
Zawsze czlowiek probuje dostosowac sobie nature pod siebie nie baczac na skutki.
A skutki jak wiecie sa oplakane jak pokazuje rzeczywistosc.
Pozdrowienia:
Andi
-
Przyroda już nie reguluje tej szarańczy bo ma idealne warunki(ścisła ochrona)i żadnych naturalnych wrogów.
Ale odpowiedź kiedy to wyreguluje jest bardzo prosta - wtedy kiedy zabraknie dla nich pokarmu. Ale wtedy skończy się też wędkarstwo na naturalnych wodach i zostaną tylko łatwe do upilnowania czyli niewielkie zbiorniki wodne. Dlatego powinno się wziąć jak najszybciej za regulację tego gatunku.
-
A ponieważ zdanie wędkarzy nie obchodzi nikogo, na odstrzały nie ma co liczyć. Może ewentualnie na jakichś akwenach rybackich...
-
https://www.facebook.com/share/v/14TyeATE1cX/
-
Przyroda już nie reguluje tej szarańczy bo ma idealne warunki(ścisła ochrona)i żadnych naturalnych wrogów.
Ale odpowiedź kiedy to wyreguluje jest bardzo prosta - wtedy kiedy zabraknie dla nich pokarmu. Ale wtedy skończy się też wędkarstwo na naturalnych wodach i zostaną tylko łatwe do upilnowania czyli niewielkie zbiorniki wodne. Dlatego powinno się wziąć jak najszybciej za regulację tego gatunku.
i to ma byc rozwiazanie?
Wybic kormorany, jastrzebie, bobry, kuny (bo niszcza tyle tysiecy aut powodujac duze szkody) itd.
Zapominasz, ze to kormorany byly pierwsze a potem przyszed gatunek nowy czyli ludzie i zaczeli regolowac wszystko po swojemu nie patrzac na skutki (przykladow mozna mnozyc wiele), niszczac wszystko co przeszkadzalo im na drodze nie biorac pod uwage ze sa czescia tej natury jak wszystkie zyjace na tej ziemi gatunki.
Wczesniej ludzie wedkowali, kormorany zyly po swojemu i bylo dobrze, teraz jak ryb coraz mniej to winne sa tylko kormorany nie patrzac na to co nabroil czlowiek, (bo jak to sie mowi wszystko zostaje w rodzinie i w pierwszej kolejnosci trzeba ich wytepic.
Pozdrowienia:
Andi
-
https://www.facebook.com/share/v/14TyeATE1cX/
A czemu nie pokazujesz filmikow Z kataklizmu Odry czy Dzierzna.
Tego typu postawa jest porownywalna do przeciwnikow szczepien, ktorzy pokazuja ze 5000 ludzi ma problemy po szczepieniu, a przeciez np. 65 milionow sie zastrzepilo i nie ma z tym problemu, i moze w ten sposob uratowali sobie zycie.
Jak to sie mowi: od punktu siedzenia zalezy punkt widzenia.
Nie bedze ryb nie bedzie kormoranow. Wybijemy wszystkie owady i szkonniki bo niszcza plony to nie bedzie ptakow itd. itd. To zadne rozwiazanie naszej przyszlosci.
Wielu z Was to ludzie mlodzi, ktorzy przyjeli ten swiat jaki go zastali, a ja jeszcze pamietam jak bylo innaczej i nikomu to nie przeszkadzalo, a natura zyla po swojemu regulujac sobie wszystko tak jak jej pasowalo.
Za duzo drapieznika pojawilo sie mniej ofiar, wiecej ofiar od razu wiecej bylo drapieznika itd.
Pozdrowienia:
Andi
-
Przyroda już nie reguluje tej szarańczy bo ma idealne warunki(ścisła ochrona)i żadnych naturalnych wrogów.
Ale odpowiedź kiedy to wyreguluje jest bardzo prosta - wtedy kiedy zabraknie dla nich pokarmu. Ale wtedy skończy się też wędkarstwo na naturalnych wodach i zostaną tylko łatwe do upilnowania czyli niewielkie zbiorniki wodne. Dlatego powinno się wziąć jak najszybciej za regulację tego gatunku.
Nie rozumiesz co się dzieje moim zdaniem. Kormoran się tak namnożył, ponieważ ma doskonałe warunki na Mazurach, gdzie są rybacy. A polska myśl rybacka pod egidą IRŚ, doprowadziła do drastycznego zmniejszenia się ilości drapieżnika, głównie szczupaka. Ponieważ jest coraz mniej węgorza i ten gatunek wymiera, zarybianie jego larwami stało się zbyt drogie Jeśli nie było więc takiej ilości węgorza, głównego 'produktu', przerzucono się na inne. A wiadomo, że ludzie najchętniej kupują drapieżniki. A Mazury to szczupak nie sandacz, więc stała się rzecz oczywista. Z tego powodu w wielu jeziorach namnożyła się ilość drobnicy, jest jej często baaaardzo dużo. BYłem dwa razy na Mazurach i w życiu nie doświadczyłem czegoś takiego. A większych ryb jak na lekarstwo. W takich warunkach kormoran doskonale się rozwija, ma więcej młodych (ekologia, gatunek spotykający obfitość pokarmu ma więcej młodych). Czyli po prostu kormoran zastępuje szczupaka, tak działa matka natura, i jest to logiczne. Nie dla rybackich speców spod znaku IRŚ.
Problemem jest to, że mazurskie jeziora zamarzają, więc kormoran się przemieszcza. A wtedy siadając na jakieś wodzie po zarybieniach jest masakra. Jedząc pół kilo ryby dziennie uśredniając, dokonuje spustoszeń.
Ale to nie tak, że winni są ekolodzy i ochrona tego gatunku. Ornitolodzy i inni specjaliści więc chcą odpowiedniego działania, któ©e przyniesie skutek. A tym jest zmiana polityki gospodarowania wodami i przede wszystkim ochrona szczupaka. Czyli mówiąc krótko - chcą walki z przyczynami problemu a nie jego skutkami. Bez tych zmian to po prostu nie ma sensu. Ale dalej trwamy przy rybactwie, któremu podporządkowuje się gospodarkę wodami. Dlatego tak cierpią wędkarze - bo w całej Polsce obowiązują przepisy dopasowane do potrzeb rybaków, których jest mało i są głównie na Mazurach. Tutaj bastionem jest też zaplecze polityczne jak PSL czy PiS, które wspiera rybactwo jako jedną z gałęzi rolnictwa. DO tego UE dopłaca do rybaków, więc mamy pewien wał, gdzie aby brać kasę, robimy rzeczy które na nas się mszczą i powodują wielkie straty - na przykład w gospodarstwach hodowlanych. Trudno też o turystykę wędkarską, a mamy masę pięknych jezior, skoro nie ma w nich ryb.
Odstrzały są więc spłycaniem tematu. Tu trzeba konkretnego podejścia. Mój znajomy który jest wykłądowca uniwersyteckim i ornitologiem, mówił mi, że oni proponowali wiele rzeczy. Zamiast odstrzałów na ten przykład naświetlanie jaj, tak aby kormorany wysiadywały jaja z których się nie rozwijają zarodki, przez co wypada część pokolenia. Podejście humanitarne i często wielokrotnie tańsze. DO tego wskazał mi, że ptaki poddane presji jak odstrzał,mają jeszcze więcej młodych (co jest normalne), przez co często zamiast efektów pozytywnych jest jeszcze gorzej.
Dodam też, że w jednym roku wydano zgodę na odstrzał kilku tysięcy kormoranów, ale tylko wykorzystano ten limit w połowie. Nie maiło więc to sensu. Tu trzeba też rozumieć, że myśliwi to nie jest organizacja charytatywna, co ruszy na kormorana. Ptak nie ma wartości, jego mięso jest paskudne w smaku, do tego jest płochliwy i jak się do niego strzela, nie da się łatwo podejść. Myśliwi więc nie będa sobie 'golić jaj', aby komuś robić dobrze, na przykład niedoinformowanym wędkarzom.
Dlaczego więc IRŚ robi takie głupoty? Mam swoją teorię na ten temat. Polskie wody były pełne ryb po upadku komuny, kto starszy ten pamięta ile tego było. Pomimo wielu zatrutych rzek czy zbiorników. Dziś mamy czystszą wodę i masakrę. Dlaczego? Bo prorybacka polityka doprowadziła do wytrzebienia olbrzymiej ilości tyb, w tym cennych gatunków. Ktoś robił kariery i zdobywał tytuły, fałszując dane lub je celowo błędnie interpretując. Dlatego obwiniają nie siebie, ale kormorany wędkarzy i strefy beztlenowe za to wszystko, nie widząc belki w swoim oku. A kto jest filarem nauko rybackiej po polsku? PZW. To ono jest jednym z największych graczy, bo samo sieciuje swoje wody, ZG PZW ma z tego kasę. Dlatego oni trzymają sztamę z IRŚ, tworząc 'lobby sieciowe'. Dlatego nie ma rzetelnych rzeczy, jest ściema, zaś wielu wędkarzy łatwo łapie się na tanią propagandę i głównego winnego - kormorana. Sam się dałem łapać :)
Dlatego należy widzieć dzisiejsze PZW jako paskudną organizację, gdzie interes wędkarzy jest zlewany, aby kilkudziesięciu gości z wierchuszki mogło się paść na kasie z rybactwa, która zasila kasę Zarządu Głównego PZW. Temat jest ukrywany, mało kto o tym mówi. Wielu chce reform, ale nie rozumie, że póki z rybactwa jest kasa, a zarządzającym jest ZG PZW (nie związek jako taki, ZG!), to wielkich zmian nie będzie. To jak liczyć na wielkie reformy w Białorusi które przeprowadzi Łukaszenka.
NIe dajcie się więc nabierać. Problem kororana jest oczywisty, ten ptak wyrządza wielkie szkody, ale jego rozwiązaniem nie jest odstrzał. DO tego to nie okres ochronny tak dał kopa jego populacji, ale rybactwo, gdzie zamiast chronić drapieżnika jakim jest szczupak, odławia się go. Ilu z Was wie, ile tam kręci się wałów z pozyskaniem materiału zarybieniowego? Dawniej z jeziora Orzysz łowiono pół tony szczupaka, aby pozyskać materiał zarybieniowy. Czyli odławia się pół tony dużego szczupaka, aby wpuścić narybek, i to w ilości, jaka by i tak powstała na skutek tarła, do tego w wielu miejscach. I co się stało jak wędkarze pogonili rybaków i nie ma odłowów? Nagle Orzysz stał się mekką dla spinningistów i nie tylko.
Chcecie zmian? Trzeba uderzać do ZG PZW, dążyć tu do zmian. Naciskanie na odstrzały i winienie ekologów jest śmieszne, tym bardziej, że sami ekolodzy dostrzegają problem i chcą rozwiązań, ale są blokowani przez lobby rybackie (więc i PZW). To jest Polska, tutaj mogą rządzić koterie, i w rzyci się ma interes wędkarzy, których jest ponad milion, zaś tereny przy jeziorach nie mogą czerpać zysków z turystyki wędkarskiej, bo trudno o taką na bezrybiu. W tym samym czasie mamy doskonałe komercje pełne ryb, jedne z lepszych w Europie. Dlaczego? Bo nie obowiązuje prawo rybackie i bezsensowne często zapisy. A ilu jest rybaków? NIe ma chyba nawet tysiąca. Tracimy setki milionów (turystyka, wędkarstwo itd), aby wąskiej grupie społecznej ronić dobrze. Wszystkiego bronią panowie z tytułami doktorów, magistrów, z wieloma nagrodami, więc trudno się przebić. Mają też polityczne plecy, więc baz wsparcia politycznego trudno o suckesy.
-
Czy to pierwszy raz, kiedy w kraju nad Wisłą wąska grupa decydentów czerpie korzyści kosztem większości ;)
Wszystkiego bronią panowie z tytułami doktorów, magistrów, z wieloma nagrodami, więc trudno się przebić. Mają też polityczne plecy, więc baz wsparcia politycznego trudno o suckesy.
I wydaje mi się że tutaj jest pies pogrzebany jeśli chodzi o ewentualne zmiany. Spójrzcie chociażby na takie łowiectwo. Abstrahując już od dyskusji na tematy poboczne, jest to organizacja która posiada "plecy" w niejednej partii, gdzie w zamian za reprezentację ich interesów, politycy liczą na ich głosy. Ręka rękę myje, ale powiedzmy sobie jasno, taka jest nasza rzeczywistość. I mimo, nazwijmy to delikatnie incydentów z bronią jakie miały miejsce w przeszłości. Ponadto wielokrotnie podnoszony jest argument ilu to nie jest w Polsce wędkarzy - pytam zatem: co z tego? Nawet na tym forum ludzie nie są w stanie dojść do konsensusu w sprawie PZW, a co dopiero w skali całego kraju. Wędkarzy niech będzie nawet dziesięć milionów, nie jest to grupa która jest w stanie coś wywalczyć, bo nigdy nie będzie mówić jednym głosem.
Dwa, wędkarstwo nie ma takiego poparcia społecznego jak łowiectwo, leśniczy kojarzą się z gajowymi, ludźmi którzy pełnią jakąś funkcję, doglądają lasu, czasem wyślą kogoś do przedszkola żeby pokazał się dzieciom, czasem zaproszą jakieś dzieciaki na zieloną szkołę. Kiedy natomiast poinformowałem moją lubą o tym że w sumie to chciałbym wrócić do hobby z dzieciństwa i zainteresować się wędkarstwem, to zmierzyła mnie wzrokiem i zapytała czy zamierzam wyhodować sobie wąsa i pić piwo z puszki pasąc mięsień piwny. Takie jest postrzeganie przez laika wędkarza w Polsce, jest to niesprawiedliwe, ale tak po prostu jest. Dodajmy do tego strzelanie do ptaków, słuszne czy nie, i mamy PR-ową katastrofę.
-
I wydaje mi się że tutaj jest pies pogrzebany jeśli chodzi o ewentualne zmiany. Spójrzcie chociażby na takie łowiectwo. Abstrahując już od dyskusji na tematy poboczne, jest to organizacja która posiada "plecy" w niejednej partii, gdzie w zamian za reprezentację ich interesów, politycy liczą na ich głosy. Ręka rękę myje, ale powiedzmy sobie jasno, taka jest nasza rzeczywistość. I mimo, nazwijmy to delikatnie incydentów z bronią jakie miały miejsce w przeszłości. Ponadto wielokrotnie podnoszony jest argument ilu to nie jest w Polsce wędkarzy - pytam zatem: co z tego? Nawet na tym forum ludzie nie są w stanie dojść do konsensusu w sprawie PZW, a co dopiero w skali całego kraju. Wędkarzy niech będzie nawet dziesięć milionów, nie jest to grupa która jest w stanie coś wywalczyć, bo nigdy nie będzie mówić jednym głosem.
Amen. Nic dodać nic ująć. Skłóceni we własnym środowisku niemalże do granic możliwości. Dodatkowo jedni szczują na drugich, a Ci na trzecich.
Dwa, wędkarstwo nie ma takiego poparcia społecznego jak łowiectwo, leśniczy kojarzą się z gajowymi, ludźmi którzy pełnią jakąś funkcję, doglądają lasu, czasem wyślą kogoś do przedszkola żeby pokazał się dzieciom, czasem zaproszą jakieś dzieciaki na zieloną szkołę. Kiedy natomiast poinformowałem moją lubą o tym że w sumie to chciałbym wrócić do hobby z dzieciństwa i zainteresować się wędkarstwem, to zmierzyła mnie wzrokiem i zapytała czy zamierzam wyhodować sobie wąsa i pić piwo z puszki pasąc mięsień piwny. Takie jest postrzeganie przez laika wędkarza w Polsce, jest to niesprawiedliwe, ale tak po prostu jest. Dodajmy do tego strzelanie do ptaków, słuszne czy nie, i mamy PR-ową katastrofę.
Dokładnie tak, ludzie słysząc o wędkarzach mają obraz kogoś w starych czarnych gumofilcach z filcem u góry :'( Dlatego nikt nas nie traktuje poważnie, bo jak można dogadać się z ogromną grupą osób, które same ze sobą nie potrafią się dogadać i mówić w jednym tonie? Nam mogą nasrać na głowę, a my zamiast coś z tym zrobić to się będziemy między sobą kłócić czyja to jest wina, że ktoś nam nasrał na głowę i tak się kłócimy co afere od PZW, Wody Polskie, ekologów, rząd, katastrofy, komercje, kłusowników i tak dalej, a Ci którzy nam szkodzą tylko zacierają ręce czerpiąc korzyści ze skłóconego społeczeństwa co nie może się zorganizować nawet na najniższych szczeblach w ilości kilkudziesięciu osób (koła).
-
Sam ostatnio nie byłem na zebraniu koła, ale jak uczestniczyłem to na zebranie przychodzi ok. 30 członków i z tego grona można wybrać zarząd i poszczególne komisje, a koło liczy 170 członków, więc wędkarze zawsze będą w dupę bici, bo nie potrafią się zorganizować.
Narzekają na PZW, ale sami nawet na zebrania nie chodzą, niestety prawda jest smutna >:( >:(.
-
Dwa, wędkarstwo nie ma takiego poparcia społecznego jak łowiectwo, leśniczy kojarzą się z gajowymi, ludźmi którzy pełnią jakąś funkcję, doglądają lasu, czasem wyślą kogoś do przedszkola żeby pokazał się dzieciom, czasem zaproszą jakieś dzieciaki na zieloną szkołę. Kiedy natomiast poinformowałem moją lubą o tym że w sumie to chciałbym wrócić do hobby z dzieciństwa i zainteresować się wędkarstwem, to zmierzyła mnie wzrokiem i zapytała czy zamierzam wyhodować sobie wąsa i pić piwo z puszki pasąc mięsień piwny. Takie jest postrzeganie przez laika wędkarza w Polsce, jest to niesprawiedliwe, ale tak po prostu jest. Dodajmy do tego strzelanie do ptaków, słuszne czy nie, i mamy PR-ową katastrofę.
Sęk w tym, że PZŁ działa w interesie myśliwych, zaś PZW, poprzez działania odgórne Zarządu Głównego, działa przeciwko wędkarzom. Okręgi mogą chcieć wiele ale mają szklany sufit. Gdyby PZW walczyło o wędkarza i jego interes od początku lat 90-tych, byłoby dziś całkiem inaczej. Należało przede wszystkim tak działać, aby IRŚ nie zrobiło z wędkarza winnego wszelkich klęsk, na równi z kormoranem. Oni mają ręce czyste. Gdyby były ryby w jeziorach, to agroturystyka by była na innym poziomie dziś, byłaby woda na młyn. A tak broni się interesu rybaków, utrzymując idiotyczne prawo, które niszczy polskie wody, gdzie giną rodzime gatunki, gdzie wykorzystuje się normalne rzeczy jak np. odłowy kontrolne czy do pozyskania tarlaków, aby ktoś mógł zarobić na mięsie.
A polskie wędkarstwo i tak ma się dobrze. Niestety, nie jest to zasługą związku wędkarskiego, ten jawi się bardziej jako organizacja wkładająca kij w szprychy. I zaznaczę - mówię o działaniach ZG PZW. To, że ludzie w okręgach czy kołach działają, to inna rzecz. Muszą grać wg melodii jaką gra im od lat wierchuszka, trzepiąca kasę z rybactwa i pilnująca tego jak lwica lwiątek. Wędkarze więc mają tor przeszkód, z największymi blokadami zapodawanymi przez ich własną organizację.
-
Dawno już dyskusji na ten temat nie było, a pojawiło się sporo nowych osób na forum, to nadmienię tylko, że obecny na tym forum przez chwilę doktor z IRŚ dowodził niezbicie w swych pracach naukowych, że turystyka wędkarska w Polsce nie ma sensu, bo sezon jest za krótki. Niech wszystkim to dobrze w głowach wybrzmi, jakie brednie ci ludzie są gotowi pisać, żeby utrzymać stan, w którym tkwimy od dziesięcioleci.
-
Spójrzcie chociażby na takie łowiectwo. Abstrahując już od dyskusji na tematy poboczne, jest to organizacja która posiada "plecy" w niejednej partii, gdzie w zamian za reprezentację ich interesów, politycy liczą na ich głosy.
Tylko ilu jest myśliwych a ilu wędkarzy. Ilość nie przechodzi w jakość bo liczy się kasa i znajomości a myśliwi mają to i to.
-
Prosta sprawa. Co trzeba zrobić, żeby zostać myśliwym?
Co trzeba zrobić, żeby zostać wędkarzem? Przede wszystkim kupić zestaw za 35 zł w Lidlu.
-
Prosta sprawa. Co trzeba zrobić, żeby zostać myśliwym?
Co trzeba zrobić, żeby zostać wędkarzem? Przede wszystkim kupić zestaw za 35 zł w Lidlu.
Mnie to zawsze śmieszy jak ludzie piszą, że składki drogie, bo ktoś płaci 500 zł za rok łowienia, a jak porównamy to ze wstępem do PZŁ to myślę, że 95% wędkarzy w Polsce nie dźwignęłoby tego, różnica minimum piętnastokrotnie większa za wejście w oba światy od zera. Nie siedzę w temacie PZŁ ale kiedyś słyszałem, że tam trzeba niemałe kwoty wyłożyć żeby dostać się do jakiegoś koła łowieckiego. Dla mnie dalej to jest chore, że nikt nas po dupie nie całuje z samego faktu jak dużą społecznością jesteśmy i jak to mogłoby się przełożyć na głosy w wyborach. No ale kto chce współpracować z osobami, które same ze sobą nie potrafią się dogadać i ustalić jeden kierunek.
-
Dla mnie dalej to jest chore, że nikt nas po dupie nie całuje z samego faktu jak dużą społecznością jesteśmy i jak to mogłoby się przełożyć na głosy w wyborach.
A przekłada się?
-
Dla mnie dalej to jest chore, że nikt nas po dupie nie całuje z samego faktu jak dużą społecznością jesteśmy i jak to mogłoby się przełożyć na głosy w wyborach.
A przekłada się?
No jakby nie patrzeć to nie jesteśmy małą społecznością tylko największym stowarzyszeniem w Polsce. Nie przekłada się, bo każda partia polityczna ma nas za leśnych dziadków w gumofilcach, z którymi nie da się wejść w jakikolwiek dialog, nikt nas nie traktuje poważnie więc nikt nam przed wyborami makaronu na uszy nie nawija i nie obiecuje złotych góry żebyśmy mogli na nich zagłosować.
-
Jak to powinno wyglądać mamy przykład w Anglii. Gdzie partie rządzące liczą się z głosem wędkarzy.
-
No jakby nie patrzeć to nie jesteśmy małą społecznością tylko największym stowarzyszeniem w Polsce. Nie przekłada się, bo każda partia polityczna ma nas za leśnych dziadków w gumofilcach, z którymi nie da się wejść w jakikolwiek dialog, nikt nas nie traktuje poważnie więc nikt nam przed wyborami makaronu na uszy nie nawija i nie obiecuje złotych góry żebyśmy mogli na nich zagłosować.
A czy zmieniłbyś swoje sympatie polityczne przy stawianiu krzyżyka na karcie wyborczej tylko dlatego że jedna partia traktuje Twoje hobby bardziej poważnie niż inna?
No właśnie...
EDIT:
Zresztą wędkarze nie potrafią się nawet dogadać między sobą w sprawie no-kill w większości wód więc kto będzie traktował taką organizację jak PZW poważnie... :(
-
Tak. Traktowanie mojego hobby byłoby jednym z kryteriów wyboru.
Nie wiem, skąd się w ogóle wzięło to pytanie. To raczej sprawa oczywista.
-
Tak. Traktowanie mojego hobby byłoby jednym z kryteriów wyboru.
Nie wiem, skąd się w ogóle wzięło to pytanie. To raczej sprawa oczywista.
Aż się wybiorę na jakiś spend wyborczy Grzegorza Jednookiego i ideę mu "sprzedam". Zrobię to Michale specjalnie dla Ciebie - nie musisz dziękować ;) ;D
-
I co? I gdyby zdziałał jakiś cud to uważasz, że by mu od tego głosów wędkarzy nie przybyło?
Mojego przez to by nie zyskał, ale na pewno dostałby ich wiele.
-
Mojego przez to by nie zyskał, ale na pewno dostałby ich wiele.
Jak nie dostał by Twojego to nie widzę dlaczego ktokolwiek inny miałby zmienić swoje preferencje. I dlatego tematu żaden polityk nie podejmie. "Czas antenowy" jest ograniczony a pożytek z podniesienia tematu żaden.
-
Mojego przez to by nie zyskał, ale na pewno dostałby ich wiele.
Jak nie dostał by Twojego to nie widzę dlaczego ktokolwiek inny miałby zmienić swoje preferencje. I dlatego tematu żaden polityk nie podejmie. "Czas antenowy" jest ograniczony a pożytek z podniesienia tematu żaden.
Nie mierz wszystkich Mostka zdaniem, gdyby ta gra była warta świeczki to by przeznaczyli nawet i cały czas antenowy żeby gadać o rybach. Górników jest kilka krotnie mniej, a jednak wchodzą im w cztery litery co wybory, bo są zgrani i solidarni we własnym środowisku. Gdybym im teraz lewica obiecała, że utrzyma kopalnie i ich pensje to nagle przestałoby im przeszkadzać LGBTQ+, imigranci, ukraina itp. a Tuska to by na rękach nosili podczas Barburki. W Polsce z tego co widzę w internecie jest około 600 000 wędkarzy zrzeszonych w PZW (jak się mylę to mnie poprawcie), a górników 80 000 na jednego górnika przypada 7 wędkarzy, w PZŁ jest około 120 000 osób zrzeszonych więc to pokazuje jak liczną grupą jesteśmy i co moglibyśmy razem zdziałać. Co wybory politycy powinni w kolejce stać i całować naszą caryce licząc, że poprze ich w wyborach na zasadzie 'kto da więcej' i szepnie kilka słów do swoich poddanych w okręgach i kołach. Dodatkowo my w przeciwieństwie do górników nie ciągniemy kasy z budżetu państwa, a raczej tam dokładamy. (tutaj proszę to potraktować dosyć łagodnie bo nie wiem czy to jest 100% prawdy)
-
Nie mierz wszystkich Mostka zdaniem, gdyby ta gra była warta świeczki to by przeznaczyli nawet i cały czas antenowy żeby gadać o rybach.
Gdyby. I nie mierzę wszystkich Mostka zdaniem bo Braun też mojego głosu by nie dostał nawet jakby obiecywał całą Wisłę narybkiem brzany napełnić od wału do wału więc jest nas już dwóch ;)
-
Część wędkarzy to także górnicy, więc zgadnij czy zagłosują na tego, kto im obieca utrzymanie kopalni czy na tego, kto podejmie walkę z kormoranem albo obieca zmianę naszego rybackiego prawa. To samo z rolnikami czy innymi grupami zawodowymi, o emerytach nie wspominając. I te 600 tysięcy dobrze wygląda jako liczba, ale ilu tak naprawdę na poważnie i głęboko jest wkręconych w wędkarstwo, a ilu tylko chce sobie od czasu do czasu powrzucać haczyk do wody, zrobić grilla i obalić parę browarów? Pewnie nawet by nie zrozumieli, co im ten polityk od wędkarstwa obiecuje. Na logikę to 100% wędkarzy powinno zostać ekologami, walczącymi o czyste wody i brzegi, ochronę przed gatunkami inwazyjnymi, itp. Ale tak nie jest.
-
Na logikę to 100% wędkarzy powinno zostać ekologami, walczącymi o czyste wody i brzegi, ochronę przed gatunkami inwazyjnymi, itp.
Taaa... szczególnie walka o czyste brzegi braci wędkarskiej zajebiście wychodzi... :facepalm:
-
Nie mierz wszystkich Mostka zdaniem, gdyby ta gra była warta świeczki to by przeznaczyli nawet i cały czas antenowy żeby gadać o rybach.
Gdyby. I nie mierzę wszystkich Mostka zdaniem bo Braun też mojego głosu by nie dostał nawet jakby obiecywał całą Wisłę narybkiem brzany napełnić od wału do wału więc jest nas już dwóch ;)
Was dwóch, którzy by nie zagłosowali, a związek liczy 600 000 osób i w tej grupie znaleźliby się chętni zagłosować w szczególności Ci, którzy się polityką nie interesują.
A czy zmieniłbyś swoje sympatie polityczne przy stawianiu krzyżyka na karcie wyborczej tylko dlatego że jedna partia traktuje Twoje hobby bardziej poważnie niż inna?
Spróbujmy odwrócić rolę, czy gdyby twoja ulubiona partia, na którą głosujesz nagle chciałaby wprowadzić zakaz wędkowania, to dalej byś na nią głosował? Puścić narracje, że wędkarze to barbarzyńcy to nie jest trudna rzecz do zrobienia.
Robson, masz racje, ale to nadal nie zmienia faktu, że oficjalnie w stowarzyszeniu jest 600 000 osób i nawet gdyby z tej grupy udało się wywalczyć głos co szóstego wędkarza to już mamy 100 000 głosów, to nie są małe liczby. Przypomnę, że różnica w ostatnich wyborach prezydenckich to było coś około 350 000 głosów. Ja chcę bardziej przedstawić skalę jak dużą społecznością jesteśmy to, że w niej są również górnicy, myśliwi, rolnicy itp. to zakładam, że jest to sprawą oczywistą.
-
Spróbujmy odwrócić rolę, czy gdyby twoja ulubiona partia, na którą głosujesz nagle chciałaby wprowadzić zakaz wędkowania
Szybciej to Wisła by zamarzła do dna i to w lipcu.
-
Hejka,
wiem , ze beda sie sypac gromy ale to napisze. >:(
Jak to na polskim forum:zaczelismy dyskusje o kormoranach, o ochronie srodowiska o rownowadze w przyrodzie, o dzialalnosci czlowieka na srodowisko, a na czym skoczylismy jak zawsze na polityce.
Wystarczy jeszcze tylko dodac, ze za Pisu wiecej dawali i nie bylo problemu z kormoranami, a wszystko to wina Tuska i jest wesolo... ;D ;D :P
Pozdrowienia:
Andi
-
Jak to na polskim forum:zaczelismy dyskusje o kormoranach, o ochronie srodowiska o rownowadze w przyrodzie, o dzialalnosci czlowieka na srodowisko, a na czym skoczylismy jak zawsze na polityce.
Bo nie oszukujmy się nawet odstrzał kormoranów to decyzja polityczna.
-
Robson, masz racje, ale to nadal nie zmienia faktu, że oficjalnie w stowarzyszeniu jest 600 000 osób i nawet gdyby z tej grupy udało się wywalczyć głos co szóstego wędkarza to już mamy 100 000 głosów, to nie są małe liczby. Przypomnę, że różnica w ostatnich wyborach prezydenckich to było coś około 350 000 głosów. Ja chcę bardziej przedstawić skalę jak dużą społecznością jesteśmy to, że w niej są również górnicy, myśliwi, rolnicy itp. to zakładam, że jest to sprawą oczywistą.
Tu wracamy do podstawowego problemu: nawet we własnym gronie nie potrafimy wyłonić takich władz naszego związku, które starałyby się rozwiązywać problemy wędkarstwa. Albo choć udawały, że się starają. A to przecież naturalna reprezentacja każdej społeczności - mamy związki zawodowe, sportowe, itd. U nas związek (na poziomie centralnym) jest tylko szyldem. Czyli jesteśmy dopiero kandydatem na świadomą społeczność, a tak naprawdę jesteśmy gronem luźnych bąków popylających po łączce.
-
Hejka,
no pewnie wszystko to dzialalnosc polityczna: ochrona srodowiska, rownowaga w przyrodzie, dzialalnosc czlowieka na srodowisko.
Wogole to wedkarstwo to dzialalnosc polityczna i wykorzystywanie kieszeni wedkarza. ;)
Moja podsumowanie brzmi tak: w 70-80 latach waznym elementem zycia i gospodarki w krajach cywilizowanym byl czlowiek.
Dzisiaj "bez kozery powiem" swiatem rzadzi pieniadz i to bezwzglednie.
Czlowiek stal sie tylko narzedziem w robieniu pieniedzy i ma taka wartosc ile potrafi dac bez zadnego sentymentu.
Dlatego jak sie da zarobic na kormoranach to albo beda albo nie, bo na rybach robi sie juz dobre interesy.
Przyklad Niemcy: kto najwiecej chce wyniszczenia kormoranow, wlasciciele lowisk komercialnych gdzie sa pstragi teczowe. Ta ryba jest tak latwym lupem dla kormorana, ze przylatujac nad ranem w pol godziny sa juz najedzone. Teraz pytanie czy zbiorniki komercyjne to natura? dla wedkarza raj, a dla kormorana tez. Czy pstrag teczowy to tez rodzima ryba?
Pozdrowienia:
Andi
-
Was dwóch, którzy by nie zagłosowali, a związek liczy 600 000 osób i w tej grupie znaleźliby się chętni zagłosować w szczególności Ci, którzy się polityką nie interesują.
Widzisz? Niby wniosek absolutnie oczywisty. A tu dyskusja jakaś na ten temat, że bez sensu, że to, że sramto...
-
Tak się zastanawiam , bo obecne mrozy chyba zaskoczyły te ptaki.
Wszystko zamarzło ,ok - przeniosą się na górskie rzeki, polecą gdzie cieplej ale chyba nie w takiej temperaturze .
W nocy przez tydzień było -10 do -16 u nas.
Nikt z Was nie docieka czy one to przetrwają?
Bo chyba to nie jest gatunek , który zimuje w miejscu gdzie prawdziwa zima przypomniała o sobie.
-
Ja się nie zastanawiam, tylko mam nadzieję, że nie.
-
Nie mierz wszystkich Mostka zdaniem, gdyby ta gra była warta świeczki to by przeznaczyli nawet i cały czas antenowy żeby gadać o rybach. Górników jest kilka krotnie mniej, a jednak wchodzą im w cztery litery co wybory, bo są zgrani i solidarni we własnym środowisku. Gdybym im teraz lewica obiecała, że utrzyma kopalnie i ich pensje to nagle przestałoby im przeszkadzać LGBTQ+, imigranci, ukraina itp. a Tuska to by na rękach nosili podczas Barburki. W Polsce z tego co widzę w internecie jest około 600 000 wędkarzy zrzeszonych w PZW (jak się mylę to mnie poprawcie), a górników 80 000 na jednego górnika przypada 7 wędkarzy, w PZŁ jest około 120 000 osób zrzeszonych więc to pokazuje jak liczną grupą jesteśmy i co moglibyśmy razem zdziałać. Co wybory politycy powinni w kolejce stać i całować naszą caryce licząc, że poprze ich w wyborach na zasadzie 'kto da więcej' i szepnie kilka słów do swoich poddanych w okręgach i kołach. Dodatkowo my w przeciwieństwie do górników nie ciągniemy kasy z budżetu państwa, a raczej tam dokładamy. (tutaj proszę to potraktować dosyć łagodnie bo nie wiem czy to jest 100% prawdy)
Problemóœ jest tu kilka.
Pierwszy to edukacja. Aby walczyć o coś, trzeba rozumieć genezę problemów, co jest przyczyną a co skutkiem. Niestety, większość wędkarzy wierzy, że ryba się bierze z zarybień, więc już mamy bardzo duża przeszkodę. NIe rozumieją, że zarybianie to powiększanie problemów a nie ich zapobieganie. Na przykłąd- górnicy na Śląsku, których wielu wedkuje. Oni pamiętaja jak kopalnie czy huty zarybiały szlonymi ilościami karpia, amura i innych gatunków dane wody, przyzwyczaili się do wielkich ilości mięsa. I nagle przyszedł zonk, bo zmienili prawo, i okazało się, że są limity zarybienia karpiem (kilka kg kroczka na hektar), zaś na wodach nie państwowych przestano zarybiać, bo wiele kopalni czy hut zamknięto lub brakowało im kasy. W efekcie zmasakrowali swoje wody. Czy dzisiaj jest nacisk na tarło naturalne, na mądre korzystanie z wód, na limity itd? Nie, wędkarze żądają aby zarybiać. Jędrzej swojego czasu pisał, jak w jego kole wędkarze żądali, a przecież głosują, za tym, aby było wiadomo kiedy jakie się zbiorniki zarybia karpiem. Bo chcieli je pozbawiać ryb natychmiast. Czyli przypomina to sadzenie, po którym pojawiają się ci co wybierają co zasadzone. Glupota maksymalna.
Sprawa druga to zasady rodem z PRL. Wierchuszka ma przywileje, dlatego nie ma przejrzystości. Prezesi i inni z zarządu nie moga być na etacie, otrzymywać pensji. Więc jest szereg mechanizmów wyciągania kasy, często w szemrany sposób. Nikomu więc z zainteresowanych nie zależy, aby ktoś to widział i jeszcze dociekał co i dlaczego. Stąd wielki opór przed zmianami. A dobre koła chcą dobrego zarządzania, patrzą na kasę, nie dają się wyrolować. Dlatego są tępione i wielu wartościowych ludzi opuszcza PZW. W okręgu opolskim wielu poszło na swoje, i odebrało wody związkowi, sami teraz nimi zarządzają. Trudno też aby wielu chciało wspierać prezesa jak Msś czy jego wspólników, aby się paśli, podczas gdy nie ma kasy na szkółki lub na zagospodarowanie wód. Jest więc w działanie PZW wpisana walka pomiędzy frakcjami, która wyklucza sprawne działanie.
No i mechanizm centralnego zarządzania. Gospodarka centralna się nie sprawdza, ale jest na nią nacisk. Dlatego okręg opolski, gdzie rybaków nie ma, wspierał rybactwo i bycie filarem lobby rybackiego przez PZW, bo jego zarządzający dostawali z tego tytułu kasę. Wielu wędkarzy o tym nie miało i nie ma pojęcia. Bez kasy z rybactwa nie da się utrzymać tego bizancjum w PZW :) Dlatego jest nacisk na ten sam kierunek, nie na zmiany. Podstawą powinna być rezygnacją z rybactwa, oddanie jezior lub takie nim zarządzanie jak jeziorem Orzysz. Interes wędkarza niestety jest spychany na dalszy plan, liczy się interes działaczy. Którzy tworzą przepisy pod siebie, jak np te odnośnie ordynacji wyborczej. To pozwoliło im na ustawkę w ostatnich wyborach.
No i na koniec. Mam wrażenie, ze w PZW są ci, dla których to najtańsza opcja na pozyskanie mięsa, oraz tacy, co nie mają innego wyjścia. Bo nie mieliby dostępu do wód, czy do zawodów. Najbardziej wartościowi dawno opuścili szeregi PZW i zajmują się swoimi wodami, bez konieczności ścierania się z leśnymi dziadkami. Sami decydują co i jak. Czy należy wierzyć w zmiany? Polecam prześledzić losy wybranego głosami wędkarzy prezesa mazowieckiego okręgu PZW, jak go spacyfikowali działacze, ta klika z wierchuszki. Moim zdaniem przełomu nie będzie. Wędkarstwo to hobby a nie praca, dlatego dla wielu nie jest priorytetem walka o lepsze wody. Ważniejsza jest rodzina, kariera. NIe ma więc odpowiedniej presji jak i chęci. Tym bardziej, że reformy musiałyby być bolesne i graniczyć przede wszystkim zabieranie takich ilości ryb.
-
Jako że jest tu sporo nowych osób...
Wspomniano o pracy społecznej ludzi z wierchuszki PZW. Sami sobie mordę wycierają ciągle tym, że robią wszystko za darmo, dla wędkarzy. Mało się nie pozabijają przy tym, żeby nikt ich od koryta nie oderwał. Otóż parę lat temu jeden z nich też tak kwiczał... Tylko że poza tym jest zatrudniony w budżetówce jako nauczyciel, więc dostęp do jego PIT-a był jawny i ktoś wyciągnął. W PZW dodatkowo zarobił na tej pracy społecznej jakoś ponad 100k w rok.
-
Tak się zastanawiam , bo obecne mrozy chyba zaskoczyły te ptaki.
Wszystko zamarzło ,ok - przeniosą się na górskie rzeki, polecą gdzie cieplej ale chyba nie w takiej temperaturze .
W nocy przez tydzień było -10 do -16 u nas.
Nikt z Was nie docieka czy one to przetrwają?
Bo chyba to nie jest gatunek , który zimuje w miejscu gdzie prawdziwa zima przypomniała o sobie.
Wiele być może nie przetrwa. Jednak one migrują, więc zapewne znajdą sobie wody, w cieplejszych rejonach, jak na Dolnym Śląsku czy Opolszczyźnie. Z tego co widzę, to latają szybko i na odpowiedniej wysokości, więc dobrze się orientują gdzie woda nie zamarzła. Wątpię też, aby się przemieszczały w ostatniej chwili.
Ale masz rację, zapewne część padnie. Ale wątpię w przełomy, jak już to w szybką odbudowę populacji. Nie powinniśmy na to liczyć.
Wg mnie należy ograniczyć ilość kormorana, ale tylko wtedy, kiedy się uporządkuje sprawę wód. Bo wbrew wszystkiemu, masa drobnicy w wodzie, karłowacenie, to nie jest coś pozytywnego, to może mieć fatalne konsekwencje. Jakość wody ma z tym ścisły związek, ilość zakwitów. Więc tu też trzeba mądrego działania, aby nie sprowadzić sobie jeszcze większych problemów na głowę.
I tu jest pies pogrzebany. Gospodarowanie wodami nie jest wcale takie proste jakby się wydawało, to wiele sprzężonych ze sobą mechanizmów. DO tego jesteśmy bardzo skłóceni między sobą, pewne grupy się ścierają. Dla wielu ekolodzy czy ornitolodzy to zjeby, bo chca chronić kormorana. Nie rozumieją jednak, że wcale tak nie jest, że po prostu sprawa jest bardziej złożona. że kormoran nie jest przyczyną problemu ale skutkiem. W okręgu opolskim na ten przykład się dowiedziałem, że ornitolodzy i ekolodzy organizowali debatę na temat Jeziora Turawskiego, chodziło o utrzymywanie poziomu wody, który zapewni miejsca lęgowe ptakom (aby nie zalało gniazd, bo to zaporówka). Potem wędkarze płakali, że stan wody jest niski i że ryba nie może przeprowadzać skutecznego tarła. Sęk w tym, że na debacie nie było nikogo ze środowiska wędkarskiego, pomimo zaproszeń i chęci ustalenia czegoś, więc podjęto decyzję która bardziej pasowała interesom ptaków niż ryb. Wg mnie pokazuje to jak wielu rzeczy nie załatwiamy dobrze na podstawowym poziomie. Jest za to parcie aby znaleźć sobie wroga i sprawcę wszelkich klęsk. I takim stał się kormoran. A już najgorsze jest łykanie propagandy Instytutu Rybactwa Śródlądowego, które szuka możliwości, aby im nie zarzucono fatalnej w skutkach strategii zarządzania polskimi wodami.
-
U mnie sporo kormoranów pada, ale też nad morzem ich liczebość jest potężna. Jedyne miejsca gdzie teraz sie kumulują to tam gdzie jeszcze lód nie chwycił, czyli okolice mostów. ZImo trwaj :)
-
Hejka,
Luk bardzo dobrze to sytuacje wytlumaczyles nalezy ci sie :bravo: :bravo: :thumbup: :beer:
A ci ktorzy maja nadzeje, ze zima wyniszczy kormorany tak, ze bedzie spokoj moge pocieszyc:
kormoranow moze bedzie mniej, ale za to prawdopodobnie wiecej jaj w przyszlym roku, wiecej da sie wyzywic pisklat bo konkurecja pokarmowa sie zmniejszy i pomalu powrocimy do punktu wyjscia.
Bo natura zawsze potrafi sobie poradzic z sytuacjami kryzysowymi , a gorzej tu ma czlowiek bo zawsze szuka winnych czy winy u innych a nie u siebie.
Pozdrowienia:
Andi
-
Hejka,
dodam jeszcze, ze sprawa uporzadkowana wod w Polsce ,nie bedzie taka latwa, a czym wiecej powstanie zbiornikow komercyjnych gdzie ryby sa latwym lupem dla kormorana, a wody otwarte beda swiecily pustkami problem bedzie narastal a zwolennikow wyniszczenia kormoranow bedzie coraz wiecej.
Pozdrowienia:
Andi
-
Właściciele sobie radzą. Nie słyszałem o problemie z kormoranami na komercjach. Choć na pewno przylatują i zdążą coś skubnąć.
-
Hejka,
bo na komerciach najczesciej sa duze ryby nie ma malej i sredniej ryby w ilosciach zadawalajacych kormorana (wg. ornitologow glownym pokarmem kormoranow sa ryby mniejsze i srednie, a nie duze choc to tez im sie zdarza jak nie maja wiekszego wyboru), myslalem takze o stawach hodowlanych bo sa one w pewien sposob powiazane z zbiornikami komercyjnymi (zarybianie).
Nawet niedawno gdzies widzialem relacje na Tubie, ze kormorany w ciagu tygodnia wybily okolo tony kroczka.
Oczywiscie wszystko zalezy od zbiornikow i ich stanow oraz ryb tam przebywajacych.
Najlepiej kormorany lubia zbiorniki czyste z rybami, ktore nie maja za bardzo ochoty uciekac bo same sa drapieznikami (dlatego tu byla mowa o szczupakach czy pstragach teczowych).
Kormoran nie moze za dlugo przebywac w wodzie bo nie ma warstwy ochronnej na piorach i musi dlatego dlugo suszyc piora co jest czestym widokiem nad woda jak sedzac na drzewach ma rozlozone skrzydla.
Perkoz moze nurkowac caly dzien, kormoran maxymalnie 2-3 godziny i musi sie w tym czasie najesc.
Pozdrowienia:
Andi
-
-
Hejka,
dodam jeszcze, ze sprawa uporzadkowana wod w Polsce ,nie bedzie taka latwa, a czym wiecej powstanie zbiornikow komercyjnych gdzie ryby sa latwym lupem dla kormorana, a wody otwarte beda swiecily pustkami problem bedzie narastal a zwolennikow wyniszczenia kormoranow bedzie coraz wiecej.
Pozdrowienia:
Andi
Niestety, w Polsce nie jest do końca normalnie, więc trudno o to aby sprawę naprawiono w zdroworozsądkowy sposób. Przede wszystkim brakuje edukacji, ludzie nie rozumieją co jest sednem problemu.
W UK jest troche inaczej, ponieważ tutaj kormoran przeniósł się z rejonów nadmorskich w głąb lądu. Wynika to z przetrzebienia ryb morskich, po prostu ptaki te nie mają tam pokarmu. DO tego w okresie zimowym część populacji z kontynentu przylatuje tu zimować. I dlatego tutaj odstrzały powinny mieć miejsce, tym bardziej, że populacja drapieżnika jest normalna. Mam u siebie wodę, z masą stanowisk wędkarskich, wymarzona wręcz, taka woda karpiowo-linowa. Otóż jest tam tylko karp i leszcz, z małą domieszką kiełbia. Ptaki wybiły wszystko inne. Nie ma ani płoci ani okonia, które powinny być tu powszechne.
I tutaj jest opór organizacji ekologicznych. A w UK nie ma takich jezior jak w Polsce, do tego kluby czy właściciele komercji mają środki aby kormorana zwalczać, i jakby się pojawiła zgoda, to populację by ograniczono, nikomu nie trzeba płacić etc.
Więc problem jest całkiem inny. Z powodu działalności człowieka kormoran nie ma tyle pokarmu, cofa się w głąb lądu, i przy suszach wyrządza wielkie szkody. I jak najbardziej należy ograniczyć jego liczbę. Tu zieloni są więc częścią problemu. Mają problem z dostrzeżeniem co się dzieje z populacją ryb, cenią bardziej ptaki, może dlatego, że je widać a ryb nie. Jakiś czas temu wypuszczono foki, które znaleziono w złym stanie na brzegu morza, do ujścia rzeki Nene, aby się 'odbudowały'. Kilka sztuk dokonało masakry ryb rzecznych, czyszcząc to, czego nie mogły kormorany. Dopiero apele i działania organizacji wędkarskich głównie sprawiły, że je przesiedlono. Ktoś nie rozumiał, jakie spustoszenie w ekosystemie zrobi duży ssak. Wybita została populacja brzan, z których słynęła ta rzeka :(
W Polsce jednak trzeba wpierw rozwiązać sprawę szczupaka, potem się brać za odstrzał. U nas sytuacja jest inna, bo kormoran wykonuje dobrą robotę, trzebiąc drobnicę, zastępując rybiego drapieżnika, główny problem to zima i jego migracja, w połączeniu z gospodarką wodami, opartymi o zarybienia, które często stają się śniadaniem ptaków. Ale podobnie do UK, problem wywołał człowiek. I nie ochroną kormorana, ale swą działalnością.