U mnie na płytkim zbiorniku 2ha gdzie średnio jest < 1m wody przyszła potężna przyducha, lód gruby miejscami na 35cm+ oraz duża ilość roślinności wydusiła rybę pomimo źródełka, które nie zamarzło przez całą zimę. Z czystej ciekawości powiem co tam padło żeby uzmysłowić jaki jest proporcjonalny rozkład gatunków ilościowo w takim ślinie zeutrofizowanym zbiorniku.
1. Sumik karłowaty (koluch) ~300kg wielkość średnio 18cm max 30cm.
2. Szczupak ~150kg ponad 250 sztuk z czego 95% między 40-50cm oraz dwie metrówki i kilka między 55-70cm.
3. Karp ~80kg, jedna sztuka 16kg (stara zmarszczona), druga 13kg, reszta w przedziale 4-7kg
4. Płoć i wzdręga ~70kg, największa wzdręga 39cm, sporo takich 30-35cm. Płoć największa 30cm a większość < 15cm.
5. Amur ~50kg, 5 sztuk po ~10kg
6. Lin ~25kg, największy 49cm a większość w przedziale 35-42cm.
7. Okoń ~10kg, największy 40cm a średnio 25-30cm.
Jestem pewien, że wiele ryb w ogóle nie wypłynęło na powierzchnię. Koluchy były masowo zapakowane w piżmacze nory dlatego przy większym mrozie skuło je do dna. Tak duża liczba sumików świadczy o silnej degradacji wody, płytki oraz ciepły zbiornik to dla nich raj oczywiście do silniejszej zimy. Bardzo mała ilość białej ryby w połączeniu z ogromną ilością szczupaków pistoletów świadczy o silnej presji drapieżnika na inne gatunki ryb ale to znowu sumik ma się dobrze widocznie szczupak go nie lubi. Wzdręgi większe niż płocie to klasyczny brak głębszej zimniejszej wody i presja szczupaka na wąskie ofiary. Metrówki szczupaka niemal na 100% musiały polować na te mniejsze pistolety bo łatwiej go złapać niż cwanego lina, który cały dzień z uwagi na ogromną presje zębatego siedział w grążelach i moczarce nie chcąc nawet na chwilę wyściubić nosa z zielska.
Zaskakującym faktem jest brak karasia pospolitego oraz srebrzystego prawdopodobnie one w większości przeżyły bo w tamtym roku łowiłem japońce dochodzące nawet do 1.3kg i 42cm, karaś był ultra rzadki 1-2sztuki na sezon zazwyczaj ~30cm. Wydaje mi się, że przetrwało na pewno 50% populacji lina bo ich akurat było sporo.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że przyducha odkryła karty ukazując co pływa w zbiorniku zniechęcając mnie do wędkowania bo zamiast cieszyć się z nadchodzącej wiosny, usiąść spokojnie w promieniach zachodzącego Marcowego słońca i oczekiwać raptownego zanurzenia antenki spławika to idę brzegiem i spoglądam czy gdzieś nie wypływają kolejne śnięte ryby. Woda jest cicha, nic się nie spławia, nic nie oczkuje, brak rybitw i mew a jedynie kaczki i łabędzie budujące gniazda dane mi obserwować.