Cześć!
Gadam sam ze sobą, ale trudno... robię swoje

Ufam, że choć dla kilku Osób, moje wypociny są w jakikolwiek sposób ciekawe.
Obiecałem zrelacjonować moje dłubanie - zatem, przedstawiam Wam fotki z finiszu przygotowań do mojego pierwszego od wielu lat wyjścia na lód
Do zrobienia zaplanowałem: mormyszki, zanętnik, sanki. No to - po kolei:
Po przeglądzie posiadanych
mormyszek - uznałem, że konieczne będzie odświeżenie ich zapasu. Zachciało mi się (bo też takie mi się zawsze sprawdzały) wykonać mormyszki "UFO" dwukolorowe.
Powstały one z blaszki miedzianej i mosiężnej 0,2mm, wycinanej dziurkaczem biurowym, formowanej kulką z łożyska w formę miseczki i lutowane cyną.
Tak to po kolei szło:





Tak wyszło (na górze ostatniej fotki są leciwe mormyszki, dolne rzędy na fotce to "nowa" produkcja - część malowana lakierami fluo):



W międzyczasie, dorobiłem też kilka kiwoków, bo lepiej mieć zapas


Jak już miałem na co łowić (kijki, kiwoki, przynęty), to przyszedł czas na
podajnik do zanęty. Miałem swego czasu taki fajny, malutki podajniczek działający na podobnej zasadzie co współczesne rakiety zanętowe - miał on "sondę-antenę", która po oparciu się o dno - zwalniała zamek i otwierała pokrywy podajnika (tak samo jak w rakiecie zanętowej). Było to fajne, dyskretne (bo robiło mało zamieszania pod przeręblem). Ale tym razem, nie miałem czasu na tak skomplikowane mechanizmy... Poszedłem więc w stronę popularnych i skutecznych rozwiązań:
Pierwszy - "sputnik"- podajnik wykonany z blachy mosiężnej 0,5. Lutowany. Ciężki - robi też za gruntomierz. Samootwierający się bezwładnościowo po szarpnięciu "windą", i mieści kulkę zanęty wielkości orzecha włoskiego:





Drugi - z tworzywa (nawet nie wiem co to było pierwotnie - jakiś szpej), z mechanizmem otwierania opartym o zawleczkę ze sprężynującego drutu. Mieści dwa razy więcej zanęty niż sputnik :




Ok, już jesteśmy blisko finiszu...
Wydaje się, że aby łowić z lodu, to potrzeba absolutne minimum sprzętu. Ciepłe gacie i świder. A resztę poupycha się w kieszeniach... No niby tak. Ewentualnie jakaś torba.
Ale, ja jestem człowiekiem ceniącym sobie wygodę. Niewyobrażalne jest dla mnie kicanie nad przeręblem czy noszenie majdanu pod pachami, albo gorączkowe grzebanie za nim w torbie. A lubię mieć tego majdanu ze sobą nad wodą dużo - minimum tyle, by nie musieć w razie czego latać do auta.
Na lód umyślałem sobie zabierać : świder, wiadro (na ewentualne ryby), cedzak, 5-7 wędek + osprzęt, zanętę, zapasowe rękawiczki, termos/jedzenie, coś do siedzenia. No i obowiązkowo też - mydło i ręcznik... Ale nie mam tak obszernych kieszeni

Dawniej - nosiłem to w dużej lodówce turystycznej, zaopatrzonej w kieszeń na wędki i pasek do noszenia na ramieniu.
A, tym razem - postanowiłem sobie zrobić
sanki transportowe na lód!
Zakupiłem kastrę budowlaną 45L. Dorobiłem do niej i umocowałem płozy z listew drewnianych 70x20 mm, obitych na "ślizgu" stalową bednarką (taśmą stalową). W pierwszysch testach - w kopnym śniegu - płozy za mocno wcinały się w śnieg, zatem - umocowałem do kastry "pałąk" z kawałka rurki, a na to naciągnąłem plandekę która idzie przez cały spód sanek, tworząc "dziób" jak w bobsleju i idelaną powierzchnię ślizgu. Zyskałem dzięki temu ekstra kieszeń np na wędki, a dodatkowo - sanki na twardym lodzie - suną na płozach, a po kopnym śniegu - leciutko prześlizgują się "brzuchem".
Mam w nich miejsce na cały szpej. Deseczka oklejona styropianem robi za siedzisko, a całość jest lekka, mobilna, wygodna. Dodatkowo (sprawdziłem) - te sanki zachowują pływalność - jeśli wpadnę do wody, to jest szansa że się sprzęt uratuje

.
Tak wyszło:


Reasumując - Udało się! Cieszę się, bo znów otwarły się dla mnie pełne możliwości zimowego wędkowania.
Zdążyłem w tydzień, skompletować cały sprzęt podlodowy od zera. Zakupione zostało tylko to co niezbędne - świder, kombinezon wypornościowy, kolce, żyłki, szczytówki, kastra. Całą resztę zrobiłem sam, własnym sumptem i z posiadanego szpeja
I, choć niedzielne zawody przeunięto przez wzgląd na nierówną grubość lodu (w paru miejscach akwenu brakowało ciut do regulaminowych 15cm), to i tak, udało mi się wczoraj na ryby wyskoczyć

Pojechałem z myślą o przetestownaiu w boju moich wytworów... i powiem Wam, że jestem mega zadowolony i dumny! Wędki, zanętniki, kiwoki, mormyszki - nawet sanki... sprawdziły się perfekcyjnie

Fajnie było!





Ja już myślę nad blaszkami podlodowymi
Pozdrawiam ciepło. Andrzej